Echa bitwy warszawskiej

W r. 1874 Sir Edward Creasy ogłosił książkę p.t. „The Fifteen Decisive Battles of the World”; dał w niej przegląd piętnastu bitew, – od Maratonu po Waterloo, – które zadecydowały o losach świata. W r. 1921 Lord d’Abernon ogłosił swoją „The Eighteen Decisive Battles of the World”: uzupełniwszy listę Creasy’ego bitwami pod Sedanem, nad Marną i pod Warszawą, uwydatnił w niej znaczenie zwycięstwa Polski w r. 1920.

Słowa d’Abernona nic nie straciły na aktualności: „Gdyby Piłsudskiemu i Weygandowi nie udało się w bitwie pod Warszawą zatrzymać tryumfalnego pochodu armii sowieckiej, nie tylko chrześcijaństwo poniosłoby straszliwą klęskę, ale sama cywilizacja zachodnia zostałaby zagrożona w swoich podstawach. Bitwa pod Tours uratowała naszych przodków z Brytanii i naszych sąsiadów z Galii od jarzma Koranu; możliwe, że bitwa pod Warszawą ocaliła Europę środkową i część Europy zachodniej od niebezpieczeństwa bardziej katastrofalnego – fanatycznej tyranii Sowietów”. Ale tytuł Polski do zasługi jest jeszcze większy: gdyż cywilizacja zagrożona w r. 1920 była znacznie wyższego rzędu niż zagrożona w r. 732.

W dalszym ciągu d’Abernon podnosi, że w stosunkach z Sowietami musi obowiązywać „zwięzłość, dokładność i precyzja”. Bolszewicy odznaczają się sprytem w rokowaniach i „w zanadrzu mają pełno daleko idących obietnic, których nie mają zamiaru dotrzymać, jeśli będzie to im niewygodne”. Ślepa wiara pewnych kół na Zachodzie, że możliwy jest pokój z bolszewikami, że bolszewicy zdolni są do poszanowania cudzych praw i przekonań, jest naiwna. Sami bolszewicy zaprotestowaliby przeciw temu „z największym oburzeniem”, gdyż znaczyłoby to, że nie wypełniają oni „świętego obowiązku nawracania świata na swoje doktryny”. Do tego nawrócenia dążą oni wszystkimi środkami, jakie uważają w danej chwili za najbardziej skuteczne, bez względu na zawarte „porozumienia, zobowiązania, układy i umowy”.

W r. 1920 d’Abernona mianowano pierwszym powojennym ambasadorem brytyjskim w Niemczech. Wkrótce potem stanął on na czele misji brytyjskiej, która wraz z misją francuską, pod kierownictwem de Jusseranda i gen. Weyganda, udawała się do zagrożonej ofensywą sowiecką Polski. Nieco szczegółów, dotyczących tej misji, znajdujemy w niedawno ogłoszonych wyjątkach z dziennika żony Lorda d’Abernon*).

Lady d’Abernon podkreśla trudności, na jakie wskutek „drażliwości” Polaków natrafiała misja, szczególnie gen. Weygand w pracy nad reorganizacją armii: „w pewnej chwili był on tak głęboko dotknięty, że jedynie z trudem udało się go powstrzymać od powrotu do Paryża”. Lady d’Abernon dodaje, że przez pewien czas wahano się, gdzie misja ma się zatrzymać, w Warszawie czy w Poznaniu – „dokąd ostatecznie udał się rząd polski oraz poselstwa zagraniczne”.

Informacja ta jest w połowie nieprawdziwa. Rząd ani na chwilę nie opuścił Warszawy, poza tym z poselstw zagranicznych pozostało poselstwo włoskie w pełnym składzie, nuncjusz papieski Ratti (późniejszy papież Pius XI), pierwszy sekretarz poselstwa brytyjskiego Sir Percy Loraine, gen. Radcliffe z misji brytyjskiej, oraz, rzecz prosta, gen. Weygand.

Pod 29 lipca Lady d’Abernon notuje: „Niedobre wiadomości z Polski. Jak się zdaje, posuwający się naprzód bolszewicy są groźni i wojowniczy. Proponowane zawieszenie broni powinno być podpisane dzisiejszej nocy, ale wszystko co jest związane z misją angielsko-brytyjską układa się ciężko i niepewnie”. 4 sierpnia: „Wiadomości z Polski nie polepszają się. Zdaje się, że bolszewicy zdecydowani są nie podpisać zawieszenia broni, nie zrywając jednak otwarcie rokowań. Myślę, że ma to na celu umożliwienie im wywierania nacisku bez spotkania się ze zorganizowaną opozycją. Ludzie kompetentni są zdania, że Polska i korytarz będą stwarzały ustawiczne kłopoty”. 5 sierpnia: „Gen. Sir Francis Bingham, który wraz z gen. Nollet stoi na czele międzysojuszniczej komisji rozbrojeniowej, przyszedł dzisiaj zafrasowany pogłoską, że Anglia będzie musiała wydać wojnę w obronie Polski, jeśli bolszewicy będą posuwali się dalej. Jak i inni, jest on zdania, że Polska stanie się ogniskiem zapalnym dla sprzymierzonych”. 6 sierpnia: „Lord Kilmarnock (charge d’affaires brytyjski w Berlinie) otrzymał dzisiaj telegram z Foreign Office z wiadomością, że d’Abernonowi polecono zostać w Warszawie. Słychać, że aczkolwiek każdy, kto może, wyjeżdża, paniki nie widać, natomiast odbywają się bez końca zadziwiające procesje religijne. Ludzie, którzy wyjeżdżają, mogą sobie na to pozwolić i jak się zdaje, z właściwą Słowianom beztroską i niefrasobliwością pozostawiają swoje ziemskie dostatki”. 7 sierpnia: „Dzisiejszy telegram z Warszawy donosi, że bolszewicy są już pod miastem i że położenie jest na tyle groźne, iż wszystkie poselstwa, archiwa rządowe i t.d. otrzymały polecenie udania się natychmiast do Poznania. Trzy armie czerwone, idące na Warszawę, nie spotykają poważnego oporu”.

8 sierpnia Lady d’Abernon powróciła do swego domu w Surrey. Interesowały ją przede wszystkim losy męża, uspokoiła się (10 sierpnia) po rozmowie telefonicznej z Sir Mauricem Hankeyem i jego zapewnieniach, że położenie jest lepsze, niż to przedstawia prasa, i że wszystko skończy się dobrze. 17 sierpnia Lady d’Abernon była na śniadaniu u Philipa Sassoona, w towarzystwie Lloyd George’a i Churchilla. O Polsce, poza „kilku nieinteresującymi uwagami” Lloyd George’a na temat Warszawy, mowy nie było. 26 sierpnia Lady d’Abernon otrzymała depeszę z Krakowa, że d’Abernon i jego misja wyjechali z Warszawy, dokąd wrócili po odwrocie bolszewików.

Lady d’Abernon, odnosząca się do Polski zdecydowanie niechętnie, jak widać i z innych uwag, dopiero teraz uświadomiła sobie wagę wypadków, o których pisała w sposób nieraz cierpki i powierzchowny. „Zdaje się, – zaznacza, – że sytuacja w Niemczech, a nie mniej i tutaj, w Anglii, ogromnie (enormously) się poprawiła wskutek odwrotu bolszewików. Porażka ich jest czymś całkiem nieoczekiwanym, więc tym radośniejszym. Inna strona medalu: pełna wahań polityka angielska nie była ani skuteczna ani godna, a zmienne, na podobieństwo kurka na dachu, telegramy i depesze, które d’Abernon otrzymywał od George’a Curzona (brytyjskiego ministra spraw zagranicznych), podwajały trudności w stosunkach nie tylko z władzami polskimi, ale i z delegacją francuską, co było jeszcze bardziej kłopotliwe”.

*

1 listopada 1920 Lady d’Abernon wraz z ambasadorem byli zaproszeni na obiad do księżnej Radziwiłłowej, która przybyła do Berlina w celu odzyskania wspaniałych klejnotów, złożonych w depozycie rządu niemieckiego. „Księżna Radziwiłłowa -pisze Lady d’Abernon – jest czarnym, chuderlawym, niespokojnym skrzatem w postaci kobiety, o czarnych jak paciorki oczach, o szybkich, zwinnych, jaszczurczych ruchach. Jest pół Hiszpanką, w pozostałej połowie pół Polką i pól Rosjanką; widać jasno, że stanowi ona jeden kłębek nerwów. Świeżo zaręczyła się ze swoim kuzynem, ks. „Loche” Radziwiłłem (bratem księżnej Doudeauville), i to mimo że mąż jej został zabity dopiero kilka miesięcy temu, w czasie najazdu bolszewików na Polskę. Nie byli ze sobą szczęśliwi. On poniósł straszliwą śmierć: wzięty do niewoli, został przez bolszewików okrutnie potraktowany i okaleczony. Kiedy ciało jego ekshumowano w celu stwierdzenia tożsamości, okazało się, że było ono podziurawione od pchnięć nożem a skóra na rękach zdarta i wywinięta na kształt rękawiczek. Księżna Radziwiłłowa paple o tym bez umiaru i tak lekko jakby ten nieszczęsny człowiek był małpką lub kotem (choć trudno przypuścić, by ktoś mógł w ten sposób mówić nawet o małpce lub kocie)”.

Wymieniona wyżej ks. Radziwiłłowa, Dolores, córka Dominika z Balic i Dolores d’Agramonte, wyszła za mąż w r. 1906 za późniejszego adiutanta Naczelnika Państwa, syna Antoniego i Marii de Castellane, Stanisława Radziwiłła. W r. 1921 poślubiła swego brata stryjecznego Leona, syna Konstantego i Louise Blanc. Po raz trzeci weszła w związki małżeńskie w r. 1932 (z p. Mogensem Tvede).

Stanisław Radziwiłł zginął bohaterską śmiercią w kampanii r. 1920, pod Malinem w kijowszczyźnie, ale szczegóły o okaleczeniu go przez bolszewików nie odpowiadają prawdzie. Babką Dolores po mieczu byłą Adela Karnicka z Wilna, Polka, a nie, jak chce Lady d’Abernon, Rosjanka.

Scrutator.

——————-
*) Red Cross and Berlin Embassy 1915 – 1916. Extracts from the Diaries of Viscountess d’Abernon. Londyn, John Murray, 1946; str. VIII i 152 i tabl. 9.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Close