Obiit poeta

Od czasu powrotu do Polski „ludowej” „obiit” poeta Julian Tuwim, „natus est” płaski i płaszczący się pochlebca i przypochlebca, rządowy sykofant i nadworny beniaminek. Toteż zgon Stalina uczcił Tuwim nie wierszem, ale prozą p.t. „Potęga, której nic nie złamie” w tygodniku „Przekrój”. „Wielka jest nasza ziemia (Wielika nasza zjemlia)”, – po Nestorowemu i z moskiewska zaczyna Tuwim, – a nie ma na niej, jak długa i szeroka, takiego kilometra kwadratowego przestrzeni, na której ludzie nie opłakiwaliby śmierci ukochanego swego brata, obrońcy, nauczyciela, prawodawcy sumień – Józefa Stalina”.

Wszystko w tym zdaniu jest łgarstwem, bo wiadomo że nie ma „takiego kilometra kwadratowego przestrzeni, na którym ludzie nie szaleliby z radości z powodu śmierci swego znienawidzonego wroga, kata, ciemięzcy, deprawatora sumień – Józefa Stalina”. Tuwim wie o tym najlepiej i wie także że i sam po Stalinie łez nie przelewał.

W całej enuncjacji Tuwima nie ma ani jednego słowa które by coś znaczyło – wszystko tonie w w najbardziej wytartych, wyleniałych, wybrakowanych frazesach, a co najbardziej w tych frazesach uderza, to zdumiewająca nieporadność pisarska Tuwima, który za dawnych (faszystowskich) czasów władał przecież po mistrzowsku nie tylko wierszem ale i prozą. „Tak [?]. Ugodził w nas cios. Straszny cios” – skamle nieszczerze Tuwim. Cóż zrobić z tym ciosem? – zapytuje. A no, „my ten wielki cios przetworzymy w jeszcze większy bodziec do pracy, walki, hartu, wytrwałości”. Ów „cios” przetworzony w „bodziec” zostałby na pewno przez Tuwima jako redaktora „Camery obscury” w „Wiadomościach Literackich” ukoronowany nagrodą w wysokości 25 rzetelnych (faszystowskich) złotych.

Trzeba przyznać że rdzenni „klerkowie” sowieccy bardziej się wysilali. Wołali że poeci nie mają dość pereł by uczić Stalina, twierdzili że Stalin jest czystszy i przezroczystszy niż wody Bajkału, porównywali Stalina do wspaniałego ogrodu pełnego wonnych owoców, dowodzili że kiedy Stalin się zjawia mrok na ziemi się rozprasza, widzieli w Stalinie słońce odbite w milionie serc, podnosili że w słowie Stalin mieści się wszystko: partia, ojczyzna, życie, miłość, nieśmiertelność, zapewniali że Stalin jest silniejszy niż lew, przenikliwszy niż sokół, bardziej wzniosły niż sfery niebiesie, i że świeci bardziej niż najświetniejsze diamenty, a jeden oświadczył że zemdlał (ze wzruszenia) kiedy po raz pierwszy ujrzał Stalina.

Być może, nadejdzie dzień kiedy Tuwim zemdleje (ze strachu) przypomniawszy sobie to co o Stalinie napisał.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close