• Wiadomości
  • / 17.01.1954
  • / Londyn
  • / Rok 9, Nr 3 (407)

Puszka

Jałtański rozdział pamiętników Churchilla

Z niejakim zaciekawieniem oczekiwano w kołach polskich ukazania się tej części pamiętników wojennych Churchilla, w której znajdzie się relacja z konferencji jałtańskiej. W szczególności zadawano sobie pytanie, jak po ośmiu latach, w zmienionej sytuacji politycznej, premier brytyjski opisze swoją rolę na tej konferencji. Jeżeli idzie o stronę polityczna, nowego dowiadujemy się niewiele. Interesujące są raczej kulisy rozmów, dotąd nie w pełni znane. Już z innych, wcześniej ogłoszonych, pamiętników wiadomo że w Jałcie panowała atmosfera meliny oraz to że od samego początku wszystkie decyzje pobierał Stalin a jego anglosascy sojusznicy wyjednywali od niego ornamentacje frazeologiczne dla zachowania pozorów potrzebnych na użytek domowy. Pamiętniki Churchilla wyjawiają jak to się działo.

A więc najpierw nastąpiło milczące uznanie przez Roosevelta i Churchilla tezy sowieckiej że państwo polskie nie istnieje i że przedmiotem rozmów ma być odtworzenie tego państwa – z niczego. W taki sposób wyzuto Polskę od razu z jej uprawnień opartych na traktatach międzynarodowych, a to otworzyło drogę wszelkiej dowolności. Zapoczątkował ten proceder Roosevelt oświadczeniem że Polacy amerykańscy, w liczbie pięciu sześciu milionów, godzą się na oddanie wschodniej Polski Sowietom i że pragną uzyskać dla Polski w zamian Prusy Wschodnie i obszary wschodnioniemieckie. To oświadczenie Roosevelta było kłamliwe i gdy teraz wyszło ono na jaw, kongres polonii amerykańskiej zaprzeczył publicznie że Polacy amerykańscy kiedykolwiek wyrazili taki pogląd. Ale nie o to idzie. Ciągłość prawna państwa polskiego w toku wojny nie została przerwana. Rząd polski, odtworzony w Paryżu, we wrześniu 1939, został niezwłocznie uznany przez Amerykę, a Wielka Brytania była z nim związana układem o wzajemnej pomocy z 25 sierpnia 1939, w którym zobowiązała się do niewchodzenia w jakiekolwiek układy naruszające całość polskiego obszaru państwowego. W chwili gdy prowadzono rozmowy w Jałcie, ten stan rzeczy istniał bez żadnej zmiany. Mimo to wypowiedź Roosevelta oznaczała że w opinii Ameryki, tak samo jak Rosji sowieckiej, Polska nie jest już państwem mającym status międzynarodowy.

Churchill poparł stanowisko Roosevelta bez żadnych zastrzeżeń. Nie mógł co prawda powołać się na miliony Brytyjczyków pochodzenia polskiego, ale znalazł coś lepszego. Oświadczył że za oddaniem Sowietom połowy Polski przemawia – słuszność. Rosja mianowicie poniosła ogromne straty wojenne, przyczyniła się do wspólnego zwycięstwa i wyzwoliła Polskę, jest przeto uzasadnione by była za to wynagrodzona. Poszedł dalej niż Roosevelt, gdyż zażądał oddania Rosji Lwowa. Co prawda, Polska, pierwsza stawiła czoło Niemcom (w oparciu na układzie sojuszniczym z Wielką Brytanią), biła się na Zachodzie i w kraju siłami stosunkowo liczniejszymi niż jakiekolwiek inne państwo, przez Armię Krajową związała liczne dywizje niemieckie i poniosła przy tym straty w ludziach i w majątku narodowym stosunkowo większe niż Rosja, ale to nie psuło biegu myśli Churchilla. Wnosić wolno że całkiem innym torem szłaby jego myśl, gdyby nie wojska sowieckie okupowały Polskę, lecz na odwrót, wojska polskie Rosję. Bez wątpienia uznałby przy takim obrocie rzeczy że słuszność jest właśnie po naszej stronie. Teraz Churchill mówił że za Rosją przemawia „nie siła ale słuszność”.

Te dwa oświadczenia anglosaskie otwierają wdzięczne perspektywy na właściwości Ameryki i Wielkiej Brytanii w sferze obyczajowej i moralnej. Gdy Amerykanin chce zrobić świństwo, robi je niedbale, byle jak. Wystarcza mu że jest mu to do czegoś potrzebne, uzasadnienia nie szuka. Brytyjczyk lubi komfort moralny. Swoje świństwo okazale prezentuje jako dobry uczynek. Powiada że ten dobry uczynek jest potrzebny nie jemu samemu, ale światu, i że przynosi on niezmierzone błogosławieństwa ludzkości. Brytyjczyk nie ustępuje nigdy przed siłą. Czasem zdarza mu się wszakże pozornie uznać że za siłą stoi słuszność. Wtedy ustępuje – przed słusznością. Gdy Amerykanina złapie się na świństwie, gniewa się i robi się ordynarny. Brytyjczyk w takiej sytuacji czuje się moralnie nie doceniony.

Rozmowy na temat rządu polskiego cechowało także milczące uznanie że nie istnieje ani państwo polskie ani rząd polski i że dopiero trzeba je teraz tworzyć. Stalin nazywał swój komitet lubelski „rządem polskim” i chciał aby go jako taki traktowały także Ameryka i Wielka Brytania. Gotów był zgodzić się na rozszerzenie swojego „rządu polskiego” przez wejście „kilku przywódców demokratycznych spośród polskich kół emigracyjnych”. Ale przecież istniał w Londynie rząd polski, sprzymierzony z Wielką Brytanią i związany przyjaźnią z Ameryką, i pod rozkazami k-go rządu biły się polskie siły zbrojne na Zachodzie i Armia Krajowa w Polsce. Nie było więc rzeczą łatwą dla Churchilla i Roosevelta, a tym bardziej dla nieprzygotowanej opinii publicznej w ich krajach, uznanie ni tego ni z owego że prawdziwym rządem Polski jest komitet sowiecki w Lublinie. Trzeba więc było z tego tak wybrnąć aby stało się zadość woli Stalina opanowania Polski, a jednocześnie znaleźć formułę, która by pozwoliła okłamać opinię publiczną, przynajmniej na jakiś czas. Stalin rozumiał, że o to tylko Rooseveltowi i Churchillowi idzie, i był bardzo ustępliwy co do sformułowań – o ile nie zmieniały w niczym treści. Roosevelt i Churchill okazali w zakresie takich sformułowań dużo pomysłowości. Ameryka – mówił Roosevelt – nie wierzy by „rząd lubelski” reprezentował naród polski, trzeba więc zrobić rząd naprawdę reprezentacyjny, oparty na pięciu głównych stronnictwach. Ważniejsze jest by taki rząd powstał niż upieranie się przy tej czy owej granicy.

To samo mówił Churchill. Podnosił przy tym jak bardzo raduje go zamiar Stalina utworzenia Polski „wolnej, niepodległej i suwerennej”. O to samo przecie, bez żadnego własnego interesu, Wielka Brytania wypowiedziała wojnę Niemcom. Przyszły rząd polski powinien powstać nie przez włączenie do „rządu lubelskiego” kilku innych osób, ale przez stworzenie całkiem nowego rządu. Do tego rządu powinni wejść – wszyscy członkowie „rządu lubelskiego” i kilka innych osób. W taki sposób powstanie coś całkiem innego niż rozszerzony „rząd lubelski”. Roosevelt wielce wysubtelnił słowa Churchilla swoją uwagą: „Nie podobają mi się słowa „koła emigracyjne”, których użył p. Mołotow w określeniu Polaków na Zachodzie, mających wejść do przyszłego „rządu polskiego”. Churchill podzielił ten pogląd Roosevelta: „Emigrantami nazywano arystokratów francuskich, wyrzuconych przez rewolucję… ale Polacy za granicą byli wyrzuceni przez Niemców, trzeba więc raczej mówić: „Polacy za granicą”. Więcej w tym było wdzięczenia się niż prawdy. Polacy za granicą, a w szczególności ogromna większość wojska polskiego, nie składała się ze zbiegów przed Niemcami, lecz z ludzi wywiezionych do Rosji, uwolnionych z sowieckich łagrów i obozów jenieckich i z ludzi przedzierających się z kraju na Zachód do szeregów narodowych.

Stanęło więc na tym że komitet lubelski nie będzie rozszerzony, lecz będzie utworzony „nowy rząd polski”, w którego skład wejdzie tenże komitet lubelski i kilku „demokratycznych przywódców polskich” z zagranicy. Tak oto udało się Churchillowi przez zręczną stylizację uratować „wolność, niepodległość i suwerenność” Polski. Wszelako w odróżnieniu od Stalina Churchill wyznawał pogląd że istnieje nie jeden rząd polski, ale aż dwa. O rządzie polskim w Londynie, z którym rząd brytyjski pozostawał wciąż w sojuszu, Churchill mówił: „Nie widziałem na oczy ani jednego z członków obecnego rządu polskiego w Londynie. Uznaliśmy ten rząd, ale nie szukamy jego towarzystwa. Natomiast Mikołajczyk, Romer i Grabski są ludźmi rozsądnymi i uczciwymi i z nimi pozostajemy w nie formalnych, ale przyjacielskich stosunkach”. O rządzie polskim Churchill powiedział także: „Jak panu marszałkowi Stalinowi i panu Mołotowowi dobrze wiadomo, nie godzę się z działalnością rządu londyńskiego, która jest durna (foolish) od początku do końca”.

Pozostawał jeszcze jeden skrupuł – jak pozbyć się tego rządu. Churchill mówił: „Formalne przeniesienie uznania z tego rządu, który teraz uznajemy, na nowy rząd spotka się z surową krytyką. Ludzie będą mówili że rząd J. K. Mości ustąpił całkowicie w sprawie granicy wschodniej (cośmy istotnie uczynili) i przyjął i w innej sprawie bez zastrzeżeń stanowisko sowieckie… Rząd będzie obciążony w parlamencie odpowiedzialnością za całkowite porzucenie Polski. Debaty, które na tym tle wynikną, będą przykre i kłopotliwe dla jedności sprzymierzonych”. Roosevelt wpadł na pomysł aby konferencja jałtańska przeniosła uprawnienia polskiego Prezydenta Rzeczypospolitej na komitet regencyjny, który by pojechał do Moskwy i tam zamianował tymczasowy rząd polski. Wyjaśniłoby to opinii publicznej że idzie o utworzenie całkiem nowego rządu. Ale Mołotow sprzeciwił się temu, i stało się jak chciał, mianowicie że ten „nowy rząd” będzie utworzony przez Mołotowa oraz ambasadorów Ameryki i Wielkiej Brytanii, na zasadach wyłuszczonych powyżej.

Demokratyczny charakter Polski miały zabezpieczyć wybory. One miały nadać „nowemu rządowi” charakter reprezentacyjny, chociaż postanowiono że najpierw ma powstać „rząd”, a potem dopiero mają się odbyć wybory. Więc na razie reprezentacyjność „rządu” wynikałaby z faktu zamianowania go przez trzech przedstawicieli obcych mocarstw. Roosevelt domagał się by te wybory odbyły się jak najszybciej. Stalin powiedział że będzie można przeprowadzić je w ciągu jednego miesiąca. W uchwałach konferencji jałtańskiej powiedziano że wybory mają być „wolne i nieskrępowane”, że mają być także „powszechne i tajne” i że prawo uczestniczenia w nich ma przysługiwać „wszystkim partiom demokratycznym”. Już same te sformułowania wskazują że uczestnicy konferencji zabawiali się niefrasobliwie. Co by powiedział Churchill, gdyby po czterech latach okupacji Wielkiej Brytanii przez Niemców i po zburzeniu Londynu, wystąpił ktoś z pomysłem odbycia wyborów w ciągu czterech tygodni po ponownym zajęciu kraju przez inne obce wojska? Albo, kto ma orzekać, która partia jest „niedemokratyczna” i ma być pozbawiona prawa udziału w wyborach? Widać że Churchill, wbrew temu co mówił, wcale nie obawiał się krytyki swoich poczynań jałtańskich w parlamencie – i że miał w tym rację.

Pozostawała do załatwienia jeszcze jedna sprawa, która i dziś jest kłopotliwa, sprawa zachodniej granicy Polski. Uczestnicy konferencji rozumieli że w rzeczywistości idzie o granicę zachodnią imperium sowieckiego. Stalin zażądał linii Odry i Nysy łużyckiej. Powołał się przy tym na rozmowę z Mikołajczykiem w Moskwie, który był „zachwycony” gdy dowiedział się od niego że „Rosja uważa, iż granica Polski powinna sięgać do Nysy”. Churchill nie objawiał skłonności do bliższego określania granicy zachodniej. Mówił że Polacy powinni otrzymać jakieś obszary niemieckie, ale nie więcej niż sami sobie życzą i niż mogą należycie zagospodarować. „Byłoby szkoda – mówił – gdyby polską gęś tak przekarmić niemiecką strawą by zdechła z niestrawności”. Dodaje w swoich pamiętnikach że te rozmowy graniczne prowadzono bez map, więc nie wiedział że są dwie Nysy, śląska i łużycka, i że o tę właśnie drugą, dalej na zachodzie położoną, upomina się Stalin. Roosevelt zauważył że do wyrażenia życzeń Polski w sprawie granicy zachodniej upoważniony będzie „nowy rząd polski”, a skoro tego rządu jeszcze nie ma, najlepiej o granicy zachodniej wcale nie mówić. Ale Stalin chciał mieć jednak jakiś papierek, zabezpieczający interesy sowieckie w środkowej Europie. Z pomocą przyszedł mu Churchill. Wyjaśnił że skoro nie istnieje „rząd polski”, który jedyny jest powołany do stwierdzenia jaką chce mieć granicę, trzeba na tym papierku napisać że „ostateczne ustalenie zachodniej granicy Polski powinno być odłożone aż do konferencji pokojowej”. Wiedziano oczywiście że takiej konferencji wcale nie będzie, ale tę formułę napisano, przez co także i w tym punkcie, już teraz nie kosztem Polski ale kosztem Niemiec, Stalin postawił na swoim. Jako alibi na dzień dzisiejszy Churchill cytuje słowa Roosevelta: „Sądzić należy że trudno byłoby uzasadnić przesunięcie tej granicy aż do Nysy zachodniej”, i dodaje że taki był też zawsze jego pogląd w tej sprawie i że dał mu wyraz w pięć miesięcy później w Poczdamie.

Te rozmowy nad dwiema Nysami, prowadzone bez mapy, przypominają zdarzenie z konferencji wersalskiej, gdy znakomity poprzednik Churchilla, Lloyd George, pomieszał „Silesia” (Śląsk) z „Cilicia” (Cylicja) i zaczął piorunować na Polaków że zgłaszają nieprzytomne roszczenia terytorialne w Azji Mniejszej. O „Silesia” w Europie nigdy nie słyszał.

Warto jeszcze przytoczyć dwie wypowiedzi anglosaskich uczestników konferencji. Pod koniec Rooseveltowi bardzo się śpieszyło, czemu trudno się dziwić. Gdy więc jedną sprawę po drugiej chciał odraczać do przyszłej konferencji pokojowej, Churchill rzekł: „Nie możemy narażać na szwank wyników tej konferencji dla oszczędzenia dwudziestu czterech godzin. Ogromne zdobycze stoją przed nami, i postanowienia nasze musimy pobierać z rozwagą. Kto wie, czy te dni, które przeżywamy tutaj, nie są najważniejsze w naszym życiu”. I wszyscy byli wzruszeni. Stalinowi łza zakręciła się w oku. Ale Rooseveltowi wciąż się śpieszyło. Więc następnego dnia uronił aforyzm: „Polska jest źródłem kłopotów przez ostatnie pięćset lat”. Churchill odrzekł: „Musimy przeto uczynić wszystko co w naszej mocy, by zakończyć te kłopoty”.

I rzeczywiście, zakończyli je.

Pandora.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close