Katyń

W piśmie amerykańskim „Freeman” z 9 marca b.r. Wasilij Jerszow, b. pułkownik armii sowieckiej, ukazuje odrażającą postać przeciętnego oficera sowieckiego kapitana Borisowa – oprawcy, pijaka i szpiega N.K.W.D., po czym opowiada jak dowiedział się o masakrze katyńskiej:

„W końcu r. 1944 dywizja nasza miała postój w okolicy Małkinia-Górne w Polsce. Borisow przyszedł, jak zwykle, po swoją rację wódki. Tego dnia wykonał wyrok na czterech żołnierzach armii czerwonej, skazanych na śmierć przez sąd wojskowy. Przysiadł się leniwie i zaczął wspominać swoje piękne czasy – już „bezpowrotnie chyba minione” – z okresu wiosny 1940. „Wiecie, szefie, – zwrócił się do mnie, – kiedy tak karmicie mnie po kropelce, każdą mi wydzielając, powiem wam że, trzymając się przepisowo racji, w kwietniu 1940 z dwunastoma ludźmi mego plutonu wypróżniliśmy setki butelek, i to w ciągu niespełna miesiąca. Wystrzelaliśmy wtedy przeszło 400 polskich panów w Katyniu. Mieliśmy tam majora, był to chłop po prostu cudo. Dawał nam tyle wódki ile chcieliśmy. Nie był takim kutwą jak wy”. W ten sposób dowiedziałem się po raz pierwszy o polskich oficerach w Katyniu i o ich losie. „Major”, o którym wspominał Borisow, był to Wietosznikow, dowódca rozległego „Obozu Specjalnego nr 1″, w którym trzymano oficerów polskich wziętych do niewoli przez armię czerwoną we wrześniu 1939, kiedy to rząd sowiecki zajął i zaanektował wschodnią część Polski. Było ich tam „tysiące” – mówił Borisow. W kwietniu Wietosznikow rozkazał mu, by ze swym plutonem rozstrzelał znaczną ich ilość. Inne oddziały N.K.W.D. były również wyznaczone do wzięcia udziału w ogólnej akcji wystrzelania Polaków. Egzekucje odbywały się tylko nocą, zaczynały się około 10-ej. „Pracowaliśmy zespołowo, trójkami – objaśniał Borisow. – Żeby nie było słychać strzałów, prowadziliśmy ludzi grupami po dziesięciu do głębokiego schronu i tam ich rozstrzeliwaliśmy. Po skończeniu z pierwszą dziesiątką, sprowadzano następną, zmieniając zarazem zespół egzekucyjny. Potem zjawiali się inni żołnierze by zabrać trupy i złożyć je do wspólnego grobu. A potem wracaliśmy do domu, upijaliśmy się w sztok i szliśmy spać. Wtedy miałem jeszcze zdrowie, mogłem sam, jak nic, zastrzelić dziesięciu ludzi i nigdy nie męczyły mnie złe sny”.

Jerszow miał później znów słyszeć o mordzie katyńskim, w innych już okolicznościach, wkrótce „po zburzeniu szeregu wsi polskich przez marszałka Rokossowskiego”. O Katyniu wspomniał wtedy dowódca 15-ej dywizji zmotoryzowanej, ppłk. Iljasow. „Jeden z oficerów wyraził pogląd że trudno byłoby ufać Polakom w przyszłej wojnie, bo mogliby zwrócić się przeciw nam. Iljasow rozproszył obawy, mówiąc: „W zasadzie nie należy ufać nikomu. Ale jeśli chodzi o Polaków, „uspokoiliśmy” ich. W razie potrzeby, urządzimy im nowy Katyń, uprzedzając szkody które mogliby nam wyrządzić”.

Jerszow dodaje, że Iljasow „potwierdził iż oficerowie zostali rostrzelani w głębokim schronie. Wiedział nawet skądinąd że schron ten nadal istnieje w lesie katyńskim”.

Collector.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Close