Miecz Prusa nad „Ogniem i mieczem”

Wśród licznych angielskich słowników cytat wyróżnia się wydany w r. 1902 w Londynie gruby tom Williama Wale p.t. „What Great Men Said of Great Men”. Zawiera on wypowiedzi wybitnych, znakomitych i wielkich ludzi o wybitnych, znakomitych i wielkich ludziach. Sporządzenie analogicznego compendium w języku polskim byłoby pożądane a przeoranie zapomnianych książek i czasopism dostarczyłoby wiele rewelacyjnego materiału. W compendium takim nie mogłoby zabraknąć wyjątków z ciekawej recenzji Bolesława Prusa z „Ogniem i mieczem”, wydrukowanej w r. 1884 w „Kraju”, a przypomnianej niedawno w warszawskim „Wyborze kronik i pism publicystycznych” Prusa pod redakcją Zygmunta Szweykowskiego (1948); nie dał jej Kazimierz Czachowski w swoim apologetycznym zestawieniu głosów o Sienkiewiczu z r. 1931.

Przystępując do charakterystyki bohaterów „Ogniem i mieczem” Prus wydziela od razu grupę postaci „nierealnych”: zalicza do nich Podbipiętę, Skrzetuskiego i Zagłobę.

"Ogniem i mieczem" - rys. J. Kossak

„Złowroga to figura – pisze Prus o Podbipięcie. – Gdy człowiek przypomni jego monomanię ścinania głów, dziewiczość, łagodność i pobożność, wtedy – przychodzi na myśl gilotyna. Zdaje ci się że to potworne rusztowanie przybrało ludzkie kształty i od czasu do czasu poci się westchnieniami i modlitwami, jakimi mimowolnie nasiąkło przy egzekucjach”. Wyjście ze Zbaraża, ostatnia walka i śmierć Podbipięty należą do najpiękniejszych ustępów powieści. Lecz „autor na tym nie poprzestał, chciał jeszcze więcej wycisnąć łez i – sięgnął aż do nieba. „Aniołowie niebiescy wzięli jego duszę i położyli ją jako perłę jasną u stóp Królowej Anielskiej”. Otóż, jeśli o rzeczach niebieskich wolno mieć własne zdanie, to ośmieliłbym się mniemać – pisze Prus wręcz po boyowsku – że Królowa Anielska na taką perełkę spoglądać musiała ostrożnie i z daleka… Raczej wbitemu na pal Sucho-ruce należałby się tam jakiś skromny kącik”.

Równie nierealny jest Skrzetuski „nie dlatego że dumny jak król z Chmielnickim, był jednocześnie wybornym sługą ks. Wiśniowieckiego, nie dlatego że kochał się i był waleczny, ale że do tego wszystkiego był jeszcze studnią poświęceń. Jeżeli tylko w powieści znalazła się jaka Golgota, z pewnością na jej szczycie krzyżował się „poważny i smutny” pan Skrzetuski… Czasem jest on tylko chórem z greckich tragedii, niekiedy zaś samym Jezusem Chrystusem. Człowiekiem – ironizuje Prus – staje się tylko wówczas gdy trzeba znaleźć się w winiarni Dopuła i wybić drzwi głową Czaplińskiego, albo też obiecywać Helenie dwunastu synów, dwanaście takich jak on abstrakcji”.

Nierealność Zagłoby, według Prusa, polega na tym że można „posiadać w sobie pierwiastki z Falstaffa i z Ulissesa, ale – nie można być obydwoma razem”.

„Jak dalece – dodaje Prus – autor zapomniał o zachowaniu miary, dowodzi tego rzut oka na komplet czterech przyjaciół. Tworzą oni spółkę, do której wchodzi: śmiertelnie kąsająca osa (jak mówi sam o Wołodyjowskim), sfinks ze łbem wieprza, zwany Zagłobą, gilotyna w ludzkiej postaci, Podbipięta i – Jezus Chrystus w roli oficera jazdy, Skrzetuskiego!… Takie zbiegowisko i takich charakterów może zrobić silne wrażenie; nie mniej jest ono dziwaczne”. Rozważając stosunek Sienkiewicza do wojen kozackich pisze Prus że „wymalował on tylko cyferblat zegara, ale kółek i sprężyn nie pokazał…

W jego powieści nie widzimy ani wyzyskiwanego ludu, ani pogardzanych popów, ani weteranów rozpamiętujących czasy sławy i równouprawnienia pod sztandarami Rzeczypospolitej. Nie widzimy ani chciwych grosza panów i panków, ani zgrai Żydów-oficjalistów, ani Żydów podsuwających nowe plany wyzysku lub wyzyskujących na własną rękę. Nie widzimy tych, których bito, którym zabierano fortuny, żony lub córki. Słyszymy tylko niekiedy lekkie wzmianki”. Sprawiedliwość autora jest jedynie „pozorna… Naprawdę Sienkiewicz jest grzeczny tylko dla kilku figur kozackich. Masę traktuje jak stado wściekłych psów, którym miejsce duszy zastępuje cuchnąca para wódki”…

Dalej zarzuca Prus Sienkiewiczowi bezceremonialny stosunek do historii: jego postaci historyczne są to z małymi wyjątkami tylko „nazwiska” – z rzeczywistością niewiele mają wspólnego. Główny rys charakteru Kisiela jest przedstawiony prawdziwie, ale Sienkiewicz nie sądzi że „w owej epoce Kisiel był przedstawicielem… sprawiedliwej polityki i że w tym wypadku sercem i rozsądkiem przewyższał swoje otoczenie. Ideałem autora są ci, którzy chcieli „zetrzeć bunt”. Piękny ideał!”.

Jedynymi zaletami Wiśniowieckiego są – dowodzi Prus – „nieustraszona odwaga i energia”; „nie wystarczają one jednak do rehabilitowania mordercy, anarchisty i buntownika. Trzeba wielkiej nieostrożności ażeby podobną figurę stawiać obok Chodkiewiczów, Żółkiewskich, Czarnieckich i apoteozować jako jednego z najlepszych synów ojczyzny człowieka, który był jednym z najgorszych jej pasierbów”. W państwie rządzonym przez Richelieu już w połowie swojej kariery zostałby ścięty.

Wiśniowiecki był w gruncie rzeczy ambitnym do szaleństwa i chciwym na majątek okrutnikiem. Palił i mordował Ukrainę, ale „nie wygrał żadnej poważnej bitwy… a tylko raz wstrzymał posuwającego się nieprzyjaciela”. Scena, w której ojczyzna walczy w sercu Wiśniowieckiego z ambicją, najbardziej razi Prusa: „Co znaczy ta konfidencja cichego Boga cierpiących i maluczkich z rozhukanym magnatem – ukrzyżowanego z oprawcą?”.

Chmielnicki należy, według Prusa, „do najtragiczniejszych postaci jakie wydała ludzkość. Jest to mąż buntu, członek tej wielkiej rodziny, w której skład wchodzą Lucyfer i Adam, buntownicy przeciw Bogu, bratobójca Kain – Mojżesz… gladiator Spartakus i patrycjusz Katylina, Luter i Wilhelm Tell, Cromwell, Robespierre aż do Waszyngtona i wielu a wielu innych”, podczas gdy Chmielnicki w ujęciu Sienkiewicza, to pijak i brutal, silny i gwałtowny charakter, ale nie wódz rewolucji. W rozprawie historiozoficznej ze Skrzetuskim Chmielnicki nie atakuje ale broni się i to kiepsko. Rzeczywisty Chmielnicki inaczej by rozmawiał.

„Jak ty śmiesz – rzekłby Chmielnicki – przemawiać do mnie w imieniu Rzeczypospolitej, sługo Wiśniowieckiego? Król niech dziś przemawia od niej, nie jurgieltnicy. Ale król, choć uznał nasze krzywdy, ma związane ręce. I co to za Rzeczpospolita, w której twój pan i jemu podobni zdławili chłopa, ubezwładnili szlachcica, ogłodzili armię i rozbili albo zgnoili wszelką władzę?… Czy nie oni, zagarnąwszy ziemię, chcą mieć z nas robocze bydło, czy nie oni wolą płacić haracz Tatarom niż żołd zaporoskiemu wojsku? A co nam dali za Cecorę i Chocim, nie licząc innych prac? Bat i pańszczyznę. I przed kim to ma ugiąć kark wojsko zaporoskie, komu oddać broń i sztandary? Nie rycerzom – handlarzom. Już im obmierzła wojna, a pachnie tylko dukat. Więc sprzedają chłopa Żydom, świnie i pszenicę Niemcom, swoje głosy tym co lepiej płacą, króla w Gdańsku a Rzeczpospolitą w Wiedniu, Stockholmie, Konstantynopolu – gdzie się da. Twój pan i jemu podobni, to rak, co pożarł armię i władzę, a w końcu stoczy Rzeczpospolitą, jeżeli ja go nie wytnę i nie wypalę… A ty, Skrzetuski, wracaj do twego pana, ażeby miał mu kto podać strzemię, jak będzie uciekał. Nie dlategom cię wykupił i wysłuchał, żeś jego poseł, ale żeś mi ocalił życie. Nie lubię być dłużnikiem oficjalisty Wiśniowieckich”.

Toteż trzeba powiedzieć – kończy Prus – że historia, przyjrzawszy się bohaterom Sienkiewicza, krzyczy wielkim głosem: „Jesteście chińskimi cieniami, nie Wiśniowieckim i Chmielnickim!”.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close