„Dzieje zdrady”*

Jak było do przewidzenia, Francja przegrała bitwę z régimem warszawskim na odcinku dyplomatycznym: za 1 aresztowanego we Francji Polaka siedzi w Polsce 17 Francuzów. A trzeba pamiętać że więzienie i śledztwo francuskiej Sureté nie jest tym samym, co więzienie i śledztwo moskiewskiej Bezpieki. Wszelkie wojny nerwów z państwami totalnymi są z góry skazane na klęskę. Państwa totalne nie liczą się z życiem ludzkim: z życiem obywatela obcego państwa, cóż dopiero z życiem własnego niewolnika. Mogą sobie pozwolić na wszystko. Kiedy w czasie ostatniej wojny Niemcy zaczęli zakuwać w kajdany jeńców wojennych i Anglicy zdecydowali się na odwet, musieli się szybko wycofać: Hitler odpowiedział represjami na taką skalę że tak humanitarny i cywilizowany naród jak Anglicy, nie mógł tego tempa i natężenia wytrzymać.

Każdy dzień przynosi potwierdzenie jakim gigantycznym nie tylko łajdactwem ale szaleństwem była kapitulacja jałtańska. Ale jeżeli kto na usprawiedliwienie Jałty wskazuje możliwość oddzielnego pokoju między Stalinem a Hitlerem, to pomijając fakt, że taka możliwość w gruncie rzeczy nie istniała, nic nie usprawiedliwi uznania tymczasowego rządu warszawskiego przez państwa zachodnie w chwili gdy Niemcy były już pokonane. Należy przypomnieć sobie ten wyścig mocarstw, kto prędzej uzna nową agenturę Stalina, by uprzytomnić sobie, na jakie dno hańby zwlekli świat uczniowie Harry Hopkinsa. Trzeba nazwać bezczelnym wystąpienie „Observer”a, który w numerze z 4 grudnia b.r. zarzuca Bidaultowi że „stworzył trudną sytuację (embarassed) dla swoich anglosaskich kolegów przedwczesnym uznaniem warszawskiego régime’u komunistycznego zanim jeszcze odbyły się wybory, przewidziane w układzie jałtańskim” skoro sam „Observer” parł do tego uznania i skoro wprawiło go ono w paroksyzmy cielęcego zachwytu, ale faktem jest że de Gaulle formalnie wyprzedził i Churchilla i Trumana w uznaniu warszawskiego protektoratu. Ta gorliwość i pośpiech była tym większym obłędem że we Francji istnieje poważna polska robotnicza mniejszość narodowa, którą przez to uznanie wystawiono na sztych propagandy komunistycznej i niszcząc wszelkie placówki legalnego rządu polskiego zlikwidowano jednocześnie możliwość odporu. Dziś Francja zbiera owoce tej samobójczej polityki.

Dzieje ostatniej wojny były w pewnym sensie dziejami zdrady dokonywanej na Polsce. Każdy etap wojny był znaczony nowym aktem zdrady: istne „proditionis lampadae traditae”, jeśli wolno tak sparafrazować Lukrecjusza, kolejne przekazywanie sobie pochodni zdrady. Polska była zdradzona w chwili kiedy Wielka Brytania podpisywała z nią traktat, który nie miał na celu zachowania Polski jako niepodległego państwa, ale zastraszenie Hitlera. Była zdradzona kiedy sojusznicy przez dwie długie doby zwlekali z wypowiedzeniem wojny. Była zdradzona kiedy sojusznicy nie przyszli jej z żadną dosłownie pomocą. Była zdradzona kiedy brytyjski minister spraw zagranicznych ogłosił że Wielka Brytania nie gwarantowała granic Polski. Była zdradzona w Londynie i w Moskwie, w Teheranie i w Jałcie, w Waszyngtonie i w San Francisco. Była zdradzona podczas powstania sierpniowego. Była zdradzona kiedy przed jej legalnym rządem zamknięto drzwi do Organizacji Narodów Zjednoczonych. Była zdradzona kiedy po podpisaniu rozbioru Polski rząd brytyjski nie odwołał polskich sił zbrojnych z frontu i kazał im w dalszym ciągu przelewać krew. Była zdradzona kiedy polskie siły zbrojne rozwiązano. Była zdradzana na wszelkie sposoby, w rzeczach wielkich i w rzeczach małych. Była zdradzona kiedy wojska polskiego nie dopuszczono do parady zwycięstwa. Była zdradzana na ziemi, na morzu i w powietrzu. Była zdradzana materialnie i moralnie. Była zdradzana przez lewicowców i prawicowców, przez socjalistów i katolików oddzielnie i pospołu. Codziennie wydawały ją na śmierć legiony Judaszów wszystkich narodowości, wszystkich zabarwień i wszystkich odcieni politycznych.

Do najcięższych zdrad zaliczyć należy zdradę dokonaną przez obóz lewicowych katolików francuskich, którzy z Kremla usiłowali i dziś jeszcze usiłują czerpać natchnienie do ulepszania chrześcijaństwa: Józef Czapski w czerwcowym zeszycie „Kultury” cytuje czołowego katolickiego pisarza francuskiego Maritaina, który w r. 1945 ośmielił mu się powiedzieć, że nie może „darować” Polakom „ich antysemityzmu i ich stosunku do Rosji”.

Ostatecznie antysemityzm polski wypowiadał się głównie w awanturach studenckich, tłumionych zresztą przez policję, antysemityzm francuski ujawnił się we wprowadzaniu ustaw norymberskich, w pozbawianiu Żydów praw człowieka i obywatela, w wyzuwaniu ich z majątków, prześladowaniu i tępieniu, tym niegodniejszym że Żydzi w Polsce stanowili bądź co bądź element obcy, we Francji zaś byli stuprocentowymi Francuzami niefrancuskiego pochodzenia. Zasłanianie się, że winę ponosi rząd Vichy, jest wykrętem: za rządem Vichy stała większość społeczeństwa francuskiego, i do dziś dnia Petain jest we Francji uważany za męczennika a po cichu czczony może mniej niż Napoleon ale na pewno więcej niż Gambetta, Clemenceau i Foch. Co się tyczy Rosji, jak widać, niemal sto pięćdziesiąt lat zaborów, łupiestw, krwawej tyranii, bez żadnego pozytywnego wkładu (bo Prusacy przynajmniej wnosili cywilizację materialną), a po dwudziestu latach przerwy powrót do tego samego, tylko na skalę jakiej nie znali Attyla i Dżengis-Chan, nie wystarcza czułemu sercu p. Maritaina. Pan Maritain chce by Polacy pokochali Rosjan. Niebawem każe Żydom pokochać Hitlera.

——–
* – tytuł RetroPRESS.pl

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close