Mickiewicz między Marxem a Stalinem

Z p. Henrykiem Szyperem widywałem się w Warszawie na różnych zebraniach polonistycznych. To też kiedyśmy się spotkali na jednej z ulic lwowskich jesienią 1939, przywitaliśmy się jak znajomi. Powiedział mi, że się cieszy, że mnie spotyka. Został „mietodistom” od polonistyki na całą „obłast” lwowską (czy może nawet na całą „Ukrainę Zachodnią”?) i właśnie zajęty jest organizowaniem kursów, których zadaniem będzie przeszkalanie nauczycieli – polonistów. Czy nie chciałbym na tych kursach wykładać zagadnienia stylistyki? Napisałem kiedyś książkę o stylu Kochanowskiego, mogłem więc uchodzić za specjalistę w tym zakresie.

Podziękowałem za propozycję i odpowiedziałem, że nie wiem jeszcze, co będę robił, nie mogę więc brać na siebie żadnych zobowiązań. Natychmiast zorientował się, o co mi idzie.

– Pan myśli na pewno, że to zdrada, że to nieprzyzwoicie brać udział w takich kursach. Niech pan przyjdzie do mnie do biura, a pokażę panu argument, który powinien pana przekonać.

Zaintrygował mnie tym argumentem, i poszedłem. W gmachu dawnego kuratorium nowy „mietodist” miał do swojego wyłącznego rozporządzenia wielki pokój z okazałym, ministerialnym biurkiem.

– Argument pana? – spytałem zaraz u progu.

W odpowiedzi, ruchem ręki, który miał być patetyczny, a który był tylko zażenowany i dlatego wypadł niezręcznie, wskazał mi na ścianę naprzeciwko biurka. Między sakramentalnymi we wszystkich urzędach sowieckich portretem Marxa i portretem Stalina wisiał tam jako „der dritte im Bunde” portret Mickiewicza.

* * *

Książkę p. Szypera o Mickiewiczu*) wydano w r. 1947, ale – jak informuje notatka pod tekstem – pisana była w latach 1940 – 1941, a więc prawdopodobnie za tym samym biurkiem „mietodista”. Książkę czyta się gładko. Pisana jest stylem trochę przyziemnym, oschłym i drewnianym, ale zawsze jasno i naturalnie. Pan Szyper jest dobrze oczytany w literaturze o Mickiewiczu. Fakty, które podaje, są ścisłe, dokładne, można na nich polegać.

Cóż z tego jednak, kiedy za Mickiewiczem z tej książki, jak za bohaterem z „Procesu” Kafki, stale kroczą dwa cerbery, dwa duchy opiekuńcze: Marx i Stalin.

Od strony Marxa co prawda p. Szyper nie bardzo się wysilił. Jako marxista powinien był Mickiewicza „wytłumaczyć” jego klasą, środowiskiem, warunkami społecznymi ówczesnej Polski. Wymagałoby to oczywista bardzo rozległych studiów (i można wątpić, czy dałoby oczekiwane rezultaty). Pan Szyper był jednak na tyle sprytny, że szybko zorientował się, iż wystarczą pewne formuły rytualne, na tyle ogólnikowe, by można je stosować przy różnych okazjach, a na tyle wyraźne, by nadawały książce potrzebny koloryt ideologiczny. Temu samemu celowi służą też bardzo hojną ręką porozsiewane w książce przymiotniki: z jednej strony – „burżuazyjny” i „reakcyjny”, z drugiej – „rewolucyjny” i „postępowy”.

Metoda ta ma sporo zalet: jest prosta, nieskomplikowana, nie wymaga w stosowaniu wielkiego wysiłku. Ma jednak i swoje niebezpieczeństwa: oto bardzo łatwo w ten sposób farbowanemu na czerwono lisowi zdradzić się ze swoją ignorancją. U p. Szypera widzimy to w kapitalnym w swej naiwności ustępie o Machiavellu, który brzmi tak:

„Machiavelli, wyraziciel myśli postępowej, dążącej do zjednoczenia Włoch, był patriotą włoskim. Ponieważ nie widział i w swej epoce widzieć nie mógł masowego ruchu i walki o wyswobodzenie Włoch, przeto w jego koncepcji jedynie wódz, posługujący się zemstą czy zdradą, poświęcający wszystko dla ojczyzny i dla państwa – potrafi dokonać tego dzieła”.

Okazuje się, iż dla naszego „marxisty” historia dzieli się na czasy nowoczesne, w których tworzą ją masy, i na czasy dawniejsze, kiedy robiona jest przez władców. Dodajmy jeszcze, że perfidia historii sprawia, że właśnie w ojczyźnie Machiavella, we Florencji, odbyła się na sto lat przed nim sławna masowa rewolta plebejska, „il tumulto dei Ciompi”.

Du côté de chez Staline p. Szyper jest dużo staranniejszy. Obszernie, szczegółowo omówił w książce pobyt Mickiewicza w Rosji. Pobyt ten, jak i w ogóle cały stosunek Mickiewicza do Rosji, charakteryzuje – jak wiadomo – swoista dwoistość. Mickiewicz był w Rosji wygnańcem, z nienawiścią myślał o państwie rosyjskim i jego potędze, a równocześnie przez koła towarzyskie i literackie Moskwy i Petersburga przyjęty był gościnnie, serdecznie i w kołach tych czuł się dobrze. Tę samą dwoistość obserwować będziemy i później: z jednej strony wspaniałe w sile namiętności inwektywy „Ustępu” trzeciej części „Dziadów” i poświęcone Rosji wykłady paryskie, z drugiej – zamiłowanie do towarzystwa Rosjan, które tak będzie kłuło w oczy Krasińskiego w Rzymie. Otóż zgodnie z panującą obecnie w kraju modą, która każe np. proletariackiej „Kuźnicy” przynajmniej raz na miesiąc rozpływać się w zachwytach nad arystokratycznymi salonami Moskwy Mikołaja I, p. Szyper stara się w tym stosunku jak najmocniej rozświetlić wszystkie światła a cienie pozostawić w cieniu. Nie wystarcza mu przy tym i to że poświęcił stosunkom Mickiewicza z Rosjanami spory rozdział, później jeszcze, przy omawianiu wiersza „Do przyjaciół Moskali”, rozpisał się na sześć stronic na temat Mickiewicza i Puszkina, niwecząc wszelkie proporcje w niewielkiej książce, w której nie znalazło się miejsca na bodaj najkrótsze omówienie arcydzieł liryki religijnej Mickiewicza.

Tam zaś, gdzie mimo wszystko nie da się uniknąć spraw drażliwych, p. Szyper mówi nie o Rosji, ale o walce z caratem, o przemocy carskiej, tak jakby Mickiewicz walczył nie o niepodległość Polski spod przemocy rosyjskiej, ale o ustawę konstytucyjną dla Rosji. Nie cofa się tu nawet przed popadnięciem w śmieszność. W „Konradzie Wallenrodzie” – pisze – znalazła wyraz „problematyka walki ujarzmionego narodu z przemocą samodzierżawia”. Ile zakłamania i zakłopotania jest w tym „samodzierżawiu” (w cudzysłowach) i jak szczególnie zabawnie brzmi to określenie w stosunku do „Konrada Wallenroda”, w którym o wolność ujarzmionego narodu walczy przecież „samodzierżca” Wallenrod. Pomyśleć tylko, jakie perspektywy otwierałoby takie sformułowanie na problematykę polityczną „Wallenroda”, gdyby je chcieć potraktować na serio.

Zakończenie książki jest też odpowiednio czołobitne. Zamyka się ona omówieniem wpływu Mickiewicza na literatury światowe. Krótko wspomniano sąd George Sand o poecie, po czym idzie spory ustęp o wpływie Mickiewicza na literaturę ukraińską. Kiedy p. Szyper pisał swoją książkę, Czechosłowacja nie cieszyła się jeszcze dobrodziejstwami rządów sowieckich i dlatego o wpływach Mickiewicza na literaturę czeską, które – jak to wiemy z badań prof. Szyjkowskiego – były olbrzymie, nie ma ani słowa. Natomiast książka kończy się cytatami z Gorkiego, Łunaczarskiego oraz zachwytliwą wzmianką o uroczystościach ku czci Mickiewicza, zorganizowanych przez Rosjan w r. 1940, kiedy to, gdy okazało się że wydanie Polaków na pożarcie nacjonalizmowi ukraińskiemu, nacjonalizmu tego na stronę sowiecką jednak nie przeciągnie, bolszewicy postanowili spróbować kupić sobie Polaków gestem, który by był efektowny, a równocześnie do niczego nie zobowiązywał.

Tak „marxizm” (w cudzysłowie) jak stalinizm (już bez cudzysłowu) tej książki są, oczywista, rysami bardzo drażniącymi i nie przynoszącymi jej zaszczytu, nie one jednak decydują o fizjognomii książki. Poskreślać kilkanaście stron, przeprowadzić trochę zmian stylistycznych – a niewiele by z nich pozostało. Ale i po takiej operacji książka p. Szypera nie byłaby jeszcze dobrą książką popularną o Mickiewiczu. Ciąży bowiem na niej pewien fatalny grzech pierworodny. Oto autor jej jest naturą z gruntu apoetycką.

W stwierdzaniu faktów, charakteryzowaniu treści ideowych p. Szyper jest dokładny, czasem nawet potrafi się zdobyć na precyzję. Jak precyzyjnie na przykład, dużo precyzyjniej od Haeckera, określił stosunek Mickiewicza do socjalizmu. Jest jednak dziedzina, w której p. Szyper robi wrażenie ślepca, z trudem, po omacku szukającego drogi i raz po razu nabijającego sobie guza o przydrożne płoty. Jest to mianowicie dziedzina stanów uczuciowych.

Pamiętamy wszyscy piękny ustęp poświęcony przez Mickiewicza Rylejewowi:

Gdzie wy teraz? Szlachetna szyja Rylejewa,
Którąm jak bratnią ściskał, carskimi wyroki
Wisi, do hańbiącego przywiązana drzewa;
Klątwa ludom co swoje mordują proroki.

Określenie „rzewna” byłoby na pewno ostatnim, jakie by każdemu z nas nasunęło się na myśl dla scharakteryzowania tej strofy. I tym właśnie określeniem posłużył się p. Szyper.

Inny przykład. Pan Szyper streszcza „Sonety krymskie”. Zakończenie „Stepów akermańskich” („W takiej ciszy tak ucho natężam ciekawie, że słyszałbym głos z Litwy. Jedźmy, nikt nie woła!”) w streszczeniu jego wygląda tak: „Lecz po chwili z krainy marzeń wraca ku rzeczywistości i rozczarowany, lecz trzeźwy, mówi: „Jedźmy, nikt nie woła”.

Także inne ujęcia świadczą o dziwnej nieporadności przy charakteryzowaniu stanów uczuciowych, o nieporadności aż żenującej. Pijaństwo Wallenroda: „gorący napój dostarcza mu jakichś chorobliwych bodźców”. Pierwsza scena trzeciej części „Dziadów”: „Dzięki wymianie myśli między towarzyszami ujawnia się w całej pełni atmosfera prześladowań ze strony caratu. W ten dość poważny nastrój wnoszą duże urozmaicenie różne anegdoty, bajki i piosenki”. A oto p. Szyper omawia ten ustęp poematu Mickiewicza, w którym Wallenrod mówi „I Niemcy są ludzie…”: „On przebacza Niemcom pobłażliwie”.

Fundamentalną funkcją poezji jest wzbogacanie – pogłębianie i wysubtelnianie – naszego życia uczuciowego. Krytyk, to czytelnik, którego wrażliwość jest choć trochę wyczulona ponad przeciętną miarę i który potrafi o stanach emocjonalnych mówić z precyzją choć trochę większą od tej, jaka nam wystarcza w życiu potocznym. Pan Szyper jest tymczasem w tej dziedzinie człowiekiem w przykry sposób upośledzonym przez naturę.

Rozumiemy teraz, dlaczego uwagi krytyczne p. Szypera są dziwnie drewniane, szablonowe, schematyczne. Pisząc to, nie mam wcale na myśli braku wylewów lirycznych, patetycznych wykrzykników, natchnionych komentarzy. Idzie o to, że w książce nie ma ani jednego, dosłownie ani jednego, stwierdzenia krytycznego, które by uderzało czytelnika swoją trafnością, odkrywczością. Pan Szyper potrafi z nerwem, ciekawie, dobierać cytaty z prozy Mickiewicza, z jego listów, artykułów. Nie ma jednak w książce ani jednego cytatu poetyckiego, który by był odkryciem, cytatem urodzonego krytyka, pokazującego nam poprzez samo zacytowanie jakiś przez siebie dostrzeżony a wart zapamiętania nowy aspekt poezji. Pisząc o poezji, p. Szyper potrafi z kompetencją mówić o jej tendencjach ideowych, o filiacji wątków, o wpływach w tym zakresie, we wszystkim jednak co dotyczy „matiére poétique” jest zupełnie bezradny. Oto np. charakterystyka stylu czwartej części „Dziadów”:

„Z doborem silnych i dobitnych wyrażeń, ze zmianą ilości wyrazów w wierszu – stosownie do treści – idzie w parze odpowiednie falowanie rytmiki. Znane w stylu klasycznym figury i zwroty stanęły tu do dyspozycji dla odmalowania stanu uczuć: nagłe i krótkie pytania, wykrzykniki, zdania urywane, powtórzenia, stopniowania, antytezy, porównania i takie przenośnie, jak „honorów świecąca bańka”, „sztylety sumienia”, „oczy – chytre żądła”, „kamienni ludzie” i t.p.”

A oto charakterystyka ogólna „Sonetów krymskich”:

„Cykl „Sonetów krymskich” obejmuje osiemnaście utworów. Znalazło w nich wyraz całe bogactwo wrażeń, wyniesionych z podróży: step, morze, góry, doliny, osiedla ludzkie, zabytki, ruiny. To był pierwiastek przedmiotowy, wchodzący do poematu z zewnątrz. Łączy się z nim pierwiastek podmiotowy: motyw wędrówki romantycznego pielgrzyma, dźwigającego w duszy ogrom przeżytych cierpień, trawionego tęsknotą po opuszczonym – wbrew woli – kraju lat dziecinnych”.

Szczytem nieporozumień jest syntetyczny, końcowy rozdział z niewydarzonym podziałem twórczości Mickiewicza na fazy „romantyzmu wczesnego” (ballady, „Dziady” wileńskie, „Grażyna”), „romantyzmu dojrzewającego” (sonety i „Wallenrod”) i „romantyzmu szczytowego” (trzecia część „Dziadów” i „Pan Tadeusz”), z pomieszaniem pojęcia dialektu i pojęcia stylizacji, z określeniem Mickiewicza jako „odnowiciela bajkopisarstwa” (podczas gdy w tym właśnie rodzaju poetyckim Mickiewicz niczego nie odnawiał, a tylko godnie kontynuował wspaniałe tradycje bajki Trembeckiego), z określeniem mowy poetyckiej poezji XVIII w. jako „bezkrwistej” (mimo arcykrwistego Naruszewicza i poetyckiego sangwinika Trembeckiego) i t.d.

* * *

Przy swojej gruntowności, rzeczowości, systematyczności p. Szyper mógłby w różnych dziedzinach pożytecznie służyć dziełu okupacji sowieckiej w Polsce. Pisząc o poezji, służy mu – nieszkodliwie.

Wiktor Weintraub.

———
*) Henryk Szyper. Adam Mickiewicz, poeta i człowiek czynu. Zarys popularny. Warszawa, Czytelnik. 1947; str. 244 i 4nl i tabl. 5.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close