CZASOPISMA KRAJOWE

Mistrz Konstanty Ildefons

„Nowa Kultura” z 20 stycznia b.r. poświęciła całe dwie strony „Dyskusji o poezji K. I. Gałczyńskiego”, w której wzięli udział Hieronim Michalski, Ryszard Matuszewski, Artur Sandauer, Zygmunt Lichniak, Jerzy Putrament i Antoni Słonimski. Z tonu tej dyskusji – na przemian to krytycznej, to entuzjastycznej – można się domyślić że została ona zorganizowana pod hasłem „walki o duszę poety”. „Kolego Gałczyński, – zakończył protekcjonalnie swoje przemówienie Putrament, – chcielibyśmy teraz dużej Waszej aktywizacji, dużej roboty. Nie stać nas na to, żebyście stali na uboczu, a jeżeli bezsprzecznie naszym błędem było że w okresie, kiedy mieliście te czy inne trudności twórcze, nie potrafiliśmy Wam dopomóc, to teraz jesteśmy w lepszej sytuacji. To zebranie, w naszej intencji, jest właśnie pomocą dla Was w wyjściu na szeroką drogę twórczą”.

Najzabawniejszą cechą tych zalotów ideologicznych było dość eufemistyczne nazwanie przez większość mówców oenerowskiej przeszłości Gałczyńskiego „okresem estetyzmu i eskapizmu”. Jedynie Sandauer i Słonimski nie stracili całkowicie pamięci i odważyli się przypomnieć nowemu kandydatowi na barda komunistycznego wstydliwsze strony jego hipoteki politycznej. „Gdzież bo – powiedział Sandauer – był kiedykolwiek „eskapistą” ten poeta, tak – mimo pewnych niejasności – komunikatywny, tak publicystyczny, tak żywo – nie najsłuszniej co prawda, najczęściej wręcz fałszywie, ale jednak żywo – reagujący na problemy dnia? Jakże nazwać „estetą”, a więc oskarżyć o chłodny stosunek do tematu i o skłonność do ornamentyki formalnej, pisarza tak gorącego, tak biologicznego? W zagajeniu brak społecznego umiejscowienia Gałczyńskiego. Jaką warstwę reprezentował przed wojną poeta? Jakie tendencje wyrażał? Na te pytania nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Sądzę, że sukces Gałczyńskiego u pewnego, bardzo określonego typu publiczności wskazuje nam wyraźnie na jego zamówieniodawcę. Gałczyński jest poetą bliskim tym kręgom drobnomieszczaństwa, które przed wojną – pod wpływem kryzysu i ogólnej sytuacji ekonomiczno-politycznej ulegając atmosferze ideologicznego zamętu – szły często na lep faszyzmu. Gałczyński oddaje w poezji nastroje lumpenmieszczaństwa. Stąd jego związki z Villonem, Jesieninem, wyrazicielami – w innych epokach historycznych – grup podobnych. Stąd alkoholiczno-burszowski charakter jego poezji. Nie ulega wątpliwości – i tu zgadzam się całkowicie z referentem – że po wojnie ideologia Gałczyńskiego uległa całkowitej zmianie. Nie znaczy to oczywiście jakoby zerwał z tą warstwą, której był dotychczas wyrazicielem: pisał nadał dla niej, ale pisał o innych, wyższych i słuszniejszych sprawach. Słowem, zmieniwszy ideologię nie zmienił społecznego adresu”. Sandauer nie dodaje oczywiście że to owa warstwa zmieniła również „adres społeczny” na Poste-Restante, i dopiero wówczas Gałczyński zaczął do niej wysyłać swoje słynne „Listy z fiołkiem”.

A oto króciutkie i lakoniczne przemówienie Słonimskiego: „Chciałbym powiedzieć parę słów, które sięgną w przeszłość i nawiążą do teraźniejszości. Gałczyński nigdy nie był eskapistą. Gałczyński był mocno związany z ruchem reakcyjnym. Był poetą namiętnym. Dziś mówi się o dwóch okresach jego poezji, o jego realiźmie, antyrealiźmie i t.d. Ja zaś wyciągam rękę do Gałczyńskiego, żeby nabrał żarliwości jako młody poeta, żeby przyszedł do nas z tym dynamitem, który miał, a który służył sprawie złej. Zgadzam się z kol. Putramentem, że sytuacja zmusza nas do absolutnej jawności naszych wypowiedzi. Poeta jest dzisiaj poetą walki. Do walki tej ja będę stawał ze swoimi możliwościami poetyckimi i chciałbym widzieć kol. Gałczyńskiego przy mnie”.

I rzeczywiście – jak mawiał słynny chorąży Orzeszko, zabrawszy się po zgwałceniu jednej siostry do drugiej. W tym samym numerze „Nowej Kultury” znajdujemy nowy wiersz Gałczyńskiego „Poemat dla zdrajcy” (można się jedynie domyślić, że chodzi w nim o Miłosza), w którym nie ma już ani śladu „estetyzmu” i „eskapizmu”, jest natomiast ów „dynamit” o który się tak dopraszał Słonimski. Maleńka próbka:

Szerzej okna!
Kwiat otwieraj!
Wierszu mój, ognia!
W pysk dezertera!

Czy to o ten właśnie „dynamit” chodziło Słonimskiemu?

Lector

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close