KORESPONDENCJA

O von Mansteinie i odwadze cywilnej

Do redaktora „Wiadomości”

Swojego czasu napisałem artykuł p.t „Rozdzieranie szat” („Wiadomości”, nr 175) zdając sobie sprawę, że treść jego kolidować będzie z nastrojami środowiska, które dziś spełnia zastępczo funkcję polskiej opinii publicznej. Dopiero jednak przeczytawszy to co w nr. 189 p.t „Hobby p. Studnickiego” napisał p. Zygmunt Nowakowski, przekonałem się, że t.zw. rozdzieranie szat nie jest tylko objawem powszechnej pustoty, lecz przeszło w rodzaju narodowego hobby, czyli czegoś, co przed poznaniem języka angielskiego powszechnie zwano u nas – manią, maniactwem, w jego najbardziej przykrej postaci, bo zdradzającej skrajnie totalitarne upodobania do narzucania go wszystkim.

Tym razem poszło o to, że prof. Władysław Studnicki zgłosił się na świadka obrony w procesie von Mansteina. Streszczę echa tego wystąpienia:

„Dziennik Polski” zaatakował prof. Studnickiego w formie, nazwijmy ją gwałtownej. Ale „Dziennik Polski” jest pismem na wskroś politycznym, reprezentującym stanowisko diametralnie przeciwne temu jakie zajmuje Studnicki. Zresztą spór o to, czy możemy szukać sojusznika w jednym z naszych wielkich sąsiadów przeciwko drugiemu sąsiadowi, a jeżeli tak, którego wybrać, jest u nas sporem politycznym zadawnionym. Studnicki od sześćdziesięciu lat do dnia dzisiejszego twierdzi, że należy szukać oparcia w Niemczech przeciwko Rosji, co też wyjaśnił w liście do „Dziennika”, tłumacząc że jego wystąpienie na procesie von Mansteina jest niejako konsekwentną funkcją tego stanowiska. „Dziennik Polski” nie zgadza się z poglądem Studnickiego i jakkolwiek osobiście miałbym duże zastrzeżenia co do formy, w jakiej zwalcza zarówno stanowisko jak osobę prof. Studnickiego, sam fakt, a nawet gwałtowność zwalczania, nie może nikogo zaskoczyć.

Inaczej rzecz się ma ze wspomnianym artykułem p. Nowakowskiego. Strona polityczna zagadnienia zdaje się go mniej interesować, bardziej natomiast narodowo-moralizatorska, a to co napisał budzi już nie tylko zastrzeżenia, ale wydaje mi się wręcz przygnębiające.

Należę do osób, które nie podzielają większości poglądów prof. Studnickiego. Rusofobia jego wydaje mi się zbyt przesadna; program w stosunku do narodów, będących wspólnikami naszej przeszłości (i oby przyszłości!), a zwłaszcza do Ukraińców, jest wręcz wrogi temu, który wyznaję; nie zgadzam się też, ze mogliśmy uniknąć wojny z Hitlerem, który chciał wojny i który wojnę nam narzucił; gdybym miał dawniej do wyboru, wolałbym iść z Rosją przeciw Niemcom, a nie odwrotnie; natomiast wolałbym zawsze iść z Niemcami przeciw bolszewikom, jako wrogowi stokroć niebezpieczniejszemu i niejako nadrzędnemu. To też w poszukiwaniu sojuszników przeciw temu wrogowi, zgadzam się z prof. Studnickim, że dążenie do porozumienia z Niemcami na tej płaszczyźnie byłoby raczej wskazane. Zakładam, że p. Nowakowski nie zgadza się ani w jednym punkcie z prof. Studnickim. Napisał jednak o nim w sposób, który nie jest już nawet próbą podeptania przeciwnika politycznego; porównałbym to do najbardziej ponurej w swej formie próby podeptania człowieka jako takiego, co powinno wzbudzać odruchowy protest, niezależnie od tego, że człowiek ten ma poza sobą 60 lat pracy politycznej i jest autorem kilkudziesięciu dzieł.

Ale za co?!

Za to, że prof. Studnicki ośmielił się uczynić gest rycerski w stosunku do powalonego wroga. W chwili gdy dwa miliony „przyjaciół polsko – radzieckich” płaszczy się „ze względów taktycznych”, gdy najwięksi współcześni poeci polscy, Julian Tuwim i K. I. Gałczyński, liżą buty Stalina z takim smakiem, z jakim lizał ostatni tylko hitlerowiec buty bądź co bądź swego Führera, gdy dziesiątki i setki innych literatów, uczonych, artystów polskich „dla zachowania substancji biologicznej narodu” pławi się w najwiernopoddańszych ukłonach i gestach w stosunku do wroga, który zwyciężył nas bez wojny, na gest prawdziwie rycerski w stosunku do wroga zwyciężonego i zmiażdżonego zdobywa się jedyny prof. Studnicki. Niestety, odprawa, której się za to doczekał, służyć może za miarę tego poziomu, do którego spadła dziś nasza wielka legenda rycerska.

Taka wydaje się prawda merytoryczna całego incydentu. Von Manstein był wrogiem i był generałem armii, która prowadziła z nami wojnę; armia została pobita, wojna od pięciu lat skończona, a generał, nb. jeden z najwybitniejszych żołnierzy ostatniej wojny, znalazł się w więzieniu. Co do mnie, wychowywałem się w innych tradycjach obyczajów wojennych, ale nawet stosując najnowsze obyczaje, polegające na tym że pobici generałowie odpowiadają przed sądami zwycięzców, o słuszności zarzucanych Mansteinowi zbrodni zawyrokuje dopiero sąd, który choć angielski, wzbudzać zdaje się trochę więcej zaufania niż na rozkaz sowiecki zmobilizowani przez Bezpiekę świadkowie. Gest prof. Studnickiego w każdym tedy wypadku i pomijając jego słuszną czy niesłuszną treść polityczną, zasługuje na szacunek, choćby przez swoją symbolikę, nawet gdyby personalnie okazał się nietrafny. Jestem poza tym głęboko przekonany, że gdyby postępek prof. Studnickiego nabrał rozgłosu, zjednać by nam mógł po tej stronie żelaznej kurtyny o wiele więcej sympatii niż dziesięć płaczliwych broszur, dlatego że jest postępkiem męskim.

Wskazując różne cechy charakteru, p. Nowakowski zapomniał o najbardziej prof. Studnickiemu właściwej – o jego nieugiętej odwadze osobistej. A nie bać się, to już bardzo dużo. Nie bać się ani przeciwników politycznych, ani dyktatorów, ani gawiedzi. Nie bać się, to znaczy spojrzeć z dumą z najdłuższej, chociażby osiemdziesięciotrzyletniej perspektywy życia, że się nigdy i przed nikim nie pełzało na brzuchu.

Józef Mackiewicz.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Close