Dzień 25 sierpnia 1939

Stopniowo wychodzą na jaw szczegóły tragicznego tygodnia przed napaścią Hitlera na Polskę, a ogłaszane dokumenty, notatki i wspomnienia rzucają nowe światło na różne epizody z tych dni. „Rewelacje” nie zmieniają oczywiście ogólnego obrazu, a „komentarze” nie staną się rewizją kwestii odpowiedzialności za wojnę. Żadna „Kriegsschuldfrage” tym razem nie powstanie. Kwestię odpowiedzialności rozstrzygnął nie tylko trybunał norymberski; ustaliła ją opinia publiczna świata, oparta na faktycznym przebiegu zdarzeń, zaraz w pierwszym tygodniu wojny. Napaść na Polskę, a z nią razem wywołanie wojny światowej, była dziełem Hitlera, dokonanym przy pomocy Stalina: tak osądziła współczesność, i wyrok ten uzna i potwierdzi historia.

Co pozostaje do skomentowania, to tło wypadków, uszeregowanie zdarzeń i zestawienie postępków poszczególnych ludzi. W postępowaniu ludzi, choćby porwanych niszczącym żywiołem, tkwią różnorodne możliwości; w okolicznościach, w jakich się rozgrywały wypadki, w zestawieniu kolejności rozmaitych działań tkwi przypadek; nie wszystko jest od razu zdeterminowane. W komplikacji czasu, ludzi i przestrzeni niektóre rzeczy mogły się stać inaczej. Ludzie nie są i nie będą nigdy maszynami, poruszanymi przez mechaniczne sprężyny w określony z góry sposób.

*

Epizodem, pozostałym pomiędzy innymi dyskretnie w cieniu, była powzięta przez Hitlera – niewykonana zresztą – decyzja zaatakowania Polski w nocy z 25 na 26 sierpnia. Znana ona była dotychczas z ostatniego raportu i wspomnień Sir Nevile’a Hendersona*), oraz z innych wzmianek w późniejszej publicystyce politycznej. Obecnie snop światła został rzucony na ten moment i można już, na podstawie niedawnych publikacji, odtworzyć jego przebieg**).

Ustalmy przede wszystkim daty. 20 lub najpóźniej 21 sierpnia rano Hitler otrzymał od Schulenburga ostateczną zgodę Moskwy na pakt z Niemcami. To też już 21 o 17.30 mógł Ribbentrop donieść telefonicznie Ciano, że odlatuje nazajutrz do Moskwy. Nazajutrz, w południe 22 sierpnia, Hitler zwołuje do Berghofu odprawę komenderujących armiami generałów: w swej znanej już obecnie, acz w bardzo niepełnym tekście, mowie oznajmia im postanowienie wszczęcia wojny z Polską; atak wyznacza „prawdopodobnie” na sobotę 26 sierpnia rano. Wszystko jest tym sposobem przygotowane, i Hitler może sobie pozwolić na dzień odpoczynku w swoim domu w górach. 24-go wraca do Berlina i odbiera raport od przybyłego jednocześnie z Moskwy Ribbentropa. Rankiem 25 sierpnia otrzymuje raporty sztabu: wszystko jest gotowe, olbrzymia machina wojskowa puszczona jest w ruch; zajęcie przełęczy Jabłonkowskiej na Śląsku Cieszyńskim nastąpi wieczorem, wyprzedzając o kilka godzin atak sił głównych.

Reakcje umysłu Hitlera są pełne kontrastów i będą zapewne na długo przedmiotem interesujących badań dla psychiatrów: obok zimnej kalkulacji – gwałtowność bez granic; bezpośrednio po skupieniu potężnej woli – roztrzęsienie histeryczne; przy szatańskiej przebiegłości i intuicyjnym wnikaniu w przyszłość – lekkomyślne zacietrzewienie i naiwna łatwowierność, szczególniej jeśli chodzi o wyniki jego własnych pomysłów i działań. Wszystkie te cechy można studiować na odruchach i planach z 25 sierpnia.

W godzinach rannych Hitler wzywa szefa urzędu prasy Dietricha i poleca referować sobie natychmiast najnowsze wiadomości, szczególniej kryzysy gabinetowe. „Jakie kryzysy?” – pyta zdumiony szef prasy. „Oczywista, – poucza Hitler, – wiadomości o upadku gabinetu francuskiego i brytyjskiego”. Jasne jest jego rozumowanie samodurcze i prostackie: uważa on, że zawarcie paktu z Rosją załatwia wszystko; wystawia na pośmiewisko szefów rządów Wielkiej Brytanii i Francji; po doświadczeniu Monachium wywołać to musi odruch pokojowo usposobionych i ogłupiałych mas przeciwko tym, którzy od marca nieumiejętnie budowali rozpadające się obecnie zapory. Hitler wierzy, że ma zupełną swobodę ruchów; po krótkiej kampanii przeprowadzi on wraz ze Stalinem podpisany podział Polski, podczas gdy parlamenty na Zachodzie będą debatowały, gabinety mozolnie się tworzyły i mężowie stanu gruntownie naradzali. Tymczasem zaś nastąpi piorunujące wrażenie przygotowanej przez Hitlera nowej „wielkodusznej” propozycji dla Anglii – sojuszu niemiecko brytyjskiego.

Zanim jednak propozycje te doręczono wezwanemu na 13.30 Hendersonowi, nastąpiło pierwsze rozczarowanie. Zamiast oczekiwanych wiadomości o upadku Chamberlaina, szef prasy doręczył Hitlerowi tekst jego mowy wygłoszonej w Izbie Gmin 24-go, czyli już po dowiedzeniu się rządu brytyjskiego o pakcie niemiecko-sowieckim. Premier brytyjski mówił o „niesłychanym cyniźmie”, z jakim ogłoszono w Berlinie ten pakt jako wielkie zwycięstwo dyplomatyczne, usuwające wszelkie niebezpieczeństwo wojny, gdyż ani Francja ani Anglia nie będą już zdolne do wypełnienia swych zobowiązań wobec polski. „Uważaliśmy za swój obowiązek -mówił Chamberlain – rozwiać te niebezpieczne złudzenia: zobowiązania względem Polski zaciągnięto zanim rozpoczęły się rokowania z Z.S.R.R.; honor brytyjski zawisł od wykonania tych zobowiązań i pozostają one nienaruszone”.

Mimo tego nieprzyjemnego zawodu Hitler przyjmuje, jak zamierzał, ambasadora brytyjskiego i wręcza mu swój „grosszugiges Angebot”, a na 17.30 zamawia sobie ambasadora mniej dlań ważnej Francji, Coulondre’a. Plan jego jest nadal jasny i pozostaje niezmieniony: osłabiony i zdezorientowany rząd brytyjski postawić w obliczu dalszych oszołamiających niespodzianek, Francję ugłaskać i uśpić słodkimi słowami, zyskać tym samym na czasie – wygrać kilka bezcennych tygodni by móc wraz z Rosją rozdrapać Polskę. Wszystko w porządku – meldują mu wojskowi. O 14.30 szef adiutantury wojskowej płk. Schmundt otrzymuje dla dowództwa ostateczny rozkaz uderzenia na Polskę nazajutrz o 5-ej.

I tutaj nagle zaczynają grać imponderabilia, które nawet najbardziej wnikliwa intuicja nie zawsze potrafi przewidzieć. W sprzymierzonym z Berlinem Rzymie już przez drugi tydzień panuje rozterka – od chwili gdy 18 sierpnia w Salzburgu Ribbentrop arogancko odrzucił propozycje włoskiego pośrednictwa, a na zapytanie Ciano, czy nie dałoby się sprawy Gdańska załatwić, odpowiedział zimno: „Nie chodzi o Gdańsk… zdecydowaliśmy wojnę”. Od tej chwili Rzym jest w stanie ciągłego przypływu i odpływu. 22-go Ciano miał zażądać natychmiastowego spotkania z Ribbentropem celem wręczenia mu warunków Włoch; uzyskał jednak połączenie telefoniczne dopiero wieczorem, gdy dowiedział się o pakcie z Rosją. Wtedy nastąpiło w Rzymie odprężenie – echo łatwowiernego optymizmu Hitlera: wszystko się ułoży, i Polska zostanie pożarta wśród powszechnego pokojowego rozrzewnienia. Tu jednak występuje 24-go stanowczy opór Wiktora Emanuela przeciw wciąganiu narodu w nieobliczalne konsekwencje karkołomnej polityki. Ciano, do niedawna wojowniczy, próbuje być apostołem pokoju. Mussolini się waha i pobiera coraz to inne sprzeczne postanowienia. Przede wszystkim jednak działają Anglicy, a każdego posunięcia pilnuje twardy i mądry ambasador Loraine. Tą zapewne drogą otrzymuje rząd włoski w południe 25 sierpnia, jako pierwszy, wiadomość z Londynu o podpisywanym w tej chwili traktacie przymierza między Wielką Brytanią a Polską. Natychmiast po otrzymaniu tej wiadomości Ciano, nie czekając na dalsze epizody poleceń i kontrpoleceń, kaprysów i wahań Mussoliniego, przekazuje ambasadorowi w Berlinie Attolico ostateczne instrukcje. Są one koślawym rezultatem kompromisu między królem, dyktatorem i ministrem; stawiają Niemcom niemożliwe do wypełnienia warunki techniczne i od ich wykonania uzależniają faktyczny udział Włoch w wojnie.

Gdy z tym telefonogramem, przepisanym na dwóch stroniczkach, ambasador włoski zgłosił się do Hitlera, – była feralna godzina 13, – Hider nie orientował się jeszcze w niczym i wpadł we wściekłość. Po prostu „pienił się ze złości”. Aby ten atak furii zrozumieć, trzeba dodać, że na niewiele godzin wcześniej otrzymał on telegram gratulacyjny Mussoliniego w dytyrambicznych wyrazach – echo poprzednich, teraz zmienionych nastrojów. Hitler więc w tym większej pasji wezbranej wściekłości rzucał się na ambasadora, że nie rozumiał powodu zgotowanej mu niespodzianki. Dopiero w trzy godziny później, o 16-ej, Berlin otrzymał wiadomość, którą najwidoczniej Rzym posiadał już od kilku godzin – o podpisaniu przez Wielką Brytanię traktatu przymierza z Polską.

Właściwie cały gmach dyplomacji Hitlera się zawalił. Cała wojna Hitlera odtąd skazana została na nieubłaganą końcową klęskę. Jego plan pierwotny był prosty; polegał na izolowaniu Polski, podobnie jak Czech poprzedniego roku. Opierał się na „kamiennie niewzruszonej” pewności, że Polska będzie samotna, że Polsce nikt nie pomoże. O to poszedł zakład między Ribbentropem a Ciano w Salzburgu 11 sierpnia. Tego dowiódł Hitler swoim generałom w mowie z 22-go, wyszydzając opieszałą pomoc techniczną i finansową Wielkiej Brytanii dla Polski, stwierdzając bezpiecznie, że nikt palcem za nią nie ruszy. W jego przeświadczeniu wojna z Polską miała pozostać „wyprawą karną”, operacją izolowaną, pociągnięciem dyplomatyczno-zbrojnym, jak te z lat poprzednich – bez innych konsekwencji niż przyrost niemieckiego „życiowego obszaru”.

Teraz wszystko wydało się stracone. Wprawdzie Hitler, doskonały komediant i kłamca z zawodu, przyjął Coulondre’a o 5.30 jak gdyby nic się nie stało. Mówił łzawo poprzez ambasadora do Daladiera, jak bardzo mu będzie ciężko przystąpić do walki z Francją. Poza tym ambasadorowi nie dał dojść do słowa; prawie go wyprosił po zakończeniu własnego monologu. Śpieszył się; miał wiele do odrobienia. Prawie bezpośrednio po ambasadorze wezwany został powtórnie płk. Schmundt. Wydany przedtem, a będący już w pełnym biegu wykonania rozkaz operacyjny przeciw Polsce został cofnięty.

Tak zakończył się dzień 25 sierpnia. Epizod ten ma jeszcze inną, nie mniej interesującą stronę. Jeśli wierzyć świadectwu Giseviusa, dwukrotnie kierownictwo armii niemieckiej było gotowe do wypowiedzenia posłuszeństwa Hitlerowi: pierwszy raz, w przeddzień 15 września 1938, gdy uratował go lot Chamberlaina do Berchtesgaden, dokonany pomimo że Anglia była uprzedzona o spisku; drugi raz 25 sierpnia 1939, gdy spisek był powtórnie gotów do działania. Jeden z przywódców wojskowego sprzysiężenia, płk. Oster, stracony w pięć lat potem po zamachu 20 lipca, zanosił się od śmiechu, gdy wyszedł z mającej być rozstrzygającą wizyty u szefa sztabu Haidera z wiadomością o tym niesłychanym w Niemczech fakcie: cofnięciu wydanego rozkazu wojennego:

– Oto co się zdarza, gdy kapral chce prowadzić wojnę.

Fachowcy niemieccy nie posiadali się z podziwu i zdumienia, jak sprawnie wielki aparat wojskowy mógł się wycofać w ciągu kilku godzin z rozpoczętego już wykonania. A szef główny wywiadu, admirał Canaris, orzekał nazajutrz:

– Z tego upadku nie podniesie się [Hitler] już nigdy… Pokój jest uratowany na lat dwadzieścia…

Jak powszechnie wiadomo, uratowany został na sześć dni. Optymizm, w jaki popadli przeciwnicy Hitlera w wojsku, przyczynił się do osłabienia ich czujności w następnych dniach i stał się jednym z wielu pochodnych momentów nadciągającej nieubłaganie katastrofy.

W konkluzji trzeba stwierdzić, że dyplomacja polska, poparta przez stanowczość angielską, 25 sierpnia powiedziała Hitlerowi szach. Natomiast ten szach -bez mata – oświetla raz jeszcze nieefektywność polskiej maszyny wojskowej. Nowe, odmienione rozkazy dowództwa armii niemieckiej dotarły na czas do wszystkich, nawet najbardziej wysuniętych oddziałów, z wyjątkiem jednego. Oddział ten spuścił się w pierwszych godzinach nocy na spadochronach na przełęcz Jabłonkowską i zajął tę ważną pozycję strategiczną, ukazując tym zresztą wyraźnie kierunek i cele operacji niemieckich. I – o dziwo -przełęcz Jabłonkowska pozostała spokojnie przez cały tydzień w posiadaniu napastników niemieckich, którzy doczekali się tam, aż w następny piątek, 1 września, zluzowały ich inne szturmujące kolumny. „Polacy – dodaje, opisując to dziwne zdarzenie, Gisevius – mieli w tym wypadku dobrą sposobność aby akcję tę zauważyć i rozgłosić na świat… Wśród ówczesnego zdradzieckiego milczenia ów pierwszy blitz mógł przyczynić się do zwrócenia uwagi Europy na nadchodzącą burzę”.

Michał Sokolnicki.

——-
*) „Failure of a Mission”; „Final Report” z 20 września 1939. str. II : „I have some reason to believe – though I cannot confirm it – that the order for the German army to advance into Poland was actually issued for the night of the 25-26 August…” Dalej ciekawe szczegóły o zarządzeniach weszłych w życie 26 i 27 sierpnia.
**) Żródła : Dahlerus, Ciano, von Hassel; H.B. Gisevius : „Bis zum bittern Ende”, t. II; Mario Donosti: „Mussolini e l’Europa” ; wreszcie oficjalny protokół procesu w Norymberdze, wydany przez Stationery Office, tomy I-II: przytoczone w nim dokumenty należy jednak traktować z całą ostrożnością, gdyż ustępy dotyczące Rosji okroiła w tym oficjalnym wydawnictwie brytyjskim cenzura sowiecka; np. z mowy Hitlera 22 sierpnia (t. I, str. 173) opuszczono cały ustęp dotyczący porozumienia ze Stalinem.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close