Dzieje jednego krzesła

Zaczątkiem Muzeum Czartoryskich w Krakowie były zbiory ks. Izabelli Czartoryskiej, gromadzone od r. 1800 w puławskiej Świątyni Sybilli a od r. 1809 w Domu Gotyckim. Początkowo Świątynia miała zawierać wyłącznie pomniki narodowe, a Dom – starożytności zagraniczne. Z czasem do zbiorów Domu dodano szereg „pamiątek najczulszych, najwymowniejszych, polskich”. W r. 1828 ukazał się w Warszawie w Drukarni Banku Polskiego pięknie wydany „Poczet pamiątek zachowanych w Domu Gotyckim w Puławach”, zawierający spis 1531 przedmiotów.

Zbiory księżnej były dość mieszane: obok „obrazu kobiety nazwanej La Belle Ferroniére, kochanki Franciszka I króla francuzkiego, malowanego przez Leonarda de Vinci”, „portretu Rafaela, przez niego samego malowanego”, czy też „Widoku burzy olejno malowanego, przez Rembrandta”, „Poczet” wymienia jednym tchem „nogę od łóżka sławnego grafa Gleichen, który, po ostatniej kruciacie, za zezwoleniem papieża, miał dwie żony”, „parawanik z sukni Anny, żony Iwana cara rossyyskiego”, „gałązki z miejsca gdzie była Troja”, „trzewiki dzikich ludzi”, „część kości Romea i Julii”, „kawał obicia z pokoju Don Juana”.

Słowem, trochę jak w Rapperswilu u słynnego Rużyczki, czyli Władysława Eużyckiego de Rosenwertha, którego nieopisane sprawki w dziedzinie „muzealnictwa” ujawnił Żeromski a rewelacje Żeromskiego z kolei potwierdzili Władysław Kłyszewski, Feliks Kopera i Stanisław Szpotański. Rużyczka nie tylko fabrykował obrazy starych mistrzów i sporządzał takie drobiazgi, jak „tabakierka Wita Stwosza” lub „sepecik podróżny Stanisława Augusta”, nie tylko figurki murzyńskie podnosił do rangi popierś Diogenesa i Sokratesa a mundury pocztylionów szwajcarskich przerabiał na mundury wojska polskiego, ale rozebrał bezpowrotnie, chcąc zbadać co się znajduje w środku, model maszyny do rachowania wynalazcy polskiego Baranowskiego, zniszczył księgę sztychów Oleszczyńskiego, kazał wyrzucić na śmietnik zbiór poloniców Chodźki. Poza tym zabawiał się strzelaniem do elzewirów, wystawianiem własnej szabli obok szabli księcia Józefa, a także zaopatrywaniem portretów uwagami w rodzaju: „Niepodobny!” czy „Zdrajca!”. Model, przedstawiający rzekomo Bartosza Głowackiego, miał szlify piechoty francuskiej z r. 1873 a pałasz-tasak podoficera rosyjskiego z nowoczesnej fabryki w Tule. Słynna była „krew pod Maciejowicami wylana” „Kościuszkiego” oraz kij górniczy Leona Zienkowicza, emigranta z r. 1863, inżyniera we Włoszech, awansowany na laskę Kościuszki. Potem jako laska Kościuszki pojawiła się zwykła ciupaga zakopiańska, a kiedy zmuszono Rużyczkę do wycofania i tego zabytku, po pewnym czasie wypłynął on jako laska Pola. W pokoju Kościuszki znajdował się m.in. garnitur mebli hr. Sobańskiego.

Rużyczka występuje w „Ludziach bezdomnych” jako Krzywosąd, „unglückliche Fratze mit vielen Consonanten”, a opis jego kolekcji brzmi jak następuje: „Była tam również laska Seweryna Goszczyńskiego, zwana czasem laską Wincentego Pola. Był sztylet Beniowskiego, wysadzany muszelkami… dziwny, pokruszony sprzęcik, zwany „apteczką Stanisława Augusta”, leżała fajka z terrakoty na zgiętym cybuchu, zwana „fajką Stefana Batorego”, i t.d. Rużyczkę opiewał również Boy w „Zielonym Baloniku” („Opowieść dziadkowa o cudach rapperswilskich”): „Jest tam kijek Kosciuszki, króla Piasta garnuszki, i fajeczka Kopernika… Suwarowa nahajka, i Kolumba dwa jajka, kierezyja wenecjańska, i dziewica orlijańska… Jest też lanszaft galanty: Tycyjany, Rembranty, sam pan kustosz je malował, fatygi se nie żałował: syćko dla tej ojczyzny”.

Gen. Józef Grabowski opowiada w swoich pamiętnikach że podczas ostatnich chwil Napoleona w Fontainebleau udało mu się dostać od kamerdynera Constanta trochę włosów cesarza. Zapotrzebowanie na te włosy było tak wielkie że Grabowski po podzieleniu się prawdziwymi zaczął bez skrupułu rozdawać fałszywe: „realnie włosy jednej ładnej panienki, która w Fontainebleau w kwaterze mojej była”.

——–

Zbiory puławskie obfitowały w anglica, ale i w tym zakresie, obok cennych autentycznych rycin, druków i listów, nie brakło okazów dziwacznych, naiwnych i wątpliwych, jak „sztuka z rozwalin zamku Fortheryngay nazwanego, w którym Maria Stuart była ściętą”, „trawki z północnej prowincji angielskiej w miejscu gdzie był obóz dawnych Rzymian pod dowództwem Agrikoli”, „muszla z jeziora Loch-Catherine, używana zamiast szklanki w nadbrzeżnej tam chatce, jak za czasów Ossiana”, „roślinka zasuszana ze wzgórza Selwood w hrabstwie Somerset, gdzie król Alfred utkwił sztandar po odniesieniu wielkiego zwycięztwa nad Duńczykami”, „kawałki od sukni i cząstki frandzli i tasiemek Jakóba, króla angielskiego”, „laska matki Cromwella składająca się z 13 sztuk kościanych białych, w deseń wyrabianych”.

Nawiasem mówiąc, zbieracze sprzed wieku nie mieli zbytnio rozwiniętego poczucia własności, skoro raz po raz „Poczet” notuje że ten lub ów przedmiot był „wzięty” przez fundatorkę Domu Gotyckiego a to z „Muzeum Brytańskiego” a to z „zamku zwanego Hollyrood, w którym Maria [Stuart] mieszkała”, a to z „kaplicy w Morat, w Szwajcarach”.

„Wzięty”, a więc chyba nie kupiony?

Szczególnie rozmiłowana była księżna w pamiątkach po znakomitych pisarzach, i do tego rozmiłowania roni aluzję Słowacki w znanej strofie „Beniowskiego”: „A twe koszule porzną na szkaplerze, a twe papiery – choćby to był tylko od ekonoma list, albo przymierze wiecznej miłości z Hańdzią lub Marylką – sawantka łzami rzewnymi wypierze i w sztambuch wklei, albo przypnie szpilką… Że twój but prawy powieszą w Sybilli a o znikniony lewy będą skargi”.

I dlatego z punktu widzenia księżnej, na dwie baedekerowskie gwiazdki w jej zbiorach zasługiwał nie tyle Leonardo da Vinci, Rafael czy Rembrandt, ile „ubiór w którym był chrzczony Rousseau; to jest: koszulka, kaftanik flanelowy w paski, pończoszki bawełniane z klinami czerwonemi, czapeczka z suknia pąsowego z czarnemi kwiatkami”, a przede wszystkim „cząstka drzewa posadzonego przez Shakespeara” i „krzesło Shakespeara, w futerale bronzowym”.

Księżna była wielbicielką Szekspira i pisała o nim mądrze i przenikliwie: „Genjusz Shakespeara ognisty, potężny, obfity, pełen najwznioślejszych myśli, nie kładąc nigdy wyobrażeniom wędzidła; nie wstrzymując nigdy zapędu, który go czasem nad miarę unosił… urok dzieł jego zawisł jedynie na mocnych i trafnych myślach, na doskonałem poznaniu serca ludzkiego, na zapalonej i zawsze świeżej imaginacji i na obrazach, jakie on tylko był w stanie kreślić, nie zaś na kształtności układu lub powierzchownych powabach… Nie są to błyskotki imaginacji, jakie często tworzy dowcip i które prędko znudzą, są to raczej obrazy tak piękne, tak trafne, tak rozmaite, iż łatwo wybaczyć można niekształtności ram i postrzeżonym gdzieniegdzie plamom. Czytając dzieła Shakespeara, przekonać się można, że wszystko, co jest w naturze, począwszy od nieograniczonego niebios sklepienia, aż do samotnego w stepach kwiateczka, odbiera od niego życie, postać i przyzwoitą dla siebie czułość”.

Nic też dziwnego że księżna skorzystała ze swego pobytu w Anglii w r. 1790 by nabyć dla Domu Gotyckiego krzesło, na którym siadywał przed kominkiem Szekspir. Zakup odbył się w dramatycznych okolicznościach, gdyż – według relacji księżnej – wnuczka właścicielki domu i krzesła, miłośniczka Szekspira, umiejąca większość dzieł jego na pamięć, która „po okropnej ospie słuch i mowę straciła”, w rozstrzygającej chwili „z największym na to krzesło skoczywszy zapędem, rękami i nogami a na ostatek i zębami trzymać go starała się. Jęki jakieś osobliwsze rozpacz jej dowodziły. Nakoniec krew się jej gębą i nosem puściła i upadła obok krzesła bez sił i przytomności”. Wezwano miejscowego pastora, który przedstawił „czułej panience” że „babka uboga” dzięki pieniądzom księżnej „więcej wygód a tem samem więcej zdrowia mieć będzie”. Po długich sporach doszło do „bargain”: księżna zabrała siedzenie i oparcie, pozostawiając panience… nogi krzesła.

George Burnett, którego pochlebną opinię o kawie polskiej cytowały „Wiadomości” w nr. 273, opowiada w swoim „View of the Present State of Poland” (Londyn 1807) że był mile zdziwiony kiedy podczas pobytu w Puławach dowiedział się że znajduje się tam krzesło Szekspira. Był zdziwiony mniej mile kiedy po uroczystym wniesieniu krzesła do salonu, wydobyto je z futerału i kiedy zobaczył „małe, proste, pospolite krzesło z niemalowanego drzewa, takie na jakie można natrafić w większości naszych domków w dzisiejszych czasach!”.

Jest rzeczą interesującą że Washington Irving, zwiedzając Stratford w r. 1815, odnalazł krzesło na swoim miejscu przy kominku, mimo że jak pisze w „The Sketch Book”, „sprzedano je przed kilkoma laty księżnej z Północy”. Widocznie, dodaje ironicznie Irving, krzesło ma coś z „lotnych właściwości Santa Casa z Loreto” czy też „latającego krzesła czarodzieja arabskiego”. Podobnie zresztą dzieje się ze słynna morwą, sadzona ręką Szekspira: gdyby zebrało się do kupy wszystkie kawałki tego drzewa, zakupione przez turystów, można by było zbudować okręt liniowy.

Irving traktuje sceptycznie i inne pamiątki po Szekspirze, więc zdezelowane łoże muszkietu, z którego Szekspir ustrzelił jelenia, szpadę, którą Szekspir miał na scenie gdy grał Hamleta, latarnię, którą ojciec Wawrzyniec oświecał drogę do grobu Romea i Julii. Właścicielka relikwii usiłowała nadto wmówić w Irvinga że pochodzi w prostej linii od Szekspira, ale po zapoznaniu się z jej utworem dramatycznym, Irving nie miał wątpliwości że pokrewieństwo należy do fantazji. Utwór ten p.t. „Bitwa pod Waterloo” napisała, jak wiemy skądinąd, podczas bezsennych nocy w pokoju, w którym Szekspir się urodził. Z czasem właścicielka relikwii, usunięta przez właścicielkę domu, przeniosła się naprzeciwko. Stały przed swoimi siedzibami i obrzucały wymysłami zarówno siebie jak zwiedzających.

Na tym kończy się historia odbrązowania „krzesła Shakespeara w brązowym futerale”. Pozostaje otwarta kwestia sumy, za jaką je nabyto. Sama księżna pisze o 200 funtach, ale akt kupna sprzedaży pomiędzy Thomasem Hartem a mjr. Orłoskim, występującym w imieniu księżnej, opiewa na sumę zaledwo 20 ginei.

Zapewne, £179 utonęło w kieszeniach pośredników.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close