MICHAŁ K. PAWLIKOWSKI

„KONTRA”

Jeżeli przylepianie etykietki utworowi literackiemu należy do dobrych tradycji recenzenckich, stwierdzić muszę na wstępie że zaszufladkowanie ostatniej książki Józefa Mackiewicza*) nie jest łatwe.

Okładka książki Józefa Mackiewicza "Kontra", 1957 rok

O ileż łatwiej było pisać recenzje z dwóch jego poprzednich książek. A więc jego „Drogę donikąd” można było streścić w niewielu wierszach: „kinoteatr okropności” ze zwolnioną a czasem zatrzymaną taśmą filmową, z szeregiem trupiobladych masek na ekranie, z wyrazem bezgranicznej nudy i tępego przerażenia na twarzach więźniów osadzonych w kamerze wysokiego ciśnienia systemu bolszewickiego, polegającego na zakłamywaniu, ogłupianiu i „odczłowieczaniu” ludzi. A więc „Karierowicza” określiłbym jako fascynującą, choć nierówną artystycznie, narrację – powieść, w której autor stracił, moim zdaniem, bajeczną okazję zgłębienia pasjonującego zagadnienia psychologicznego na temat: „bohaterstwo – tchórzostwo – dezercja”, temat przez wielkiego Tołstoja zaledwie dotknięty.

Trudniej jest zaklasyfikować „Kontrę”. Już sam tytuł może wprawić czytelnika polskiego w pewne zakłopotanie, nie wszyscy bowiem wiedzą że „kontra” w żargonie sowieckim jest pogardliwym skrótem wyrazu „kontrrewolucjonista”. Sprawa tytułu jest oczywiście szczegółem drugorzędnym. Ciekawsze jest pytanie, czym jest „Kontra”: powieścią, dokumentem historycznym czy studium politycznym?

Formalnie jest powieścią. Jest sagą naddońskiej rodziny Kolcowów w okresie trzydziestolecia od upalnego lata wybuchu pierwszej wojny światowej do „zbrodni w dolinie rzeki Drawy” 1 czerwca 1945. W świetle „obiektywnej prawdy”, do której wykrycia autor dąży z uporem na 272 stronicach swego wstrząsającego opowiadania, zbrodnia ta jest chyba najbardziej ponurym epizodem ostatniej wojny, bardziej nawet ponurym od Katynia jeśli się zważy że masakry katyńskiej dokonali bolszewicy a zbrodni w dolinie Drawy żołnierze jednego z mocarstw zachodnich, w których, jak zauważa autor w przypisach, „większość przedstawicieli wschodnioeuropejskich narodów na emigracji… słusznie dopatruje się dziś (podkr. moje) jedynego oparcia i sojusznika przeciwko Sowietom”.

„Kontra” jest jednocześnie dokumentem historycznym – przypomnieniem i uszeregowaniem nieznanych lub mało znanych faktów z bardzo niedawnej przeszłości, którą – dzięki grymasowi historii – narody walczące bohatersko przeciw bolszewikom u boku Niemiec uważają (że znów przytoczę słowa autora w przypisach) „za epizod co najmniej wstydliwy”. W interesie sojuszników i Sowietów również nie leży przypominanie światu zarówno „zbrodni w dolinie Drawy” jak poprzedzających ją zdarzeń. Zwłaszcza Sowiety wolałyby ukryć że walczyli przeciwko nim nie tylko partyzanci litewscy lub ukraińscy, lecz że w r. 1944, czyli w okresie, gdy klęska Niemiec była już kwestią czasu, miały przeciwko sobie niemal półmilionową armię Własowa, składającą się prawie wyłącznie z Rosjan. Kto wie – może gdyby nie książka dokument Mackiewicza, fakty przez niego podane leżałyby jeszcze długie lata pod korcem „koniunkturalnej” prawdy pokryte pyłem „wstydliwego” zapomnienia. Kładąc nacisk na dokumentalny aspekt swej opowieści autor jest bardzo skrupulatny. Stronice aż się jeżą od dat, wyciągów z rozkazów i innych dokumentów: numerów korpusów, dywizji, pułków – niemieckich, sowieckich, sojuszniczych. Szczegóły te mogą zdziwić a nawet znużyć czytelnika szukającego w powieści wyłącznie wątku i dialogów. Dla historyka jednak lub czytelnika o zainteresowaniach historycznych stanowią cenne źródło informacji.

„Kontra” jest wreszcie studium politycznym. Teza tego studium nie będzie niespodzianką dla tych, którzy czytali liczne artykuły polityczne autora. Artykuły jego były jednak nie zawsze do obronienia, właśnie dlatego że były – artykułami. Ileż to razy przyjaciele autora poklepywali go protekcyjnie po ramieniu, radząc mu aby pozostawał pisarzem-artystą i nie wścibiał nosa do spraw „wielkiej” polityki! Polemizując z argumentami artykułu politycznego jakże łatwo zasypać go kontrargumentami z rodzaju nazwanego przez autora

„prawdą koniunkturalnego interpretowania prawdy”! Z powieścią sprawa jest trudniejsza. „Kontra” – pomimo swego polityczno-dokumentalnego charakteru – jest przede wszystkim tworem prozy artystycznej. Nie rezonuje, lecz przykuwa, wstrząsa, oburza, podnieca – i w końcu przekonywa lepiej niżby to zrobił najlogiczniej napisany artykuł polityczny.

Tezę autorską można by z grubsza streścić jak następuje. Nie ma podziału na Zachód i Wschód europejski. Jest tylko – z jednej strony totalna i psychiczna zaraza bolszewizmu, wroga kultury, a tym samym wroga nie jednego narodu, ale całej ludzkości, zaraza, której pierwszą ofiarą padli Rosjanie, z drugiej zaś – demokracje zachodnie, które, zamiast wbijać klin pomiędzy naród rosyjski i partię komunistyczną, wciąż są niestety mniej antybolszewickie niż t.zw. Wschód europejski.

Po ukazaniu się „Drogi donikąd” jeden z naszych czołowych publicystów pasował Józefa Mackiewicza na „największego pisarza powojennego”. Już raz miałem okazję zauważyć że się boję superlatywów i że w powyższym określeniu opuściłbym przedrostek „naj”. Nie wahałbym się jednak nazwać Józefa Mackiewicza najbardziej „nie-polskim” ze wszystkich pisarzy polskich. Istotnie: sceną i klimatem „Drogi donikąd” jest skrawek dawnej Litwy, i – jeśli nie liczyć języka – t.zw. „polskość” nie jest, jakby się wyraził W. A. Zbyszewski, „kamertonem” powieści. Wątek „Karierowicza” byłby możliwy w każdym kraju. Wreszcie „Kontra” jest utworem, po którego przeczytaniu obcy czytelnik nie domyśliłby się że autorem jest Polak.

Witold Gombrowicz toczy, jak wiemy, na stronicach swego dziennika „bój z Polską” i pragnie „wyzwolić się z Polaka”. Nie mniej przeto pozostaje pisarzem bardzo polskim (choć, zastrzegam się, wybitnym, ciekawym i oryginalnym). Józef Mackiewicz toczy bój nie z Polską, lecz z „polrealizmem”. Manifestów literacko-artystycznych nie ogłasza. A jednak jest pisarzem nie polskim, lecz – ogólnoludzkim. Jeżeli moja diagnoza jest trafna, tedy kwestia czy jest pisarzem wielkim, większym czy największym usuwa się na plan dalszy.

——–
*) Biblioteka „Kultury”. Tom XX. Józef Mackiewicz. Kontra. Paryż, Instytut Literacki, 1957; str. 272 i 4nl.

Michał K. Pawlikowski.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close