LEOPOLD WELLISZ

Mickiewicz i James Fenimore Cooper

Dla Mickiewicza Stany Zjednoczone były ideałem państwa, zabezpieczającego wolność i prawa jednostki.

W młodzieńczej „Kartofli” wkłada on w usta archanioła Rafała proroczą przepowiednię o straszliwej wojnie, która w XX w. zamieni Europę w gruzy. Wtenczas Ameryka zbawi świat:

Wtenczas nad światem nowym swobód gwiazda błyśnie,
Cnota się i nauka pod jej płomyk ciśnie,
Mnisze więzy, despotów złamią się postrachy,
Złoty Kapitol wolne utkwi w niebie dachy.
Przed nim naród zdumionych ziemian na twarz padnie,
A Lud-Król berłem równym uległych zawładnie.
Do stóp swoich tyrany staroświeckie pognie
I z wolnej skry w Europie nowe wznieci ognie.

Przekonanie o wielkiej misji Ameryki zachował Mickiewicz i w latach dojrzałych. W „Księgach narodu polskiego” czytamy, jak to w okresie ogólnego upadku „jeden tylko znalazł się człowiek chrześcijanin, mędrzec i rycerz” Krzysztof Kolumb. Bóg mu pobogosławił, i „ów człowiek odkrył Amerykę, która stała się ziemią wolności, ziemią świętą”.

Chociaż Stany Zjednoczone, liczące przed wiekiem mniej mieszkańców aniżeli Polska, nie odgrywały wówczas większej roli ani w polityce europejskiej, ani w rozwoju cywilizacyjnym, Mickiewicz stale żywo interesował się postępami myśli amerykańskiej. Wiadomo, że on pierwszy w Europie należycie ocenił R.W. Emersona, a poznawszy osobiście znakomitego amerykańskiego pisarza J.F. Coopera, szybko się z nim zaprzyjaźnił.

Cooper pozostał w pamięci europejskiej jako autor sensacyjno-moralizatorskich powieści, z których „Ostatni Mohikanin” i kilka innych wciąż jeszcze są ulubioną lekturą młodych chłopców. W historii literatury amerykańskiej zajmuje on miejsce ważne jako pierwszy powieściopisarz amerykański o sławie wszechświatowej. Znaczenie społeczne jego powieści, przeważnie osnutych na tle barwnej rzeczywistości amerykańskiej, zawsze o nader zajmującym wątku, zawsze zwalczających „vulgarity, stupidity, dishonesty and cruelty”, było w owych czasach niepospolite. Dążył on do przekonania Europy o wyższości amerykańskiego ustroju demokratycznego, a w Ameryce prowadził przez kilkadziesiąt lat kampanię o podniesienie poziomu kulturalnego oraz o uwzględnianie i szanowanie w ramach jej ustroju indywidualnych różnic jednostek i ich ugrupowań.

Walory Coopera jako pisarza oceniał wysoko za naszych czasów tak wielki pisarz i myśliciel, jakim był Joseph Conrad.

W Polsce za czasów młodości Mickiewicza powieści Coopera były czytane. Przyjaciel Coopera S.B. Morse, wówczas już znany rzeźbiarz, a sławny po dziś dzień jako genialny wynalazca, w jednym ze swych listów opisuje spotkanie z ks. Hieronimem Radziwiłłem latem 1830 przed Colosseum. Wyrażając żal, że nie udało mu się wówczas poznać Mickiewicza, który zwiedzał inną część ruin, Morse z wielkim zadowoleniem powtarza słowa Radziwiłła o tym, że w Polsce bardzo cenią Coopera i że przekładają jego powieści nad Walter Scotta. Szczególnie głośna była wydana w r. 1822 powieść Coopera „The Spy”.

Opisuje on tam czyny Amerykanina, który zdobywszy podstępem zaufanie i posłuch armii angielskiej, spowodował decydujące zwycięstwo armii amerykańskiej w walce o wolność. Temat pokrewny do „Konrada Wallenroda”, choć przypuszczenie znakomitego amerykańskiego mickiewiczologa prof. C.R. Noyesa, że z tej właśnie powieści Mickiewicz zaczerpnął fabułę „Wallenroda”, nie znalazło dotąd uzasadnienia.

Cooper, urodzony w r. 1789, był synem człowieka zamożnego, zaliczającego się do arystokracji amerykańskiej, członka kongresu, właściciela znacznych obszarów w stanie nowojorskim, przejętego duchem pionierskim, inicjatywą i energią, które syn po nim odziedziczył. Pozyskawszy dobre podstawy wykształcenia (m.in. przez kilka semestrów w uniwersytecie Yale, gdzie pamięć jego otoczona jest pietyzmem), przedsiębiorczy młodzieniec wstąpił w 16-m roku życia do marynarki, a następnie do floty wojennej. Po kilku latach wrócił do założonego przez swego ojca na kresach stanu nowojorskiego miasteczka Cooperstown, ożenił się z panną z dostatniego sąsiedztwa, gospodarował, aż nagle w 30-m roku życia zaczął pisać powieści, powodowany i chęcią rozgłosu i chęcią szerzenia swych poglądów o sposobach i drogach poprawy stosunków na świecie. Zdobywszy niezmiernie szybko i rozgłos i posłuch oraz zwiększenie swych środków materialnych, wyjechał z żoną i dziećmi w r. 1826 na dłuższą podróż do Europy.

Zwiedziwszy Anglię, zamieszkał we Francji. Zimę 1830 spędził w Rzymie, gdzie – zdaje się, w marcu – spotkał się z Mickiewiczem, zapewne w jednym z salonów arystokratycznych, w których obydwaj byli gośćmi bardzo mile widzianymi.

Sądząc z gorącego tonu słów, poświęconych Mickiewiczowi we wspomnieniach córki Coopera, Zuzanny, mogła mieć pewne podstawy powtórzona przez Władysława Mickiewicza pogłoska, że powieściopisarz amerykański pragnął wydać młodziutką swą córkę za przystojnego, już wówczas opromienionego wielką sławą poetę. Z ogłoszonych przez nią w r. 1861 „Pages and Pictures from the Writings of James Fenimore Cooper” dowiadujemy się że „największą przyjemnością pisarza w Rzymie były jego ranne przejażdżki konne po okolicach. Rozkoszował się on pięknem przyrody i studiował zabytki rzeźby i architektury zawsze w towarzystwie któregoś ze swych europejskich przyjaciół. Najbardziej cenił towarzystwo Mickiewicza. Najgorętszą sympatię Coopera zjednała piękna postawa poety, jego ogłada i jego rozmowa, pełna oryginalności i cech geniuszu, wreszcie współczucie dla tragicznych losów jego ojczyzny. Obaj pisarze stale wspólnie jeździli po Kampanii i zwiedzali ruiny Rzymu”.

Stosunki ich były tak bliskie i spotkania tak częste, że znalazły odgłosy w ówczesnej prasie polskiej. W kwietniu i „Gazeta Warszawska” i „Kurjer Litewski” podały wiadomość, że „Mickiewicza w Rzymie widzieć można często na przechadzkach ze sławnym amerykańskim romansistą Cooperem”.

Rozmowy ich niewątpliwie nie ograniczały się do rozważań nad pięknem zabytków i okolic Rzymu. Przyczyniły się one prawdopodobnie w znacznej mierze do zwiększenia zainteresowania się Coopera sprawą polską.

Znalazło to wyraz w niepospolitej akcji rozwiniętej przez niego po wybuchu powstania listopadowego. Jeden z najwybitniejszych biografów Coopera, prof. R.E. Spiller, poświęcił jego działalności w tej mierze obszerną pracę p.t. „Fenimore Cooper and Lafayette. Friends of Polish Freedom” (1935).

Po powrocie do Paryża w połowie 1831 Cooper w porozumieniu z Lafayettem, którego uroczyście przyjmował w r. 1824 w Stanach, zorganizował American Polish Committee dla przyniesienia pomocy Polsce w walce o niepodległość.

Cooper zjednał na członków Komitetu przeszło stu wybitnych Amerykanów, przebywających wówczas we Francji, ułożył płomienną odezwę do narodu amerykańskiego, wykazując, że pomoc Polsce jest jego obowiązkiem i że prawa Polski są bezsprzeczne.

Gdy z ofiar Coopera i pierwszych członków Komitetu zebrała się pokaźna kwota, pierwszy przewodniczący Komitetu, wybitny działacz społeczny S.G. Howe, który przedtem przez lat sześć czynny był w Grecji, wyjechał do Polski, w celu przekazania zebranych funduszów. Powrót jego do Paryża uniemożliwiły władze pruskie, które zaaresztowały go pod zarzutem gwałcenia neutralności i podsycania oporu. Wówczas Cooper, który początkowo był zastępcą przewodniczącego, objął przewodnictwo Komitetu i poświęcił temu zadaniu znaczną część swego czasu. Przy czynnym współudziale Morse’a, Paul St. Eve’a (b. chirurga armii polskiej) i innych przyjaciół, a w szczególności przy pomocy pann E.M. Marlay, arystokratki irlandzkiej, zaprzyjaźnionej z Mickiewiczem, Chopina i Aleksandra Chodźki, Komitet gromadził fundusze i wspierał przybywających do Francji emigrantów.

Gdy po upadku powstania opiekę nad uchodźcami objął rząd francuski, Komitet się rozwiązał w czerwcu 1832. Cooper odczytał na ostatnim zebraniu sprawozdanie z działalności Komitetu wraz z obszernymi wywodami o przyczynach upadku powstania. Godne przypomnienia są jego słowa, wzywające Amerykanów, aby nadal udzielali pomocy indywidualnej Polakom:

„Nie możemy się powstrzymać od apelowania do naszych współobywateli, by każdy z nich pamiętał o tym, że gdy Polak emigrant stanie u jego progu, powinien okazać gościnność i przyjaźń człowiekowi, który poniósł klęskę raczej z powodu bezlitosnych kalkulacji oraz polityki czynników trzecich, aniżeli wskutek dzielności jego wrogów”.

Mickiewicz przyjechał do Paryża już po zlikwidowaniu Komitetu. Panna Marlay listem z 30 września zawiadomiła Coopera o jego przyjeździe, pisząc tak bardzo na owe czasy charakterystycznie:

„Biedny Mickiewicz przybył, miły jak zawsze, lecz niezdrów i źle usposobiony. Widuję go rzadko. Zdaje się, że nabrał on wstrętu do Paryża i że widzi wszystko w ciemnych kolorach, do czego ma podstawy, chociaż zdaje się, że w ostatnich czasach rząd lepiej traktuje Polaków. On i Chodźko drukują nowe wydanie jego poematów. Dlaczego w takiej niesprzyjającej chwili, nie mogę zrozumieć, lecz przypuszczam, że częściowo ze względów patriotycznych, częściowo zaś finansowych. Co do punktu pierwszego – niestety! Co do drugiego, wierzyć muszę, że ma to pewne widoki powodzenia, gdyż inaczej nie wszczynaliby chyba takiego przedsięwzięcia”.

Nie wiemy, czy doszło w Paryżu do spotkania poety z Cooperem, wiadomo tylko, że na wniosek Mickiewicza, wybrano Coopera na członka Tow. Historyczno – Literackiego w Paryżu.

W końcu 1832, Cooper, zniechęcony przebiegiem wydarzeń politycznych w Europie, wyjechał z powrotem do Stanów Zjednoczonych.

Mimo że pochłonęły go tam całkowicie wewnętrzne zagadnienia społeczno-polityczne, walka jego o ideały i prawa, których zawzięcie bronił w szeregu powieści, pamfletów politycznych i procesów, robiąc sobie wrogów z wielu dawnych przyjaciół, jego sympatia i życzliwość dla Polaków pozostały niezmienione.

Wspomagał on przez kilka lat młodego powstańca Józefa Truskolaskiego, którego losy zapędziły tak daleko. Chłopiec mieszkał początkowo w rodzinnym majątku Coopera, pod Cooperstown, kształcił się na koszt Coopera w szkołach z zamiarem powrotu do Polski „to fight against Russia”. Gdy powrót okazał się niemożliwy, dzięki poparciu Coopera stworzył sobie podstawy bytu w Ameryce.

Nie osłabło przez cały czas zainteresowanie Coopera losami Polaków, których poznał we Francji. Prawie w dwadzieścia lat po wyjeździe z Paryża skwapliwie podaje listownie swej żonie wiadomości o dawnych znajomych, gdy pewnego dnia w r. 1849 zjawił się u niego w Otsego smutnej pamięci Adam Gurowski, który wówczas przyjechał do Stanów jako tajny agent carski.

Dwukrotnie pisze żonie, że „a Pole, who came to see us at Paris, a one eyed man”, którego zdaje się już po raz drugi nie zechciał widzieć, opowiedział mu, iż „Bearnatzky 1) jeszcze żyje, lecz Louis Plater 2) umarł. Mitzkiewitz wymyślił jakąś religię, lecz ukorzył się przed Piusem IX. Prosperuje on jeszcze zawsze. Jański 3) jest związany z prasą i t.d. i t.d.”.

Mickiewicz również nie zapomniał o towarzyszu wycieczek rzymskich. Wskazuje na to list polecający do Coopera, który dał wyjeżdżającemu do Ameryki rzeźbiarzowi niemieckiemu K.F. Müllerowi.

Müller, urodzony w r. 1812, był uczniem i współpracownikiem Wichmanna, Raucha i P.J. Davida, zwanego Davidem d’Angers, który bardzo cenił jego charakter, pracowitość i talent. Rzeźby Müllera, wystawiane w salonach paryskich i w Niemczech, miały się odznaczać doskonałością zarówno kompozycji jak techniki. W pierwszych latach po rewolucji 1848 nie znajdował on w Europie dostatecznego zbytu dla swych prac i dlatego postanowił próbować szczęścia w Stanach Zjednoczonych.

Przypuszczać należy, że z Mickiewiczem zaznajomił go David d’Angers, będący w przyjaznych stosunkach z poetą od czasu gdy rzeźbił jego popiersie. David był też w przyjaźni z Cooperem podczas jego pobytu w Europie. Ofiarował on Cooperowi w r. 1828 wspaniałe popiersie w brązie; w r. 1832 wykonał jego płaskorzeźbę; jeszcze w r. 1835 z nim korespondował. Dlaczego nie dał Müllerowi listu wprowadzającego do Coopera, tego nie wiemy. W każdym razie temu i niepowodzeniom Müllera w Europie zawdzięczamy nieznany list Mickiewicza, znajdujący się obecnie w zbiorze rękopisów cooperowskich biblioteki uniwersytetu Yale. Dzięki pozwoleniu dyrekcji biblioteki list ten tu ogłaszamy, w przekładzie z francuskiego.

Do Pana Fenimor Cooper.

Panie.

Rad jestem, że polecenie Panu oddawcy niniejszego, p. Müllera, daje mi sposobność przypomnienia się pamięci Pana. Wiem, jak Pan lubi sztukę europejską. Jeśli dobrze pamiętam, sztuka jest jedyną rzeczą, jaką Pan cenił w naszej starej Europie. Pan Müller, należący do najwybitniejszych artystów rzeźbiarzy, udaje się do Ameryki, dokąd zawozi swe prace świeżo wykonane, bardzo cenione przez tutejszych znawców, a przeze mnie stawiane wyżej niż brzmi ich ocena. Zamierza on wystawić swe rzeźby dla publiczności amerykańskiej. Nie wiem, jakie są w tej chwili jej upodobania artystyczne. Co do naszej półkuli, ekspatriacja p. Müllera wykaże Panu dostatecznie stan naszej sztuki i położenie naszych artystów. Chcąc Panu dać pełne pojęcie o tym, powiem Panu, że między nami, artystami, mówi się o panowaniu Ludwika Filipa jak o wieku złotym sztuki, jak o epoce Peryklesa lub Medyceuszów! Artyści są obecnie sprowadzeni do poziomu uchodźców polskich; oto jeszcze jedna z przyczyn mojej głębokiej sympatii dla p. Müllera, i to właśnie wzbudza we mnie nadzieję, że nie odmówi mu Pan Swego życzliwego poparcia.

Zapewne drogi Pan odebrał smutną wiadomość o zgonie naszej przyjaciółki Marii Marly. Póki ona żyła, otrzymywałem czasami przez nią wieści o Panu. Obecnie mogę jedynie zwracać się o nie do podróżujących rodaków Pana; mówią mi oni to prawda o pracach Pana, lecz nie wiedzą nic dokładnego ani o Panu ani o Pana rodzinie. Proszę, niech mi Pan o tym powie kilka słów przez p. Müllera. Będzie to dowodem, że Pan zachował w pamięci Swego dawnego bardzo przywiązanego i bardzo oddanego sługę.

Adam Mickiewicz.

Paryż
Batignollos 42, Rue de la Santé
3 czerwca 1850

P.S. Pan miał ongi w projekcie podróż artystyczną po Europie. Czy Pan trwa przy Swym zamiarze? Czy odwiedzi Pan jeszcze Paryż?

List nie wymaga komentarzy. Uzupełnia on obraz stosunków poety z Cooperem i nasze wiadomości o jego nastrojach ówczesnych. Nie wiemy jeszcze i nie ma to istotnego znaczenia, czy i jaki odniósł on skutek. Méller nie pozostał długo w Stanach i po powrocie przez szereg lat pracował i wystawiał w Niemczech.

Choć nie znaleźliśmy odpowiedzi Coopera Mickiewiczowi, wiemy, że list poety zrobił nań duże wrażenie. We wrześniu 1850 dwukrotnie wspomina w swych listach do żony o wiadomościach otrzymanych od Mickiewicza. Widać, że pamięć przyjaźni pozostała żywa aż do ostatnich dni Coopera, który umarł w r. 1851.

Leopold Wellisz.

————
1) Alojzy Prosper Biernacki, b. minister skarbu w rządzie listopadowym, założyciel Szkoły Batignolskiej.
2) Sekretarz stanu w powstaniu. Znakomity leśnik i geograf.
3) Ksiądz Bohdan Jański, założyciel zakonu zmartwychstańców.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close