O ksenofobii i innych objawach

1

Cudzoziemcy, przebywający w Wielkiej Brytanii, uskarżają się coraz częściej na objawy ksenofobii wśród mieszkańców tego kraju. Nowi przybysze napływający do Anglii mogą się spotkać z objawami tego co język angielski określa mianem „anti-foreigner feeling”. Nie kusząc się o wyczerpanie tak złożonego zjawiska, jak ksenofobia w ogóle a angielska w szczególności, chciałbym rzucić tutaj parę uwag, które mogą wprowadzić do dyskusji w tej sprawie pewien moment obiektywizmu i trzeźwości.

Trzeba sobie uprzytomnić fakt, że Anglia – już chociażby przez sam swój charakter wyspy zakotwiczonej u brzegów europejskiego kontynentu – nie była celem poważniejszych wędrówek grup ludnościowych i emigracji. W dawnych epokach swojej historii Anglia kusiła najeźdźcę, kazała snuć myśl o niejednej inwazji. Od czasów jednak tych inwazyjnych „emigracji” Anglia nie przyjmowała wiele elementu obcego. Przeciwnie, można raczej obserwować zjawisko odwrotne: ubytku ludności samej Anglii na rzecz posiadłości zamorskich, emigracji Anglików w dalekie kraje i lądy (Ameryka Północna, Australia, Afryka Południowa i t.d.). Europa wysyłała swoje nadwyżki ludności, swoich biednych i bezrobotnych do Ameryki Północnej i Południowej, w obrębie samego kontynentu siła robocza wschodniej i południowej Europy dążyła ku Francji, do Belgii i Niemiec. Anglia nie była dotychczas objęta tym ruchem, co nie znaczy jeszcze, że tak będzie na przyszłość. Wysoko stojące zespoły cywilizacyjne stronią raczej od ciężkiej pracy. Francja po pierwszej wojnie światowej sprowadziła tysiące polskich górników; Włosi pracowali przy budowie dróg i robotach kanalizacyjnych. Wydaje się, że Francja utrzyma tę tradycję. Wielka Brytania bardzo nieśmiało zdradza swe zamiary, chociaż jest rzeczą jasną nie od dzisiaj, że coraz mniej Anglików ma ochotę na licho płatną pracę w kopalniach węgla, przy czym warunki bezpieczeństwa pod ziemią są naogół gorsze aniżeli w Niemczech czy na naszym Śląsku. Wielka Brytania zdaje sobie sprawę, że produkcja węgla, który był jednym z czynników rewolucji przemysłowej Wielkiej Brytanii i wspaniałego rozwoju jej pomyślności oraz wywozu zamorskiego, jest poważnie zagrożona. Wielka Brytania stoi przed zagadnieniem przejścia na elektryfikację; przypuszczać wolno, że wiedza angielska chciałaby zaprząc również energię atomową dla celów przemysłu. Na razie jednak pozostaje faktem, że kopalnie węgla się wyludniają: trzeba będzie zatem prosić cudzoziemców. Praca na roli również nie ściąga tylu ochotników jakby się zdawało: i tutaj Wielka Brytania będzie musiała korzystać z pomocy obcej.

2

W tych dwóch dziedzinach Wielka Brytania może pójść śladami Francji po pierwszej wojnie światowej, ale na o wiele mniejszą skalę aniżeli Francja. Albowiem Wielka Brytania nie chce dopuścić do masowego napływu obcej siły roboczej: wynika to z tej właśnie „ksenofobii” brytyjskiej, z faktu, że społeczeństwo angielskie jest zwarte, że jest społeczeństwem wyspiarskim. Francja przed drugą wojną światową miała pięć milionów obcokrajowców, co stanowiło rekord europejski. Nie wszyscy ci cudzoziemcy odwdzięczyli się gościnnej Francji; wielu z nich uprawiało ryzykowne gry polityczne, bawiło się w obce agentury. Mimo to Francja nie objawiała kompleksu niechęci do cudzoziemców. Dzisiaj, po wojnie, można czasami spotkać się we Francji z tego rodzaju nastrojami, ale są one raczej oderwane. Powodem jest tu całkowicie odmienne nastawienie szerokich mas ludności Francji: masy te bogaciły się – i będą się bogaciły – dzięki turystom, napływowi obcych. Turystyka była jedną z poważnych pozycji budżetu Francji. Ale nie tylko względy materialnych korzyści sprawiały, że Francuz nie miał uprzedzeń do cudzoziemca. Francuz zdawał sobie sprawę, że właściwie każdy inteligentny i kulturalny człowiek musi się czuć we Francji jak u siebie w domu. Albowiem zasada, by tak powiedzieć, obywatelstwa francuskiego była całkowicie inna aniżeli np. w Anglii: obywatelem Francji mógł być właściwie każdy kto poczuwał się do wspólnoty z kulturą Francji. Była to bardzo szeroka i liberalna podstawa: podstawa całkowicie nierasowa. Inaczej w Anglii.

3

Anglia nie była dotychczas krajem turystyki i nie dbała o to. Jeżeli przyjdzie zmiana, przyjdzie ona wolno. Albowiem nastawienie Anglika do wszelkich przybyszów jest inne niż – Francuza: Anglia jest krajem dla Anglików, Anglikiem trzeba się urodzić – inaczej można być tylko „naturalizowanym”. Kraj ten ma wielkie poczucie swojej rasy, jakkolwiek daleki jest od wszelkiego rasowego szowinizmu. Bariera rasowa – jak powiada język angielski – istnieje w Anglii, chociaż przeciągnięta jest w sposób niewidoczny. Na tle rozmaitych wewnętrznych przykrości, kryzysów gospodarczych i t.d. można dzisiaj obserwować narastanie objawów antysemityzmu (jak np. ogłoszenia mieszkań w pewnych dzielnicach Londynu: „for Gentiles only”, jak niechęć do Żydów w dziedzinie wytwórczości filmowej, na Fleet Street i t.d.). Tego rodzaju reakcje są zrozumiałe jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że w każdych społeczeństwach istnieje wstydliwość, która sprawa, iż w dobie kryzysu i trudności wewnętrznych – a tego rodzaju rzeczy nie brak chyba Anglii dzisiejszej – nie chcą mieć świadków, nie chcą mieć obcego elementu między sobą. Anglicy chętnie i z pasją narzekają na wszystko co się dzisiaj złego dzieje, atakują swój rząd i porządki, biurokrację, „red tape” i wywodzące się z nich grzechy – ale nie lubią jeżeli robią to cudzoziemcy.

Obok tej właśnie wstydliwości społeczeństwa borykającego się z kryzysem, poważną rolę gra moment gospodarczy: wielu Anglików czuje, że przybysze z kontynentu mają więcej od nich sprytu, pomysłowości, wyobraźni. Obawiają się konkurencji w działach, w których te czynniki są nieraz decydujące.

4

Anglia przyjmowała i gościła licznych emigrantów politycznych – z Rosji, Niemiec, Włoch, Polski, Francji. Jest dumna – i słusznie – z dawanego tym emigrantom azylu. Anglia nie miała jednak do czynienia z emigracją masową, z tysiącami przybyszów – i dlatego to nowe zjawisko zaskakuje społeczeństwo brytyjskie, niepokoi je, czasami niecierpliwi. Na tym tle nietrudno obudzić zaczajone instynkty uprzedzenia do cudzoziemców, co z lubością robi prasa brukowa szkalująca cudzoziemców jako tych, na których „idą pieniądze brytyjskiego podatnika” (bardzo popularny i skuteczny argument), tych, którzy wprowadzają do Anglii zamęt, korupcję, czarny rynek, nieuczciwość i zepsucie moralne.

5

Anglikiem trzeba się urodzić, nie można nim zostać (dlatego wysiłki tych anglomanów czy anglosnobów, którzy starają się upodobnić do Anglików przez sposób ubrania, mówienia i t.d., są wyjątkowo śmieszne: Anglik o wiele bardziej szanuje Europejczyka, który jest naturalny, jest sobą, aniżeli małego snoba, który na gwałt zmienia się w second-hand Anglika). Francuz uznaje podstawę kultury, Anglik – przynależności rasowej: nie znaczy to jednak, że wystarczy się urodzić na ziemi angielskiej; trzeba jeszcze przejść filtr angielskiej tradycji, wychowania, całego „poglądu na świat”. Baza francuska jest zatem szeroka i gościnna, angielska – raczej wąska.

6

Tym należy właśnie tłumaczyć fakt, że niewielu cudzoziemców osiedlało się w Anglii – chyba że zyskali tu nazwisko na polu sztuki, literatury, nauki. Wielka Brytania zawsze ceni i ceniła wybitne wysiłki i osiągnięcia w tych trzech dziedzinach: uwielbiała artystów obcych i dawała im szansę dostatniego życia; podobnie wiodło się dobrze pisarzom, którzy opanowali język angielski i pisali w tym języku (jakkolwiek po dziś dzień wielu Anglików uważa prozę Conrada za nieco „obcą”, nie mówiąc już o tym, że nie zachwyca się tak świetnością myślową Koestlera jak my, ludzie z kontynentu); przyjmowano obcych uczonych i artystów.

Niemniej jednak ilość cudzoziemców, którzy osiedli i zadomowili się w Wielkiej Brytanii, jest stosunkowo mała. Powód tego stanowi fakt, że życie angielskie jest odmienne od życia na kontynencie, że stopa życiowa jest zbyt wysoka dla przybysza z kontynentu i że w Anglii, jeżeli chce się mieć życie ciekawe, pełne, trzeba mieć wiele pieniędzy. Przed wojną Anglia była mniej więcej cztery razy droższa od Francji; istniała tu stale bariera cen: dobre rzeczy były ogromnie drogie, tanie rzeczy były przeważnie marne i przygnębiające w swojej brzydocie. Ludzie, o których ktoś dowcipnie powiedział, że mają „a Corner House revenue”, wiedli życie raczej smutne, oczywiście, z naszego kontynentalnego punktu widzenia. Sztukę życia opanowały w Anglii głównie warstwy wyższe, które umiały połączyć uroki pobytu na kontynencie z czarem wsi angielskiej oraz wytwornych „flat”ów w Londynie. Ale i wielu Anglików rozumiało, że za swoje skromne pieniądze mogą żyć lepiej, ciekawiej poza własnym krajem: stąd owe tłumy Angielek i Anglików, które zalegały kraje Europy. Albowiem ich własną ojczyznę dzieliła bariera cen, która była równocześnie barierą wartości – szlabanem rozgraniczającym świat piękna, kultury, od świata brzydoty, pospolitości Brightonów, Margate, fatalnie złej kuchni, „local cinema” i narożnego „pub”u.

7

Powtórzmy : Anglia nie była i nie będzie krajem masowego osiedlenia się czy emigracji. Może być ona tylko stacją przelotu do dalszych lądów – przede wszystkim do krajów Imperium Brytyjskiego. Trzeba bowiem zdać sobie sprawę z faktu, iż w obecnej sytuacji tysiące Anglików – i to szczególnie młodych – myśli o emigracji do krajów dominialnych, o rozpoczęciu nowego życia poza granicami Europy. Wierzą oni, że tam są szanse rozwoju, podczas gdy stara ojczyzna robi się coraz ciaśniejsza, trudniejsza do życia, spętana zakazami i nakazami. Ten pęd do emigracji z Wielkiej Brytanii, który nie zaznaczał się po pierwszej katastrofie światowej, występuje dzisiaj wcale ostro, stanowiąc przyczynek i pochodną ogólniejszego zjawiska cofania się Europy, niepewności życia w Europie, lęku jaki ogarnął naszą część świata.

W Wielkiej Brytanii będzie na pewno miejsce dla wybitnych jednostek obcych narodów, dla nielicznej emigracji politycznej tych czy innych krajów. Nie może jednak być mowy o emigracji masowej -tym bardziej że Wielka Brytania zaznała od r. 1933 kilku fal emigracji żydowskiej z Niemiec, potem z Austrii, wreszcie z Czechosłowacji, i jeszcze tych fal nie wchłonęła ze względu na charakter środowiska angielskiego, jego uprzedzenia i poglądy. Im dłużej człowiek z kontynentu mieszka w Anglii, tym wyraziściej uświadamia sobie dwie rzeczy: szacunek dla tego wielkiego kraju oraz to, że styl życia człowieka z Europy jest jednak inny i odmienny i że trzeba się urodzić Anglikiem aby czuć się w Anglii całkowicie swobodnym i szczęśliwym.

Zbigniew Grabowski.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close