Marx o Polsce

Wygląda to dziwacznie – ale do Marxa można zastosować bez większego błędu określenie – pisarz nieznany. Napisał Marx wiele prac, które są przełożone na wszystkie języki i wciąż na nowo wydawane. Ale napisał także mnóstwo artykułów, porozsypywanych po pismach europejskich i amerykańskich w sprawach bieżących, i tysiące listów treści politycznej. Za dobrych czasów socjalizmu niemieckiego, ten rozproszony dorobek marxowski skrzętnie zbierano i po części wydawano. Także jeszcze po pierwszej wojnie światowej nie brakło opracowań monograficznych różnych fragmentów marxowskiej myśli politycznej i ekonomicznej, ale docierała ona w małym stopniu do szerszych kół. Upadek socjalizmu europejskiego, zarysowujący się współrzędnie z urzeczywistnianiem znacznej części jego programu (interesujący przykład dialektyki historycznej), sprawił że Marx, wraz z całym jego dorobkiem, został dziś przyjęty przez komunizm, bez żadnego oporu ze strony socjalizmu demokratycznego.

Sytuacja Marxa, jako ekonomisty, jest podobna do sytuacji Darwina w biologii. Nie podobna przejść mimo darwinowskiej teorii ewolucji i wszystkie rozważania współczesne i przyszłe o rozwoju życia na ziemi musza uwzględniać – przyjmując czy odrzucając – dokonania Darwina. Spisane przed niespełna stu laty dzieło Marxa okazuje się w świetle późniejszej historii pełne błędnych przewidywań i jednostronnych sformułowań. Ale wiedza akademicka w zakresie socjologii i ekonomii, choć czasem nie wspomina Marxa, nie posuwa się naprzód ani na krok w swoich dociekaniach z górą od pół wieku, bez przyjmowania czy obalania jego twierdzeń.

Marx-polityk jest spadkobiercą i kontynuatorem myśli demokratycznej, stworzonej przez rewolucję francuską i choć tego nigdzie nie przyznaje, przez niektóre prądy socjalizmu utopijnego. W ekonomii, z początku zwłaszcza, interesuje się nie tyle konkretną stroną zjawisk ile tworzeniem systemu, opartego na przyjętych z góry założeniach. Odwraca dialektykę heglowską od idei do czynnika materialnego i tworzy w taki sposób swoją własną dialektykę materialistyczną, która w powiązaniu z materializmem historycznym ma się stać kluczem do zrozumienia wszystkich zjawisk i świadomego kierowania ich rozwojem. W polityce wszakże Marx nie jest doktrynalny, nie buduje abstrakcyjnego systemu, lecz zmaga się z układem sił w świecie, jaki widzi przed sobą i jaki wciąż zmienia się w jego oczach. Jego busolą jest wolność człowieka i narodu, tak jak ją proklamowała deklaracja praw człowieka, siły działające ocenia wedle roli, jaka im przypada w danej chwili dziejowej.

A teraz – słoń a sprawa polska. Marx zajmował się Polską żywo i wiele o niej pisał. Nie dlatego wcale by szczególnie pokochał Polskę, czy nawet znał ją bliżej. Ale dlatego że najżywiej interesował się – Rosją. W Rosji widział groźbę dla wolności Europy i świata, i to nawet nie tylko dlatego że nienawidził despotyzmu carskiego, ale dlatego że doceniał znaczenie rosyjskich dążeń do ekspansji. Chciał odbudować niepodległą Polskę, nie jako samotne „przedmurze” broniące Europy od wschodu, ale dlatego żeby wolne i zjednoczone narody, Włochy, Polska, Niemcy i Węgry, stworzyły w Europie bastiony demokracji, narodowej i społecznej, zdolne do oporu wobec reakcyjnych monarchii. Dla tego samego celu chciał też rozbić monarchię austriacką i obalić zarysowującą się przewagę pruską.

Szczególnie interesujące są mało znane wypowiedzi Marxa z r. 1866 w londyńskim piśmie „Commonwealth” i jego przemówienie na łącznym posiedzeniu Rady Międzynarodówki i Polskiego Tow. Robotniczego w Londynie 22 stycznia 1867 ku uczczeniu czwartej rocznicy powstania r. 1863. Artykuł w „Commonwealth” zaczyna się od słów: „Gdziekolwiek klasa robotnicza występowała samoistnie w ruchu politycznym, jej polityka zagraniczna, od samego początku, wyrażała się w słowach – odbudowanie Polski. Tak było z ruchem czartystów, póki istniał, tak było z francuskim ruchem robotniczym przed r. 1848 jak i w owym pamiętnym dniu, gdy robotnicy paryscy demonstrowali przed Zgromadzeniem Narodowym z okrzykiem „Vive la Pologne!”. Tak było także w Niemczech w latach 1848 i 1849 gdzie pisma robotnicze domagały się wojny z Rosją i odbudowania Polski”. Marx przypomina że mieszczaństwo, w czasie wszystkich powstań polskich, choć nie opowiadało się głośno za Rosją, ale ją zawsze popierało, a tylko jedna Międzynarodówka Robotnicza wołała głośno o „opór przeciw wkraczaniu Rosji do Europy i o odbudowanie Polski”.

Marx sprzed niespełna stu laty jest i dziś aktualny. Zwraca się jakby przeciw dzisiejszym lewicowym snobom z „New Statesman”a, przeciw prof. Carrowi, prof. Cole i prof. Laskiemu, chwalcom i obrońcom Rosji sowieckiej. Wspomina gniewnie że z frontu polityki zagranicznej robotników Europy zachodniej i środkowej wyłączyli się zwolennicy Proudhona, którzy „odprawiają sąd nad uciśnioną Polską i wyrokują że zasłużyła na swój los. Mają oni podziw dla Rosji jako dla wielkiego państwa przyszłości, jako dla narodu najbardziej postępowego na globie ziemskim, z którym w zestawieniu taki mizerny kraj jak Ameryka nie jest godzien wspomnienia[!]. Oskarżają Radę Międzynarodówki Robotniczej o to że wyznaje bonapartystowską zasadę wolności narodowej i że chce wyłączyć z Europy wielkoduszny naród rosyjski, co jest grzechem przeciw zasadom powszechnej demokracji i braterstwa wszystkich ludów”. Marx zauważa że ta postawa rewolucyjnych proudhonistów, obrana z frazeologii, „godzi się dosłownie ze stanowiskiem skrajnych torysów wszystkich krajów w stosunku do Polski i Rosji”. Jakże żywo przypominają te słowa okres Jałty, gdy obok londyńskiego „Daily Worker”a i wszystkich asów Labour, także „Times” doradzał Polakom pogodzenie się z rzeczywistością i uznanie światowej misji państwa rosyjskiego.

Marx wskazuje że rozbiór Polski wpłynął na zahamowanie demokracji nie tylko w podbitym kraju, ale także w Europie zachodniej. W szczególności Prusy związały się z Rosją solidarnością łupieżców i wsparte jej potęgą sięgają po opanowanie całych Niemiec. W samych Prusach ucisk rządu wobec Polaków, ograniczanie ich wolności obywatelskich, swobody prasy i stowarzyszania się, grozi równocześnie wolności wszystkich Prusaków. Tylko polityka robotnicza rozumie płynące stąd niebezpieczeństwo. „Robotnicy – pisze Marx – nie tylko w Prusach ale w całych Niemczech są zainteresowani bardziej, niż robotnicy jakiegokolwiek innego kraju, w odbudowaniu Polski i dawali temu wyraz we wszystkich swoich ruchach rewolucyjnych. Odbudowanie Polski oznacza dla nich zarazem wyzwolenie ich własnego kraju od stosunku wasalnego do Rosji”.

Pod koniec drugiej wojny światowej, gdy wymyślono plan podziału świata na strefy wpływów sowieckich i anglosaskich, „Times” londyński przypominał po wielekroć święte przymierze i jego główne dzieło: traktaty wiedeńskie z r. 1815. Zachwalał zalety tych traktatów: zgodę wielkich mocarstw opartą na lojalnym porozumieniu, stuletni pokój w Europie, swobodny rozwój narodów, w szczęściu i bezpieczeństwie. Układy w Teheranie, Jałcie i Poczdamie polityka brytyjska przedstawiała opinii swego kraju jako wznowienie założeń kongresu wiedeńskiego, i ta argumentacja poczytywana była za ostateczne uzasadnienie wartości tych traktatów. Marx pisze o tym: „Układy z r. 1815 nakreśliły granice różnych państw europejskich wyłącznie dla dogodności dyplomatycznej, a szczególnie dla dogodzenia największej podówczas potędze kontynentalnej – Rosji. Pominięto życzenia, interesy i różnice narodowe ludności. W taki sposób podzielono Polskę, podzielono Niemcy, podzielono Włochy, nie mówiąc już o mniejszych narodach Europy południowo-wschodniej, o których podówczas mało kto wiedział. W następstwie, wszelki ruch polityczny w Polsce, w Niemczech i we Włoszech musiał rozpoczynać się od dążenia do przywrócenia jedności narodowej, bez której samo życie narodowe stawało się cieniem”. Marx przypomina że w związku z rewolucjami we Francji w latach 1830 i 1848 powstały porozumienia radykalnych przywódców z wielu krajów Europy, oparte na wspólnym programie, zmierzającym do wyzwolenia narodów uciśnionych i podzielonych, i że zmierzało to w praktyce do unicestwienia dzieła traktatów wiedeńskich. Dążenia te znajdowały poparcie w polityce zagranicznej ruchów robotniczych, które wiązały walkę o wolność narodową ze swą własną walką. Można to uzupełnić uwagą że opór ten trwał nieprzerwanie, acz z różnym natężeniem, przez sto lat z górą i że jemu właśnie należy przypisać przywrócenie wielu narodom wolności przez traktat wersalski z r. 1919. Zainteresowana w obronie dzieła kongresu wiedeńskiego była jedyna tylko Rosja, którą święte przymierze wprowadziło w głąb Europy i usankcjonowało jako „dzierżyciela nieprzebranych zasobów skradzionego dobra”.

Czymże była Rosja, – pyta Marx, – gdy tworzyło się wielkie państwo polskie po połączeniu z Litwą? Jedną z podbitych prowincji mongolskich. A przecie w niewiele wieków później Polska, osłabiona przez niedorozwój polityczny, przez brak warstwy średniej i przez ciągłe wojny, padła jej ofiarą. Przez cały wiek XVIII trwało przenikanie rosyjskie w Polsce. A gdy rozbiory położyły koniec jej istnieniu. Europa tak już przywykła do rządów rosyjskich w Polsce, że była zdziwiona iż Rosja nie zagarnęła jej sama, lecz dopuściła do udziału w łupie Prusy i Austrię. W tym miejscu czyni Marx uwagę zadziwiająco przenikliwą o znaczeniu propagandy w akcji rozbiorczej. Pisze: „Nie było wtedy jeszcze oświeconej „opinii publicznej” w Europie. Jakkolwiek gazeta „Times” nie fabrykowała jeszcze wówczas tego szczególnego towaru, to jednak istniał pewien rodzaj opinii publicznej, opartej na olbrzymim wpływie Diderota, Woltera, Russa i innych pisarzy francuskich XVIII w.”. Katarzyna II przyhołubiła niejednego z tych pisarzy i to samo czynił Fryderyk II. Oni zrobili legendę „Semiramidy Północy” i „filozofa z Sanssouci”. Oni „przedstawili światu Rosję jako kraj najbardziej postępowy na świecie, ostoję liberalizmu i obrończynię wolności religii”. Bo przecie w imię wolności religii wkraczała Rosja w sprawy polskie. „Prawdziwie pięknym przykładem wojny klasowej było – pisze Marx – gdy żołnierze rosyjscy i chłopi małoruscy palili społem dwory polskie po to tylko, by przygotowywać podbój tych obszarów przez Rosję, po czym ci sami żołnierze rosyjscy poddali znowu tych chłopów pod władzę ich panów”.

Ta analiza działań propagandowych i ich znaczenia w polityce rosyjskiej jest jakby proroczą wizją tego co działo się pod koniec minionej wojny. Nie było już wtedy „olbrzymiego wpływu” pisarzy francuskich, ale był „Times” ze swoim prof. Carrem i byli obrońcy religii, chłopów małoruskich i wolności społecznej z „New Statesman”a i była „oświecona opinia publiczna” lewicy brytyjskiej. Zdemokratyzowali się goście dworu rosyjskiego, zamiast kilku filozofów przybywali przed oblicze Stalina liczni podróżnicy ze związków zawodowych i parlamentu a ponadto uczeni i artyści, kwakrzy, pastorowie, nauczyciele, listonosze i postępowe matki. Oni także „przedstawiali światu Rosję jako kraj najbardziej postępowy na świecie, ostoję liberalizmu i obrończynię wolności religii”.

Marx przypisuje duże znaczenie w ułatwianiu przenikania Rosji do Europy także bezpośredniemu działaniu propagandy brytyjskiej. Przypomina: „Kiedy ostatnie ukazy dotyczące zniesienia państwa polskiego doszły do wiadomości czynników brytyjskich, główny organ giełdy zwracał się do Polaków z wezwaniami, by stali się Moskalami. Czemużby nie miał tego czynić, skoro był to sposób dodatkowego zabezpieczenia sześciu milionów funtów, które niedawno właśnie kapitaliści angielscy pożyczyli carowi?”. To przypomnienie także nie jest pozbawione aktualności. Oto pod koniec minionej wojny wysłannicy rządu i koncernów sowieckich odbywali w City londyńskiej narady z przedstawicielami banków i przemysłu, w sprawie poczynienia większych zamówień „na odbudowę kraju”. Na ekranie marzeń City zarysowała się globalna suma tych zamówień – 400.000.000 funtów. Następstwem tych urzekających rozmów była jednolita postawa brytyjska w ocenie błogosławieństw płynących z układów zawartych z Sowietami i pretensje do Polaków że wyłamują się z powszechnego entuzjazmu. Ton nadawał w tych pretensjach „główny organ giełdy”, londyński „Times”, który w tym właśnie czasie był żartobliwie nazywany trzypensowym wydaniem „Daily Worker”a.

Marx pisze: „Nie brak ludzi naiwnych, którzy sadza że dziś wszystko się zmieniło, że Polska przestała być „potrzebnym narodem”, jak napisał pewien Francuz, i pozostała tylko sentymentalnym wspomnieniem, a sentymenty i wspomnienia nie są notowane na giełdzie. Ale co się właściwie zmieniło? Czy zmniejszyło się niebezpieczeństwo? Nie. Tylko ślepota intelektualna klas rządzących w Europie doszła do swego zenitu”. Dalej następuje zdanie, które i dziś można wypisać jako kanon wszelkiej możliwej polityki europejskiej i światowej: „Polityka Rosji jest niezmienna, co przyznał oficjalny historyk moskiewski Karamzin. Jej metody, jej taktyka, czy manewrowanie, mogą się zmieniać, ale gwiazda polarna tej polityki – opanowanie świata – jest gwiazdą stałą”. Marx przewiduje trafnie także niebezpieczeństwo płynące dla Europy z uczynienia Polski rosyjskim państwem satelickim. Powołuje się przytem na Pozzo di Borgo, najwybitniejszego dyplomatę rosyjskiego. W czasie kongresu wiedeńskiego tłumaczył on Aleksandrowi I że Polska może być dla Rosji bądź skutecznym narzędziem w jej zamysłach światowych, bądź niepokonaną przeszkodą: Polska będzie w ręku cara mocnym biczem gdy Polacy uświadomią sobie, ile razy zostali przez Europę zdradzeni. Gdy dziś Rosja buduje w Polsce swoją najsilniejszą armię satelicką pod dowództwem marszałka Rokossowskiego, bez wątpienia kieruje się względami, o których mówił Pozzo di Borgo przed 137 laty.

„Istnieje jedna tylko alternatywa dla Europy – pisze Marx: – albo azjatyckie barbarzyństwo pod przywództwem moskiewskim zaleje ją jak lawina, albo Europa musi odbudować Polskę, stawiając między sobą a Azją 20 milionów bohaterów, by zyskać na czasie dla dokonania swego społecznego odrodzenia”. Obco brzmi dzisiejszemu uchu określenie „20 milionów bohaterów” i nierealna jest także w obliczu praw nowoczesnej wojny koncepcja Polski jako przedmurza. Ale są to szczegóły raczej drugorzędne. Alternatywa pozostała w swojej istotnej treści bez zmiany. Jej pierwsza część, groźba zalewu barbarzyńskiego pod przywództwem moskiewskim, nie budzi żadnej wątpliwości. Jej część druga nie jest jeszcze wyraźnie sformułowana. Do niedawna obowiązywała formuła „containment”, wsparta uzbrojeniem Europy zachodniej. Zwolna zaczyna sobie torować drogę koncepcja „liberation”, co oznaczać ma politykę bardziej czynną. W chwilach większej śmiałości mówi się że oznacza ona dążenie do wydobycia z niewoli narodów satelickich.

Jest rzeczą uderzającą że Marx wyznaczając Polsce tak ważną rolę w polityce europejskiej i w strategii walki z naporem rosyjskim na Europę, nie zastanawia się bliżej nad wewnętrznym życiem współczesnej mu Polski i nad istniejącym w Polsce układem sił społecznych. Niejako z góry przesądza że przyrodzoną rolą Polski jest opór przeciw Rosji i związana z tym pomoc dla Europy, której Rosja zagraża. Do tego jedynego punktu ogranicza się jego zainteresowanie losami Polski.

Zgodnie z jego teorią, najbardziej dojrzałe do rewolucji są kraje o najwyższym stopniu rozwoju gospodarki kapitalistycznej. Gdy pisał swoje główne dzieło i gdy tworzył pierwszą międzynarodówkę, istniał jedyny tylko taki kraj, Anglia. Marx przewidywał swoją rewolucję społeczną w bardzo bliskiej przyszłości. Nie wiązał jej jednak z Anglią wiktoriańską, ale raczej z Francją, kapitalistycznie podówczas niedorozwiniętą, za to mającą wielkie tradycje rewolucyjne i Napoleona III na karku. Nieśmiało włączał do tych perspektyw rewolucyjnych także i Niemcy, choć rozważania w tym zakresie psuły mu Prusy, wspierane przez Rosję, i cesarska Austria. Polska ze swoimi „20 milionami bohaterów” znalazła się, jak widać, całkiem poza obrębem marxowskiej dialektyki rozwoju, ale za to z serwitutem na rzecz rewolucji społecznej w Europie zachodniej.

Realne i aktualne w tych rozumowaniach pozostały wszakże i dziś dwa elementy: napór Rosji na Europę i Azję, oraz związanie losów Polski z oporem Europy wobec Rosji. Realny i aktualny pozostał jeszcze trzeci element – zdrada Polski przez Europę zachodnią.

Adam Pragier.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close