JAN NOWAK

Komunizm w sojuszu z Hitlerem: 1939-1941

W okresie narastania fali nazistowskiej w latach 1929 – 1933 komuniści stanowili po hitlerowcach i socjalistach trzecią najsilniejszą partię polityczną w Niemczech. Gdyby złączyli swe siły z socjaldemokracją niemiecką przeciwko Hitlerowi, gdyby zastosowali już wówczas taktykę „frontu ludowego”, hitleryzm zapewne nie doszedłby do władzy i losy świata potoczyłyby się zupełnie innym torem. W owym czasie wszelka ugoda z socjalistami była jednak traktowana przez Komintern jako „zdrada”, a propaganda komunistyczna określała niemiecką socjaldemokrację mianem „socjal-faszyzmu”. Epitet miał oznaczać, że między hitlerowcami a socjalistami nie zachodzi żadna istotna różnica. Ci i tamci byli w pojęciu komunistów wrogami, których należało zwalczać, przyjmując kolejność: naprzód socjaliści a dopiero później hitlerowcy. Elementy demokratyczne w Rzeszy musiały więc walczyć na oba fronty jednocześnie: z hitlerowcami i z komunistami. Mając przed sobą przeciwników skłóconych i wzajemnie zwalczających się, hitleryzm odniósł łatwe zwycięstwo a komuniści w najbardziej namacalny sposób, bo na własnej skórze, doświadczyli, na czym polega różnica między demokracją a faszyzmem.

Najwyższe czynniki Kominternu, odpowiedzialne za tę politykę, pomimo klęski nie przyznały się do błędu. Hitleryzm został określony jako „nie dająca się uniknąć faza rozwojowa”, która poprzedzi całkowite zwycięstwo komunizmu. Wzmożony ucisk warstwy pracującej doprowadzić miał w pojęciu Kominternu do zaostrzenia się przeciwieństw, do koncentracji wszystkich sił społecznych dookoła partii komunistycznej przy zupełnym usunięciu socjaldemokracji.

Historia tych czasów, które wydają się dziś odległe, nasuwa porównanie z okresem pomiędzy wybuchem wojny a zaatakowaniem Z.S.S.R. przez Hitlera, kiedy to Niemcy i Rosja związane były paktem Ribbentrop-Mołotow. Literatura i prasa anglosaska, wydobywając na światło dzienne coraz więcej nieznanych szczegółów z dziejów ubiegłej wojny, pozostawia w dyskretnym cieniu zachowanie się Rosji.

Tajne klauzule paktu 23 sierpnia 1939 pozostały tajemnicą nie tylko dla szerokiego ogółu, lecz nawet dla najwyższych kół i czynników kierowniczych poszczególnych partii komunistycznych. Rosji potrzebne było zaskoczenie i w tym celu nie wahała się poświęcić osobistego prestige’u najwybitniejszych apostołów komunizmu, narażając ich na jaskrawe dezawuowanie samych siebie wobec opinii publicznej ich własnych krajów.

Czołowi przywódcy komunistyczni na Zachodzie, nie będąc poinformowani o radykalnej zmianie sytuacji, działali dalej po dotychczasowej linii „frontu ludowego”. Na drugi dzień po zaatakowaniu Polski przez Hitlera partia komunistyczna Wielkiej Brytanii wydała odezwę, w której głosiła: „Jesteśmy za uruchomieniem wszelkich niezbędnych środków dla zapewnienia zwycięstwa demokracji nad faszyzmem”. Harry Pollitt, generalny sekretarz partii komunistycznej, w broszurze „Jak wygrać wojnę? (How to win the war?)” pisał: „Partia Komunistyczna popiera wojnę, wierząc, że jest to wojna sprawiedliwa, która powinna być poparta przez całą klasę pracującą i wszystkich przyjaciół demokracji w Wielkiej Brytanii. Stać z dala od tego konfliktu, kiedy faszystowskie bestie tratują Europę, byłoby zdradą tego wszystkiego, o co walczyliśmy w ciągu długich lat przeciwko kapitalizmowi”.

Komuniści francuscy nie pozostawali w tyle za swymi brytyjskimi kolegami. 1 września 1939 komunistyczna grupa parlamentarna pod przewodnictwem Thoreza uchwaliła jednomyślnie rezolucję, dającą wyraz zdecydowaniu „wszystkich komunistów wysunięcia się na pierwszą linię oporu przeciwko agresji hitlerowskiego faszyzmu, w obronie wolności, niepodległości narodowej, podstaw demokracji i cywilizacji”.

W kilka tygodni później „hitlerowscy faszyści” podali sobie ręce z czerwonymi wojskami na Bugu. Nowy pakt sowiecko-niemiecki, zawarty 28 września 1939, mówił o podjęciu przez oba rządy niezbędnych kroków dla położenia kresu wojnie wobec „uregulowania wszystkich spraw, wynikających z faktu, że państwo polskie przestało istnieć”. Dosłownie w dwa dni później, 1 października, ta sama parlamentarna grupa komunistów pod przewodnictwem tegoż Thoreza wystosowała na ręce przewodniczącego izby deputowanych Herriota pismo z postulatem natychmiastowego zawarcia pokoju z Niemcami. W kilka dni później Thorez zdezerterował z szeregów armii francuskiej.

W Anglii nie obeszło się bez zgrzytu na tym nieco zbyt ostrym zakręcie. W końcu września komitet centralny partii komunistycznej powziął uchwałę o „zmianie linii”. Przeciwko uchwale padły dwa głosy: Pollitta i Campbella. Wkrótce potem obaj ogłosili listy w „Daily Worker”, w którym poddawali ostrej „samokrytyce” własne stanowisko i przepraszali za „naruszenie dyscypliny”. Ponieważ komitet centralny, do którego należeli, stanowi formalnie najwyższy organ partii, mogła być mowa tylko o nieposłuszeństwie popełnionym w stosunku do czynnika nadrzędnego, a więc wobec Kremla.

Jeszcze farba drukarska nie wyschła na broszurze Pollitta, a już ukazała się druga broszurka, tym razem pióra Palme Dutta, p.t. „Walczymy o życie (We Fight for Life)”. Cele wojenne Churchilla, za które brytyjscy robotnicy mają umierać, = pisał Dutt, są celami wojennymi brytyjskiego imperializmu – celami obrony i utrzymania panowania Imperium Brytyjskiego nad jedną czwartą częścią świata.

Gdy komuniści francuscy i angielscy przekonywali swoich współrodaków, że „nieprzyjaciel znajduje się we własnym domu”, cóż mówili w tym samym czasie komuniści niemieccy?

Na tydzień przed zawarciem paktu niemiecko-sowicckiego Walter Ulbricht, członek komitetu centralnego niemieckiej partii komunistycznej, przemawiając przez radio z Moskwy, oświadczył: „Walka z Hitlerem wszelkimi środkami, będącymi w naszej mocy, jest absolutną koniecznością i dlatego francuski i polski lud muszą wspólnie przeciwstawić się odważnie niemieckiej agresji”.

W pół roku później, z lutego 1940, na łamach pisma Kominternu „Die Welt”, wydawanego w Stockholmie, ukazał się artykuł podpisany przez tegoż Ulbrichta. Oto niektóre jego ustępy:

„Ci, co intrygują przeciwko przyjaźni narodu niemieckiego i sowieckiego, są wrogami społeczeństwa niemieckiego i muszą być napiętnowani jako wspólnicy angielskiego imperializmu.
„Klasa robotnicza, chłopi i pracująca inteligencja Niemiec, Austrii, Czechosłowacji i Polski stanie się najmocniejszą gwarancją niemiecko-sowieckiego paktu i przeszkodą w angielskich planach.

„… najbardziej reakcyjną siłą na świecie jest Wielka Brytania”.

Czym był w praktyce pakt nieagresji między Niemcami a Rosją, można było najlepiej przekonać się na linii styku obu mocarstw, a więc w Polsce. Na terenach, okupowanych przez Niemców, znalazło się ponad 700.000 Ukraińców. Okupant niemiecki powstrzymywał się jednak od wszelkich posunięć, przyrzeczeń, słów pod adresem Ukraińców, które strona sowiecka poczytać by mogła jako wygrywanie przeciwko niej sprawy ukraińskiej. Z drugiej strony na terenie Generalnej Gubernii zamarł całkowicie wszelki ruch komunistyczny, nie było ani jednego organu podziemnej prasy komunistycznej, a wszyscy dzisiejsi dygnitarze P.P.R. przebywali albo w głębi Rosji, albo we Lwowie i w Wilnie. (Jedyny wyjątek stanowi Marian Spychalski, który po kilku miesiącach pobytu we Lwowie powrócił do Warszawy, gdzie jednakże do chwili wybuchu wojny między Niemcami i Rosją powstrzymywał się od wszelkiej działalności podziemnej).

Ostrze ideologicznej agresji sowieckiej skierowane było zatem wyłącznie przeciwko sprzymierzonym.

Nie wiemy nic o jakichkolwiek objawach działalności podziemnych organizacji komunistycznych przeciwko Hitlerowi w Niemczech, w Austrii, w Czechosłowacji i Polsce, a raczej wiemy, że organizacje takie w owym czasie nie istniały. Wiadomo również, że ożywiona działalność komunistów na zachodzie nie ograniczała się do samych słów. W tym samym czasie, gdy przez Przemyśl i Terespol szły transporty ropy naftowej, bawełny i rudy żelaznej z Rosji do Niemiec, komuniści francuscy wysadzali w powietrze francuskie fabryki amunicji.

Norwegia została zaatakowana przez Niemców 10 kwietnia 1940. Na dzień przedtem „Daily Worker” w artykule „Skandynawia w niebezpieczeństwie” pisał: „Rząd koalicyjny zdecydował się pogwałcić neutralność Norwegii”. O inwazji zaś doniósł następnego ranka w następującym zdaniu: „W ciągu jednego dnia i nocy rządy brytyjski i francuski, łamiąc neutralność Norwegii, rozciągnęły front na długość 1.000 mil”. Ani słowa, dosłownie ani słowa o tym, że Norwegia zaatakowana została nie przez Wielką Brytanię ale przez Hitlera.

Z chwilą wkroczenia Niemców do Oslo przestały wychodzić wszystkie dzienniki stołeczne nie będące na usługach Quislinga, z jednym wszakże jedynym wyjątkiem. Wyjątek ów stanowił komunistyczny organ „Arbeideren”. Pod nagłówkiem „Communists Stand Fast in Norway” „Daily Worker” pisał 3 maja 1940: „Ruch robotniczy może legalnie kontynuować swoja działalność i pomimo ścisłej cenzury wojskowej wydawać swój dziennik. Partia komunistyczna ogłosiła odezwę do narodu norweskiego na temat sytuacji. Okupowanie kraju przez Niemców przedstawione zostało jako rezultat angielsko-francuskich usiłowań rozszerzenia wojny imperialistycznej”.

Po sukcesie w Oslo komuniści postanowili spróbować szczęścia w okupowanym Paryżu. W końcu czerwca 1940 trzej członkowie Centralnego Komitetu Partii Komunistycznej, Maurice Treand, Jean Catelas i Robert Foissin, zwrócili się do władz okupacyjnych o pozwolenie na wydawanie „L’Humanite”.

„Należy pamiętać – pisali petenci – że my, komuniści, byliśmy jedynymi, którzy przeciwstawiali się wojnie, żądali pokoju, w chwili kiedy ściągaliśmy przez to na siebie niebezpieczeństwo”.

Wskutek interwencji prefektury policji rządu Vichy, „L’Humanite” nie otrzymała pozwolenia na jawne i legalne istnienie. Nie przestała jednak ukazywać się jako pisemko podziemne, i broszura Daladiera „Reponse aux chefs communistes” przytacza następujący ustęp z numeru z 13 lipca 1940 :

„Przyjazne rozmowy pomiędzy robotnikami paryskimi a żołnierzami niemieckimi stają się coraz częstsze.

„Jesteśmy z tego bardzo radzi. Mówiąc żołnierzom niemieckim, że deputowani komuniści byli wtrącani do więzienia za obronę pokoju, mówiąc o tym jak w r. 1923 komuniści buntowali się przeciwko okupacji Ruhry, pracujemy dla braterstwa francusko-niemieckiego”.

Francja upadła a los bezbronnej Anglii wisiał na włosku. Zdawało się że Niemcy stoją na progu zwycięstwa. Nie zmieniło to jednak taktyki komunistycznej ani o jotę. W sierpniu 1940, a więc bezpośrednio po klęsce francuskiej, komunista angielski John Lewis pisał: „Jeżeli rządzące klasy tego kraju (Wielkiej Brytanii) wygrają wojnę, nic nie będzie w stanie ocalić społeczeństwa brytyjskiego przed faszyzmem”.

Jak dalece komuniści troszczyli się, by „klasy rządzące” Wielkiej Brytanii nie wygrały wojny, świadczyć może następujący fakt. Organizowana zaraz po Dunkierce” „Home Guard” cierpiała na brak instruktorów. Zgłosili się wówczas na ochotnika dwaj wyżsi oficerowie Brygady Międzynarodowej i uczestnicy wojny domowej w Hiszpanii, Tom Wintringham i Hugh Slater. Pierwszy zorganizował obóz dla ochotników, drugi napisał broszurę „Home Guard for Victory”, w której nie było zresztą ani słowa o polityce. Obu bezzwłocznie wyrzucono z partii komunistycznej.

Bombardowanie Londynu rozpoczęło się 7 września 1940. Partia komunistyczna – jak zwykle czujna i energiczna – zareagowała na to utworzeniem t.zw. „People’s Convention”. Celem tych organizacji miało być szerzenie rewolucyjnego defetyzmu wśród ludności.

W tym samym czasie komuniści amerykańscy przy pomocy wszelkich dostępnych środków (w obu izbach, w prasie, w opinii publicznej) rozpętali wściekłą kampanię przeciwko pomocy gospodarczej i wojskowej Stanów Zjednoczonych dla Anglii.

Wszystkie te fakty prowadzą wyraźnie do jednego wniosku. Zachowanie się komunistów dalekie było od neutralności wobec dwóch wielkich państw „imperialistycznych”, toczących między sobą wojnę. Postawa komunistów była postawą czynną, postawą wspomagania jednej strony przeciwko drugiej. Czy to we Francji, czy w Anglii, czy w Stanach Zjednoczonych organizacje komunistyczne czyniły wszystko co było w ich mocy by szkodzić sprzymierzonym, i to szkodzić skutecznie.

Jan Nowak.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Close