Korespondencja Benesz – Sikorski

Leży przede mną poufna korespondencja czasów wojny premiera gen. Władysława Sikorskiego z Prezydentem Beneszem. Wygląda ona trochę jak bajka umoralniająca dla dzieci o ludziach brzydkiego charakteru. Czesi są grzeczni, mili, układni, kochający – gdy ich sytuacja jest o wiele gorsza od naszej; zaczynają unikać naszego towarzystwa – gdy ta sytuacja się zmienia; zaczynają być napastliwi, szukający zaczepki, grubiańscy – gdy napaści na nas są mile widziane przez kogoś silniejszego, mianowicie Sowiety.

Zwykłe metody dyplomatyczne? Realizm polityczny? Zapewne, zapewne, że Czesi realizmu politycznego mają o wiele więcej od nas, ale nie wszyscy nasi sąsiedzi są tak realni, jak Czesi. Wspomnijmy tu Węgrów i politykę hr. Teleky’ego, który zasłużył na to by jego nazwisko z czcią wymawiał każdy Polak.

Benesz znalazłszy się w Londynie przez dłuższy czas zabiega o uznanie go przez Anglików. W grudniu 1939 zawiadamia lorda Halifaxa o ustanowieniu Czechosłowackiego Komitetu Narodowego. Minister angielski pisze do niego per „Monsieur”, zaniedbując formy „Ekscelencjo”, chociaż Benesz był prezydentem państwa w czasie gdy Anglicy handlowali tym państwem w Monachium. Pod tym względem tradycje dyplomacji angielskiej są ściśle przestrzegane. Naprzód się z kimś zawiera sojusz, potem się go sprzedaje, a wreszcie się nim pomiata. W lipcu 1940 Czechosłowacki Komitet Narodowy przekształca się w prowizoryczny rząd czechosłowacki, i 29 lipca 1940 Polska – pierwsza go uznaje, co zresztą było rzeczą najzupełniej słuszną.

Rząd Sikorskiego był wtedy Czechom bardzo potrzebny.

Toteż pierwszy list Benesza do Sikorskiego który czytam (z 1 listopada 1940) jest niesłychanie uprzejmy. Benesz proponuje nam konfederację. Podkreśla że po wojnie, która się toczy, nie będzie można liczyć na Francję. „Nie odegra ona już tej roli, którą odegrała po wojnie światowej 1914-1918″ – pisze. „Równowaga polityczna – pisze dalej – będzie musiała być oparta na zupełnie innych podstawach. Blok polsko-czechosłowacki będzie musiał w niej odgrywać rolę o dużym znaczeniu”.

Benesz proponuje nam wspólne kierownictwo polityki zagranicznej, wspólny sztab główny, wspólny obszar celny.

Ze względu na dalszy rozwój tej korespondencji i na ton, który ona ze strony czeskiej przybierze, należy szczególnie podkreślić że ten pierwszy i zasadniczy list Benesza kończy się następującym arcyważnym zwrotem:

„Rozpatrywanie spornych kwestii pomiędzy Polakami a Czechosłowakami powinno być odłożone na później, a w każdym razie do chwili, w której układ zasadniczy będzie już zapewniony i będzie stworzona atmosfera przyjaźni i zaufania. Znaczenie tych sporów będzie w tych warunkach automatycznie zmniejszone do minimum, lub w każdym razie do swojej skali realnej, bez przesady i bez kwestii prestiżowych”.

Zobaczymy później jak się to z czeskiej strony zmieni.

REAKCJE POLSKIE

Reakcje polskie na te propozycje czeskie były naturalnie jak najgorętsze. Niektórzy Polacy upatrywali w Czechach braci, tak jak oni prześladowanych przez „sanację”. W kołach bliskich gen. Sikorskiemu wierzono całkowicie w szczerość Czechów pragnących konfederacji z Polską. Zresztą dążenie do polsko-czechosłowackiej wspólnoty państwowej było starym hasłem i starym absurdem frontu Morges. Teraz, w r. 1940, gdy front Morges był u władzy, nie tylko przyjęto skwapliwie propozycje czeskie, ale natychmiast w możliwie nie-dyplomatycznej formie (jak to u nas zawsze bywa) zajęto pozycję narzucającego się i oferującego, natychmiast wystąpiono z programem możliwie najszerszym. Zamiast pozostawić Czechom rolę petenta, wystąpiono w charakterze aspiranta do ręki posażnej jedynaczki, którą Czechy dalibóg wówczas nie były.

11 listopada 1940 ogłoszono wspólną polsko-czechosłowacką deklarację, która w swej części istotnej głosiła:

„Rząd Polski i prowizoryczny Rząd Czechosłowacki uważają za konieczne oświadczyć już w chwili obecnej że Polska i Czechosłowacja, zamykając raz na zawsze okres dawnych uraz i sporów i biorąc pod uwagę wspólność podstawowych interesów, zdecydowane są po ukończeniu wojny wejść ze sobą, jako państwa niepodległe i suwerenne, w bliższy związek polityczny i gospodarczy, który stałby się podstawą nowego porządku rzeczy w Europie środkowej i rękojmią jego trwałości. Oba rządy wyrażają przy tym nadzieję że do współdziałania, opartego o poszanowanie wolności narodów, zasad demokracji i godności człowieka, gotowe będą także inne państwa w tej części kontynentu europejskiego. Oba rządy są już obecnie zdecydowane współpracować ściśle dla obrony wspólnych interesów i dla przygotowania przyszłego związku obu krajów”.

GENERAŁ A HETMAN WIELKI LITEWSKI

3 grudnia 1940 Sikorski odpowiada Beneszowi na jego list z 1 listopada, o którym wyżej była mowa. List naszego premiera jest bardzo pewny siebie, miejscami dość inteligentny, w każdym razie zupełnie inny od listu Beneszowego. Prezydent Czechosłowacji ma styl ciężki, francuszczyznę kiepską – zabawnie brzmi ciągłe posługiwanie się wyrazem „machinerie”, „machinerie commune pour les deux pouvoirs”, „machinerie diplomatique”, „machinerie spéciale”, czasami kilka takich maszynerii mieści się w jednym zdaniu. Ale poza tymi chropowatościami, w każdym zdaniu Benesza znać lisa, człowieka, który coś knuje i planuje. U Sikorskiego co w sercu to na języku, zaraz kawa jest wyłożona na ławę, z romantyczną polską wiarą że się partnera przekona argumentem i zjedna komplementem.

O Rosji pisze Sikorski w swoim liście z 3 grudnia:

„Co się tyczy Rosji, zgadzam się z Pańskim zdaniem, Ekscelencjo, że jak najlepsze stosunki z każdą Rosją byłyby jak najbardziej pożądane dla Konfederacji Polsko – Czechosłowackiej. W każdym razie Rząd Polski jest zdecydowany skierować wszystkie siły kraju na obronę przeciw niebezpieczeństwu niemieckiemu i stąd w żadnym wypadku nie zamierza prowadzić polityki nieprzyjaznej wobec Rosji sowieckiej”.

Hm. Czytam to, ja, były poseł wileński, i uświadamiam sobie że w chwili, kiedy premier polski pisał ten list, Wilno było okupowane przez Rosję i połowa terytorium Rzeczypospolitej była okupowana przez Rosję i setki tysięcy ludności były stamtąd deportowane. A jednak premier polski obiecywał sobie że wszystkie siły kraju obrócone będą wyłącznie przeciwko Niemcom. Kiedy hetman litewski Janusz Radziwiłł skierował wszystkie siły swego kraju przeciwko jednemu najeźdźcy, t.j. Moskwie, został potępiony. A więc jakże? Wilna jednostronnie bronić nie można, a natomiast Wilno można poświęcać, gdy zachodzi tego potrzeba? Albo Radziwiłł był tylko politykiem i nie należało go potępiać, albo Sikorski nie był politykiem i należy go potępić. Tertium non datur, przynajmniej dla nas, obywateli byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

WSPÓLNY KRÓL

W tym okresie – koniec 1940 – strona polska, idąc jak najdalej w projektach jedności z Czechami, zaczyna wysuwać myśl wspólnego króla Polski i Czechosłowacji, którym miałby być książę Kentu.

Podobno inicjatorem tego projektu był prof. Bohdan Winiarski, czynny w polsko-czechosłowackich komisjach mieszanych. W każdym razie projekt ten zyskuje żywe poparcie ministra Mariana Seydy, bezwzględnego czechofila, oraz co pikantniejsze, ostentacyjne poparcie Hermana Liebermana, najstarszego z socjalistów polskich na terenie londyńskim.

Na posiedzeniach Rady Narodowej, Lieberman, w swoich przemówieniach ciągle nawracał do chwalenia monarchii, a raz pomiędzy nim a posłem Adamem Ciołkoszem wywiązał się dialog następujący:

Lieberman: … niezależnie od tego, czy w przyszłości pozostaniemy republiką, czy będziemy monarchią…

Ciołkosz (przerywa mu): Pozostaniemy zawsze republiką.

Lieberman (uśmiechając się): No, ja tak czarno na przyszłość nie patrzę.

Dzisiaj, Polacy zamieszkali w Wielkiej Brytanii powszechnie przestali uważać monarchię za coś niedemokratycznego, ale trzeba pamiętać że to był rok 1940 i że takie wystąpienia Liebermana miały specjalny posmak.

Jakkolwiek byłem zawsze monarchistą, nawet w tych czasach, kiedy w Polsce uważano takie poglądy za groteskowe, to wówczas, w r. 1940, nie wierzyłem ani przez chwalę w możliwość tej kombinacji. Książę Kentu -w staroświeckiej polszczyźnie należałoby powiedzieć: najmłodszy z angielskich królewiczów – i jego małżonka, królewiczowa Maryna, słynna z piękności, elegancji i uprzejmości, byli jak najlepiej do Polaków usposobieni. Osobistym przyjacielem księcia Kentu był Polak, p. Alfons Poklewski-Koziełł. Ale byłem pewny że polityka angielska nigdy nie zaangażuje się tak daleko na naszą korzyść, aby zezwolić członkowi swej dynastii na przyjęcie korony polskiej. Toteż pewne dobrotliwe a dyskretne tolerowanie tej myśli przez Anglików, którzy byli o niej przez nas z całym entuzjazmem informowani, uważałem już wtedy za objaw metody tak często przez nich do nas stosowanej: „Cziemby ditia nie tiesziłoś, liszby nie płakało”.

LINIA DEMARKACYJNA

23 grudnia 1940 Benesz pisze znów nader uprzejmy list do Sikorskiego, delegując do rozmów o konfederacji polsko – czechosłowackiej ministra spraw zagranicznych Jana Masaryka, podsekretarza stanu w tym ministerstwie Ripkę i ministra spraw wewnętrznych a byłego posła w Warszawie Slavika. 10 lutego 1941 mamy list Sikorskiego do Benesza będący objawem polskiej nieudolności do myślenia kategoriami dyplomatycznymi.

List jest poświęcony sprawom rosyjskim, gdyż od początku sprawa ta ciąży jak kłoda na porozumieniu polsko-czechosłowackim. Już Benesz w tym pierwszym inicjatywodawczym, ultr-ultra-filopolskim liście z 1 listopada 1940, który omówiłem, napisał: „Polska jest w stanie wojny z Rosją, Czechosłowacja – nie. W Czechosłowacji istnieje pewna mistyka rosyjska, a po tej wojnie może się ona jeszcze wzmocnić. Rewolucja społeczna i gospodarcza w Europie środkowej po tej wojnie, która w Czechosłowacji nabierze akcentów nacjonalistycznych i antyniemieckich, może jeszcze wzmocnić sympatie ku Rosji”.

Teraz 10 lutego 1941 pisze Sikorski:

„Na wypadek, gdyby przed końcem wojny nastąpiło załamanie się wewnętrzne Niemiec, kraj mój wysuwa żądanie powstrzymania Rosji sowieckiej… na obecnej linii demarkacyjnej”…

O ile przewidywania chytrego Benesza są zawsze logiczne, o tyle w ogóle nie wiadomo co robić z przewidywaniami Sikorskiego. Jak on sobie wyobraża „powstrzymanie Rosji sowieckiej”, kto ma tę Rosję powstrzymać? Luty 1940 – Anglia walczy sama, a więc chyba taż Anglia? Wiara Polaków we wszechmoc Anglii jest istotnie rozczulająca. Ale trzeba było rozumieć że Rosja wobec tej wojny może mieć tylko albo politykę prohitlerowską, jaką stosowała, ze wspaniałymi zresztą dla siebie skutkami w latach 1939 i 1940 a usiłowała prowadzić nawet w r. 1941, albo politykę agresywnie antyniemiecką. Sikorski w tym liście wyobraża sobie że Rosja będzie jakąś siłą bierną i neutralną, którą Anglicy będą mogli powstrzymywać czy popuszczać.

Poza tym Sikorski nie zdaje sobie sprawy że w piśmie dyplomatycznym danie swej zgody na choćby czasowe okupowanie swego kraju przez wojska obce znaczy tyle samo co wyrzeczenie się tego kraju. Z punktu widzenia taktyki dyplomatycznej, te wyrazy „kraj mój wysuwa żądanie powstrzymania Rosji sowieckiej… na obecnej linii demarkacyjnej” były tragicznym zaprzepaszczaniem naszego kraju.

W ogóle studiowanie stosunku Sikorskiego, Stanisława Mikołajczyka i całej myśli politycznej kierunku frontu Morges wzbudza podejrzenia, czy rzeczywiście nie mieli racji Radziwiłłowie na sejmie lubelskim że interesy polityczne Litwy i Polski pogodzić się nie dadzą. W stosunku do naszego kraju mamy tylko pusty frazes: „Nie wyrzekniemy się…” i tak dalej, ale mamy także politykę i taktykę dyplomatyczną, która prowadzi do czegoś zupełnie innego.

No, ale: a kysz, a kysz, jak mówi Guślarz w „Dziadach”: refleksje te są spóźnione i bezowocne.

Zaznaczymy tylko że Benesz momentalnie podchwytuje nieświadomą (bo nie chcę powiedzieć że świadomą) niezręczność Sikorskiego i w swym liście z 25 lutego 1941 bardzo pośpiesznie mu odpisuje:

„Leży w interesie obu naszych państw, aby osiągnąć zawczasu porozumienie pomiędzy zainteresowanymi państwami, t.j. Polską, Czechosłowacją, Anglią, Ameryką i Związkiem Sowieckim, że w razie upadku Niemiec armia sowiecka nie przekroczy linii dziś przez nią obsadzonej”…

Widzimy jak nieinteligentna i wypowiedziana w nieinteligentnych kształtach myśl Sikorskiego o „powstrzymaniu” nabiera pod piórem Benesza form całkowicie dyplomatycznych i obleka się w formę porozumienia z Rosją za cenę linii Curzona. Benesz, przy współpracy niestety Sikorskiego, wyprzedza tu Jałtę o cztery lata.

Ale ten list Benesza z 25 lutego 1941 ciekawy jest ze względu na ustępy, których tak prędko zabraknie:

„Rząd Czechosłowacki obstaje niewątpliwie przy zachowaniu swoich granic, które były przed wrześniem 1938… Ja jednakowoż uważam, że formułowanie dziś definitywnego i niewątpliwego stanowiska w sprawie granic we wszystkich szczegółach jest przedwczesne i właściwie niemożliwe”.

Jak się to później zmieni, oho!

NOWA FAZA

22 czerwca 1941 następuje napaść Hitlera na Związek Sowiecki, Rosja znalazła się, zresztą wbrew swej woli, w obozie angielskim, ale na razie Niemcy zwyciężają Rosjan. Powoduje to oczywiście całkowitą zmianę polityki czechosłowackiej, której jednak na razie, w czasie zwycięstw niemieckich nad Rosją, nie ujawniają oni zbyt intensywnie. Toteż Czesi zawierają z nami „pactum de contrahendo” jeszcze raz w styczniu 1942.

Chociaż…

Oczywiście jest zupełnie zbyteczne nadmieniać, że nasza polityka jest taka sama jak uprzednio. Nic nam zdrożnego do głowy nie przychodzi. Natomiast Sikorski połapał się że strzelił głupstwo korespondując z Beneszem w sprawie linii demarkacyjnej i prosi go by poniechał jego wspaniałego projektu wciągania Anglii, Ameryki i Rosji w sprawie linii demarkacyjnej.

Ten list Sikorskiego nosi datę 18 czerwca 1941, jest więc to dość spóźniona odpowiedź na propozycje Benesza, ale odpowiedź Benesza każe na siebie jeszcze dłużej czekać. Przychodzi ona dopiero 6 października 1941 i zapowiada specjalne memorandum, rzekomo potrzebne ze względu na to że Sikorski wspomniał o liście Benesza do Prezydenta Ignacego Mościckiego z 22 września 1938.

Oczywiście jest to tylko przyczepka. Memorandum to przysłano nam 27 października 1941. Czego tam nie ma! Polacy, którzy jeszcze kilka miesięcy temu byli ukochanymi braćmi, z którymi wszystkie spory trzeba odłożyć – a najlepiej o nich zapomnieć – teraz, okazuje się, są świnie ostatnie. Podczas gdy postawa Czechosłowacji wobec Hitlera była heroiczna i nieustępliwa i odrzucała wszelkie kuszenia niemieckie, Polacy zawarli z Hitlerem pakt. Poza tym Polacy i tylko Polacy są winni temu, że Czechosłowacja nie zaczęła wojny w r. 1938. Pisze Benesz: „Płk. Beck odpowiedział mi ultimatum i posłaniem szeregu dywizji na naszą granicę. Była to ostatnia rana w kryzysie wrześniowym przeciwko nam, która zasadniczo zdecydowała o tym że przyłączyłem się do poglądu by nie iść do wojny i czekać”.

Z zapominania sporów nie pozostaje już śladu.

PAN NOSEK

Kilka miesięcy po tym memorandum, bo w maju 1942, czechosłowacka Rada Państwowa pobiera rezolucje w sprawie polityki zagranicznej. Rezolucja jest bardzo długa. Referentem jest p. Nosek… komunista. Rezolucja przyjęta jest jednogłośnie. Rząd czechosłowacki całkowicie ją aprobuje.

Pierwszy ustęp tej rezolucji brzmi:

„Najlepszym dowodem żywotności demokratycznego aliansu światowego, wielką nadzieją ujarzmionej Czechosłowacji i najlepszą nadzieją wskrzeszenia jej wolności jest fakt że światowy alians demokratyczny dzięki zasłudze zwycięskiej armii czerwonej jak i odważnemu i silnemu bojowi również ludności Imperium Brytyjskiego”…

Jak czytelnik widzi, polszczyzna tego przekładu tekstu czeskiego jest zupełnie potworna. Zwłaszcza to „odważnemu i silnemu bojowi” jest kapitalne. Ale nie mam oryginału czeskiego.

W sprawie polskiej ta czechosłowacka rezolucja powiada:

„Naród czechosłowacki życzy sobie serdecznie współpracy przyjacielskiej i dobrych stosunków z narodem polskim, jednakże wierzy i oczekuje że się wynagrodzi wszystkie krzywdy wyrządzone przez intrygi hitlerowskie i politykę beckowską naszemu państwu w fatalnym roku 1938″.

Jakże daleko jesteśmy od nastrojów zapominania krzywd wzajemnych!

ZAMIAST KONFEDERACJI – PRZYMIERZE

Poczciwy rząd polski nie zraża się jednak rezolucją p. Noska, i oto 24 września 1942 występuje z dokładnym projektem konfederacji. Wobec tego 20 listopada 1942 Masaryk na śniadaniu z naszym ministrem spraw zagranicznych hr. Edwardem Raczyńskim oświadcza że konfederacja w danej chwili jest trudna, bo Rosjanie są jej przeciwni. On, Masaryk, pytał Edena, czy gotów jest popierać pomysł konfederacji wbrew zastrzeżeniom sowieckim, na co Eden nie dał odpowiedzi. Pan Masaryk proponuje więc aby zamiast o konfederacji pomyśleć o sojuszu na lat 20. Sojusz taki oczywiście byłby skierowany wyłącznie przeciwko Niemcom. Nie może być mowy o tym, aby mógł on działać również przeciwko Rosji.

Ale już 26 stycznia 1943 tenże p. Masaryk zawiadamia nas że p. Bogomołow go przekonał, iż nie ma żadnej różnicy pomiędzy sojuszem a konfederacją, i wobec tego Czechosłowacja nie chce już nie tylko konfederacji ale i sojuszu.

POLSKIE NADZIEJE

Polskie nadzieje, uchwały polskiej Rady Narodowej o braciach Czechach i t.d. trwać będą jeszcze dwa lata, „Dziennik Polski” w kilka miesięcy po ostatecznym wyjaśnieniu sprawy ze strony Czechów pisać jeszcze będzie: „W interesie Polski i Czechosłowacji leży zgodne porozumienie. Doniosła deklaracja Rady Narodowej”…

Doniosła… Uchwalamy coś wbrew oczywistemu stanowi rzeczy, piszemy: „doniosłe” i jesteśmy bardzo zadowoleni. Biada śmiałkowi, który by na to wzruszył ramionami.

W tymże czasie prasa czechosłowacka w Londynie, czechosłowacka Rada Państwowa i rząd czeski ciągle nas atakuje z byle powodu, lub bez powodu. Nie omijają żadnej okazji, by stwierdzić że w sporze polsko-sowieckim, oni, Czesi, stoją po stronie silniejszego.

UKŁADY BENESZA Z ROSJĄ

Przejdźmy więc do porządku nad polskimi nadziejami. Czesi podpisują 12 grudnia 1943 traktat przyjaźni i sojuszu nie z nami oczywiście, lecz z Sowietami. Ale oto w dzień patrona Polski św. Stanisława wyrządzają nam największą usługę.

Polska jest wtedy w sytuacji tragicznej. W Polsce istnieje i działa samodzielny ruch zbrojny walczący z Niemcami oraz oddziały pod wpływem komunistycznym. Pomiędzy nim a tymi oddziałami dochodzi do walk… Daje to powód do stałego oskarżania nas przed Anglikami przez Rosję.

Czesi podpisują manifestacyjnie z Sowietami układ 8 maja 1944, według którego w razie wkroczenia wojsk sowieckich na terytorium czechosłowackie, siły zbrojne na tym terytorium (ileż ich tam było!) przechodzą najcałkowiciej pod dowództwo sowieckie. Jurysdykcję nad ludnością w terenie operacji wojennych zyskuje także dowódca sowiecki.

Słowem, układ ten podkreślał różnicę stosunku do Sowietów, która zachodziła między Czechosłowacją a Polską.

30 stycznia 1945 rząd czechosłowacki w Londynie, do którego powstania przyczynił się rząd polski, uznaje rząd lubelski Bolesława Bieruta. Nawet nas o tym nie zawiadamia. Traktuje nas całkowicie per non est.

JESZCZE JEDEN LEW

Na tym jednak nie koniec. Oto w czasie tych wszystkich przejść z Czechami w Londynie, zrazu miodopłynnych, potem o smaku gąbki napojonej octem, hołubiliśmy niezwykłego przyjaciela Polaków, gen. Lwa Prchalę, który ze swym legionem czeskim, walczącym po stronie polskiej w r. 1939, dał się we znaki Niemcom, a raczej dałby niewątpliwie Niemcom w skórę, gdyby był czas na legionu tego sformowanie.

Gen. Prchala był przeciwnikiem Benesza, z którym nie utrzymywał stosunków, natomiast nas zaszczycał swoją przyjaźnią.

Tenże generał Prchala po wojnie zawarł z Niemcami układ, który wyrządza nam podobną krzywdę, jak układ czechosłowacko-rosyjski z 8 maja 1944. Tak samo, w zmienionych warunkach, chce wykazać z kolei Niemcom, o ile łatwiej dogadać się z Czechami niż z Polakami.

Ponieważ Niemcy w koniunkturze antysowieckiej Ameryki zajęły miejsce Rosji w koniunkturze antyniemieckiej z czasów ostatniej wojny światowej, więc układ z Niemcami gen. Prchali, to cios nożem w nasze plecy, który właściwie ocenić mogą ludzie znający się na polityce zagranicznej.

STOSUNKI Z CZECHAMI

Czechy są państwem maksymalnie zagrożonym. Otoczone są zewsząd nieprzyjaciółmi. Liczebność ich narodu jest mała, bitność żołnierza nieznana, ponieważ nie mogliśmy jej sprawdzić ani za czasów pierwszej wojny światowej, gdyż Czesi bojkotowali wojsko austriackie, ani za czasów drugiej, gdyż Czesi nie brali w niej udziału w sensie bojowym.

Sojusz z Czechami, to swego rodzaju altruizm polityczny. Ten, kto taki sojusz zawiera, musi się liczyć z tym że będzie musiał Czechów bronić, podczas gdy ich własne możliwości obronne są minimalne.

Toteż radziłbym zawsze polityce polskiej trzymać się z daleka od spraw czeskich. Wyżej przytoczone incydenty mają jedynie niewielki wpływ na ukształtowanie się tej mojej tezy politycznej. Czesi mają rację że idą z silniejszym, a nie ze słabszym, ale polityka polska nie powinna się Czechami entuzjazmować wtedy gdy zdarzy się że my Czechom okresowo i przejściowo jesteśmy potrzebni.

Stanisław Mackiewicz

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Close