Młodość Hitlera

Słowo „młodość” jest owiane takim czarem że nawet w połączeniu z nazwiskiem ohydnym nie traci swego powabu. O Hitlerze jako o swym przyjacielu lat szkolnych napisał już książkę August Kubizek1) i potrafił powiedzieć o nim niejedno co nie było odrażające. Czytelnik nie bardzo mu wierzył, w każdym razie dał książkę ciekawą bo malującą z sentymentem a nie bez talentu życie drobnomieszczaństwa na przełomie stuleci, w czasach, jak nam się dziś wydaje, zakrzepłych w poczuciu bezpieczeństwa i niezmienności leniwego nurtu.

Inną całkiem książkę napisał Franz Jetzinger2). Choć urodzony temu lat 75 w Braunau, nie zetknął się nigdy z najgłośniejszym synem tego miasteczka. Po pierwszej wojnie światowej należał do stronnictwa socjalistów i był przez kilkanaście lat posłem na sejm, potem przez trzy lata członkiem rządu krajowego Górnej Austrii. Wówczas, w r. 1932, wpadł mu w ręce akt świadczący że Hitler uchylił się od obowiązku służby wojskowej, że był więc przez pewien czas dezerterem. Szczegół ten zainteresował go a gdy później stwierdził że wszystkie biografie Hitlera opisujące jego młodość opierają się niemal wyłącznie na tym co on sam zechciał o niej powiedzieć w swej książce „Mein Kampf”, postanowił opracować ten okres jego życia naukowo. Ze swej długoletniej praktyki obeznany doskonale z dokumentami, wiedząc gdzie i jak ich szukać, zgromadził w ciągu 10 lat około 100 fotografii aktów i dowodów dotyczących młodych lat Adolfa.

Wśród źródeł drukowanych cenne było wspomnienie Hansa Franka w jego książce norymberskiej „W obliczu szubienicy”. W r. 1930 zawezwał go Hitler w Monachium i pokazał list od dalekiego krewnego, zwracający mu uwagę na obiegające coraz bardziej pogłoski o krwi żydowskiej w jego żyłach. List był ostrzeżeniem, ale Hitler uznał go za próbę „obrzydliwego szantażu” i polecił Frankowi, biegłemu prawnikowi, zbadać sprawę. Wyniki dochodzeń przeraziły Franka. Babka Hitlera, Marianna Schicklgruber rodem z Górnej Austrii, służyła za młodu u rodziny żydowskiej w Grazu, zaszła w ciążę i po opuszczeniu służby otrzymywała przez 14 lat od byłych chlebodawców alimenty. Hitler, wysłuchawszy sprawozdania, pokrył zmieszanie twierdzeniem że ojciec jego był przedślubnym synem Johanna Georga Hitlera, męża babki. Wie to z jej opowiadań i ojca. Ale babka zmarła 42 lata przed urodzeniem się Hitlera, ojciec – gdy miał 13 lat.

Po rewelacjach Franka nienawiść Hitlera do Żydów wzrosła i nabrała cech osobistego urazu. W kilka tygodni po przyłączeniu Austrii do Rzeszy przeznaczył on Döllersheim w Górnej Austrii, miejsce urodzenia ojca jego i wiecznego spoczynku babki, na plac ćwiczeń wojskowych. Ludność wysiedlono. Miejscowość, dawniej kwitnąca, jest obecnie poryta pociskami, zniszczona do niepoznania.

Jetzinger dopuszcza prawdopodobieństwo żydowskiego pochodzenia, ale nie ma pewności, nie zdołał bowiem dojść czy rodzina w Grazu o nazwisku Frankenreiter była rzeczywiście żydowska.

Po zajściu w ciążę Marianna wróciła do górnej Austrii i urodziła w r. 1837 syna Aloisiusa. W pięć lat później poślubiła Johanna Georga Hitlera, czeladnika młynarskiego. Zmarła wkrótce. Brat Johanna Georga, dość zamożny, wziął chłopca do siebie i dał mu pewne wykształcenie, tak że mógł on rozpocząć zawód urzędnika celnego.

Ale nazywał się wciąż Schicklgruber. Gdy już miał 40 lat i dobrze w służbie awansował, stary opiekun, dumny z wychowanka, umyślił dopomóc mu do uzyskania nazwiska ojczyma, zmarłego przed 20 laty. Udał się więc z trzema świadkami do proboszcza w Döllersheim i zapewnił go że Aloisius jest przedślubnym synem jego brata. Ksiądz-staruszek uległ prośbom i nie zażądawszy nawet przysięgi zmienił zapiski w rejestrach, a świadkowie, nie umiejący pisać, położyli swe krzyżyki.

Pozwalając sobie na drobną, jak sądził, nieprawidłowość dobry duszpasterz nie zmierzył nawet jej zasięgu. Nazwisko Hitler, krótkie, ostre, brzmi jak zawołanie bojowe; ciężkie, niezgrabne, aż nadto chłopskie Schicklgruber zamknęłoby drogę trybunowi ludu. Bo choćby ktoś odważył się krzyknąć „Heil Schicklgruber!”, wesołość byłaby zabójczym oddźwiękiem.

Aloisius żenił się trzykrotnie; z trzeciej żony, Klary Pölzl, po trojgu dzieciach zmarłych w niemowlęctwie, przyszedł na świat w r. 1889 Adolf.

Hitler przedstawiając się niejako w „Mein Kampf” narodowi, nad którym miał zapanować, znał dobrze duszę niemiecką, wiedział w jakie struny uderzać aby zyskać współczucie i podziw mas. Ukazał więc młodość trudną, pełną przeszkód i niedostatków. Chwalcy jego dodali wiele w swych biografiach, powołując się na osobiste zwierzenia wodza. Tak więc uczynili z ojca jego człowieka oddanego pijaństwu. 12-letni zaledwie Adolf musiał co wieczora niemal iść do gospody, w dusznej izbie długo nalegać i ciągnąć za ramię ojca „patrzącego nań wzrokiem osowiałym”.

Na podstawie dokumentów i cyfr, kartotek i listów, i zgodnych także zapewnień żyjących jeszcze dość licznie świadków, rozprawia się Jetzinger z bajkami.

Stary Hitler był przykładnym urzędnikiem, chwalonym przez przełożonych, szanowanym przez mieszkańców miasteczek w których pełnił służbę. Nikt go pijanym nie widział. Rządził się dobrze i w domu jego panował ład i dostatek. Miał pensji rocznej 2600 koron, w okresie ówczesnej taniości – równowartość 433 par solidnych butów. Żona jego, cicha i pracowita kobieta, miała własną sumkę posagową. Posiadali dom wartości 7000 koron. Także po śmierci Aloisiusa w r. 1903 renta wdowia z dodatkami dla Adolfa i młodszej o 7 lat siostry Pauli zabezpieczały byt.

Lata szkolne są podatnym tematem do upiększeń. Skorzystał z tego Hitler w pełni, pisząc m. in. że świetne osiągnięcia miał w historii i geografii, „ulubionych moich przedmiotach, w których niezmiernie wyprzedziłem moją klasę”. Dodał że wówczas w szkole realnej w Linzu zrozumiał „sens dziejów”. Ale liczne niedostateczne – także w języku niemieckim – wykazują że był jednym z najsłabszych uczniów w klasie. Z historii miał dostatecznie.

Wskutek stałych złych wyników usunięto go ze szkoły w Linzu, a gdy i w szkole realnej w Steyr miał zaraz w pierwszym świadectwie w r. 1905 trzy niedostateczne, doradzono mu by nauk poniechał. Choć napisze później że marzył w owych latach o wojsku, nie wstąpił śladem innych zawiedzionych uczniów do szkoły kadetów, a byłby matce wielce ulżył gdyż rząd udzielał kadetom znacznych udogodnień. Przebył więc półtrzecia roku u niej w Linzu, próżnując. Trochę spacerował, trochę rysował i chodził często do teatru. Matka kupiła mu fortepian i brał przez krótki czas lekcje gry u pewnego Polaka. Pojechał też raz do Wiednia jako turysta.

Hitler zmyślił w swej książce że ciężka choroba płuc była przyczyną przerwania nauk. Okres spędzony bezczynnie u matki przemilczał zupełnie; nie mógł inaczej skoro w r. 1923 oświadczył przed sądem w Monachium, wzruszając sędziów przysięgłych:

– Mając 17 lat byłem zmuszony zarabiać na chleb.

W jesieni 1907 udał się ponownie do Wiednia, tym razem z zamiarem wstąpienia do akademii sztuki. Ale przepadł na egzaminach.

Matka zmarła w ostatnich dniach roku. „Szczupłe oszczędności ojca pochłonęła w wielkiej części choroba matki” – napisał Hitler. Brzydkie to kłamstwo. Oszczędności Aloisiusa były nie tknięte, zabezpieczone sądownie czworgu dzieciom z dwóch małżeństw. I z własnych pieniędzy matka wydała niewiele i pozostawiła je Adolfowi i Pauli. Ponieważ Adolf niezgodnie z prawdą podawał się za ucznia akademii, uzyskał także wypłacany przez państwo dodatek dla sierot w wysokości 25 koron miesięcznie. Z początkiem r. 1908 powrócił do Wiednia „z walizką w ręku i z niezłomną wolą w sercu”. Nie mając wykształcenia, mógł się starać tylko o pracę fizyczną, którą byłby łatwo znalazł. Ale posiadane pieniądze pozwalały mu żyć przez dłuższy czas beztrosko i chodzić często do teatru.

We wrześniu zgłosił się ponownie w akademii, przedstawione wszakże przez niego rysunki nie znalazły uznania, i nie dopuszczono go do egzaminu.

W swojej książce przedstawił Hitler 5-Ietni okres wiedeński jako nieustanne zmaganie się z biedą. Głód był nieodstępnym jego towarzyszem, bogini nędzy wzięła go w ramiona; ale wielbi te lata, które nauczyły go być twardym.

Pewne jest że nie pracował nigdy, miał wstręt do pracy. Gdy kapitalik zbliżał się do końca, opuścił wynajmowany pokoik i żył w przytułkach. Pomagała mu pieniędzmi siostra matki, wierząca w jego nauki. Sprytni towarzysze przytułku zaofiarowali się że będą spieniężali jego rysunki. Sprzedawali je, rzecz jasna, osobom łatwowiernym lub dobroczynnym. Sam Hitler posyłał malowane widokówki lekarzowi-Żydowi, który ongi leczył jego rodzinę. Lekarz odpowiadał każdym razem przesyłką 20 koron i otrzymywał listy dziękczynne. Po wielu latach Gestapo brutalnie zabrała starcowi widokówki oraz podziękowania i rozkazała mu opuścić Austrię.

Gdy władze sądowe dowiedziały się wreszcie że Hitler nie kształci się w akademii, poleciły mu pod groźbą przymusowego odbioru zrzec się renty sierocej na rzecz siostry. Stratę odczuł mniej boleśnie wskutek odziedziczenia na kilka miesięcy przedtem prawdopodobnie co najmniej 2000 koron po ciotce która go już poprzednio wspomagała.

W r. 1910 powinien był stawić się do wojska. Nie dopełnił tego obowiązku także w następnych dwóch latach. Groziło to bardzo surowymi karami. Niewątpliwie dlatego a nie „z powodu swej rosnącej coraz bardziej niechęci do państwa Habsburgów” wyjechał na stałe do Monachium, podając się tam za bezpaństowca. Ale magistrat w Linzu po mozolnych poszukiwaniach trafił na jego ślad. Policjant bawarski zjawił się w jego pokoju i zaprowadził go do aresztu. Stamtąd odstawiono go nazajutrz do konsulatu austro-węgierskiego. Konsul, wzruszony opowiadaniem Hitlera o swej niedoli, wysłał pismo do Linzu, polecając zbiega bardzo usilnie życzliwości władz. Sam winowajca dołączył list na przeszło trzech dużych stronach, w którym się tłumaczył z pokorą i użalał nad sobą: nie miał innej przyjaciółki niż troskę i biedę, innego towarzysza niż głód, nigdy zaspokojony; pięknego słowa „młodość” nigdy nie poznał.

Na prośbę konsula pozwolono Hitlerowi stawić się do wojska nie w dalekim Linzu lecz w Salzburgu. Uznano go za niezdolnego. Darowano mu wszelkie kary.

* * *

Skoro tylko Hitler, już jako pan życia i śmierci także i Austriaków, stanął w r. 1938 w Linzu, powiedział Gauleiterowi:

– Sie, muszą tu się znajdować dotyczące mnie akta wojskowe; mają mi być doręczone, mnie osobiście.

Ale nazajutrz Gauleiter stał przed nim i meldował:

– Mój wodzu, były takie akta, ale zostały podjęte, nie wiadomo przez kogo.

Hitler – jak opowiadał świadek -szalał ze złości; rozkazał Gestapo odnaleźć zgubę. Wtrącono do więzienia kilku do niedawna najwyższych urzędników i zaczęto ich przesłuchiwać. Jeszcze w r. 1943 kancelaria Hitlera pytała o wyniki poszukiwań. Były bezowocne; akta w ilości 25 wraz z płaczliwym listem monachijskim dobrze ukryto. Powiernik wiedział że posiadanie ich jest igraniem nie tyle z ogniem ile – z gazem.

Z wszystkich biografii Hitlera omówiona powyżej książka ma największą wartość jeśli chodzi o okres młodości. Jetzinger napisał ją bez nienawiści, kierując się jedynie chęcią wydobycia prawdy. Za każde swe twierdzenie odpowiada, mając pokrycie w posiadanych fotografiach dokumentów.

Stefan Badeni.

——–
1) por. „Wiadomości”, nr 438.
2) Franz Jetzinger. Hitlers Jugend. Phantasien, Lügen – und die Wahrheit. Mit 20 Tafeln. Einband und Umschlag von Willi Bachner. Wiedeń. Europa-Verlag, 1956; str. 308 i tabl 9.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close