Odpowiedzialność za wywołanie drugiej wojny światowej

Sprawa odpowiedzialności Niemiec za wywołanie drugiej wojny światowej jest tak oślepiająco jasna że nikt, nawet w Niemczech, nie próbuje zaprzeczać. W niemieckiej literaturze historyczno-pamiętnikarskiej na temat drugiej wojny światowej próbuje się oczywiście tę odpowiedzialność ograniczyć do samego Hitlera, a nawet usiłuje się ją pomniejszyć bałamuctwami o „polskim bezprawiu” wobec niemieckiej mniejszości narodowej. Ale płonne to wysiłki. Nic lepiej nie charakteryzuje istoty polityki Trzeciej Rzeszy i jej Führera niż dzieje pięciu i pół miesięcy dzielących zajęcie Pragi od napaści na Polskę. Na ten właśnie temat ukazała się naprzód po niemiecku, a następnie w przekładzie angielskim, książka Walthera Hofera, Szwajcara rodem, wykładającego dzieje nowożytne na wolnej wszechnicy w zachodnim Berlinie*). Hofer napisał studium na ogół bezstronne, krótkie, przejrzyste, będące – jak dotychczas – najlepszym wykładem tych tragicznych miesięcy.

Charakteryzując politykę brytyjską w omawianym okresie, Hofer słusznie stwierdza że dopiero zbrojne zajęcie Pragi i rozbicie kadłubowej Czechosłowacji otworzyło oczy tym wszystkim w Londynie, którzy jeszcze się łudzili że Hitlerowi zależało na włączeniu w ramy Wielkiej Rzeszy jedynie tych ziem pogranicznych, gdzie ludność niemiecka była w większości. Brytyjska polityka „appeasment”u zakończyła się bankructwem, bo rozwiały się rachuby na współistnienie z Trzecią Rzeszą na ułożonych z góry warunkach. Hitler chciał oczywiście uniknąć wojny na dwa fronty, wobec tego jedyną nadzieją utrzymania pokoju było „osaczyć żarłoczną dziką bestię”. Zrodziła się myśl gwarancji brytyjskiej dla Polski. Nie oznaczało to, zdaniem Hofera, jakoby rząd brytyjski postanowił, że granica polsko-niemiecka była ostateczna, ale jej rewizja mogłaby nastąpić tylko w wyniku dobrowolnych rokowań między stronami zainteresowanymi. Nie to, rzecz jasna, było celem Hitlera. Marząc o bezmiernym „Lebensraum”ie na wschodzie, wiedział, że celu tego nie uskuteczni bez zmiażdżenia Polski. W kwietniu 1939 jednostronna gwarancja brytyjska dla Polski została przekształcona w dwustronny układ wzajemnej pomocy. „Czego od chwili zawarcia traktatu wersalskiego nie zdołała osiągnąć dyplomacja francuska, tego w ciągu kilkunastu dni dokonał Hitler. Wielka Brytania nie tylko podtrzymała francuski system sojuszów we wschodniej i południowo-wschodniej Europie, ale nawet poszła dalej, tak że Francuzi musieli teraz za nią podążać, aby dotrzymać swoich zobowiązań”.

Starając się sprawiedliwie rozdzielać światła i cienie, Hofer krytycznie ocenia polską politykę zagraniczną „lawirowania między Niemcami a Związkiem Sowieckim, nieprowokowania jednego sąsiada przez wiązanie się z drugim”. Zdaniem Hofera koncepcja Becka (powinien by raczej napisać marszałka Piłsudskiego) opierała się na przekonaniu że dwu potężnych sąsiadów Polski dzieli trwały konflikt ideologiczny, a także że w interesie samych Niemiec leżało utrzymanie państwa polskiego. Hofer nie zaprzecza, że w swej istocie takie rozumowanie było rozsądne, ale dodaje, że „nie było zgodne z rzeczywistością, a rzeczywistością był Hitler”. Autor powiada: „Wielkim błędem Becka było, że fałszywie ocenił Hitlera i jego zamiary. To ostatecznie spowodowało ruinę jego polityki. W dodatku lekkomyślnie przecenił siły własne oraz rolę, jaką Polska mogła odegrać w systemie europejskim; niewybaczalne było również jego niedocenienie sił Rosji i Niemiec”.

Ale w świetle dalszych wywodów Hofera – no i samej historii – ta krytyka polskiej polityki zagranicznej brzmi nieprzekonywająco. Hofer słusznie stwierdza że „mocny wschodni front przeciwniemiecki był nie do pomyślenia bez Związku Sowieckiego”. Aby taki front powstał, trzeba było jednak dobrej woli Moskwy, oraz jej gotowości do wojowania z Niemcami w r. 1939. W celu zbudowania takiego frontu Wielka Brytania i Francja nawiązały jawne rokowania ze Związkiem Sowieckim. Ale równocześnie z inicjatywy Moskwy rozpoczęły się tajne rokowania sowiecko-niemieckie. Stalin wolał się związać z Hitlerem, albowiem na podstawie tajnego protokółu do traktatu rzekomej „nie-agresji” z 23 sierpnia 1939, zyskiwał ogromne obszary niemal bez wystrzału. Hitler zapłacił tę wielką cenę aby się upewnić, że zniszczenie państwa polskiego będzie operacją szybką, która nie wywoła wojny na dwa fronty. Był bowiem przekonany że neutralizując Związek Sowiecki sparaliżuje wolę mocarstw zachodnich i zmusi je do niewykonania ich zobowiązań sojuszniczych wobec Polski. Aczkolwiek układ ze Stalinem mógł sugerować, że Hitler porzuca swe plany wschodnie wyłożone w „Mein Kampf”, to jednak – zdaniem Hofera – cały dostępny materiał historyczny wykazuje że w rzeczywistości Hitler nie wierzył w trwałość swego układu ze Związkiem Sowieckim. Odkładał tylko zbrojną z nim rozprawę na później.

A czy Stalin wierzył w trwałość układu podpisanego przez Mołotowa i Ribbentropa? „Arcana imperii” Związku Sowieckiego można tylko odgadywać na podstawie źródeł nie-sowieckich, bo sowieckie nie ujrzały światła dziennego. Mając do wyboru sojusz z demokracjami przeciw „faszyzmowi” albo sojusz z „faszyzmem” przeciw demokracjom, Stalin wybrał ten drugi. Zdaniem Stalina interes państwa sowieckiego był ważniejszy od komunistycznej ideologii. Sowieckie obawy jakoby Wielka Brytania gotowa była „przyglądać się biernie hitlerowskim podbojom w Europie” były niezgodne z prawdą, toteż autor krytycznie się odnosi do tych pisarzy Zachodu, którzy „przywiązują zbytnią wagę do sowieckiego powątpiewania o szczerości mocarstw zachodnich”. Stają się oni „mimowolnymi ofiarami propagandy sowieckiej”. Hofer jest przekonany, że wysunięte 14 sierpnia przez Worosziłowa żądanie okupacji Wilna i Lwowa przez wojska sowieckie miało na celu „zerwanie rokowań z mocarstwami zachodnimi” albowiem układ z Hitlerem już dojrzewał.

Nie można wszelako analizować polityki sowieckiej w oderwaniu od komunistycznej ideologii. To co w sierpniu wyglądało na zdradę rewolucji światowej, w rozumieniu Stalina było posunięciem tę rewolucję przyśpieszającym. Wywołanie drugiej wojny światowej między „imperialistami” z zachowaniem neutralności Związku Sowieckiego miało w ostatecznej konsekwencji położyć kres „kapitalistycznemu osaczeniu”. Mocarstwa zachodnie chciały utrzymać pokój – Hitler chciał wojny. Mocarstwa zachodnie Związkowi Sowieckiemu nie zagrażały – Trzeciej Rzeszy Stalin się lękał. „Ostrożna polityka rewolucji światowej – pisze Hofer – powinna była zachęcać imperialistów do wzajemnego osłabiania się, aby Związek Sowiecki mógł wzrosnąć na siłach oraz interweniować we właściwej chwili w celu przyśpieszenia rewolucji”. Aczkolwiek i Stalin się w swych rachubach pomylił, bo Hitler napadł na Związek Sowiecki już w dwadzieścia miesięcy po kremlińskim układzie, to jednak „fakt że potęga Związku Sowieckiego rozciąga się dziś na Europę środkową jest historycznym skutkiem tajnego układu niemiecko-sowieckiego z 23 sierpnia 1939″. Tak wnioskuje Hofer, ale w tej perspektywie polskie omyłki w ocenie ogólnego położenia bardzo maleją, a ich krytyka mija się z celem. Nie można mieć pretensji do muru że pękł gdy ziemia się zatrzęsła.

*

W teorii, skoro siły własne Polski nie wystarczały aby stawić czoło jednocześnie obu sąsiadom, należałoby się związać z jednym przeciw drugiemu.

Przymierze ze Związkiem Sowieckim groziło nie tylko utratą ziem wschodnich, ale także utratą niepodległości politycznej. Państwo sowieckie jest – jak to się dziś mówi -państwem „nowego typu”, które nie tylko nie mogło się zobowiązać do obrony niepodległości Polski wraz z jej ustrojem, ale które musiało dążyć do obalenia tego ustroju i zastąpienia go ustrojem „nowego typu”, czego ubocznym produktem musiało być zwiększenie zaludnienia sowieckich łagrów przez tych Polaków, którzy byli elitą państwa „starego typu”. Jak się można dziwić że poza komunistami – a tych było bardzo mało – nikt w Polsce takiego „przymierza” nie chciał. Było wielu odpowiedzialnych Polaków, którzy byliby gotowi na przymierze przeciwniemieckie z państwem o narodowych interesach rosyjskich, ale takiego państwa nie było. Był Związek Sowiecki, „baza” rewolucji światowej. Polska i Z.S.R.S. to były dwa różne światy, jak morze i ląd. Żyją Holendrzy poniżej poziomu morza, ale jedyną formą ich z morzem sojuszu jest wał ochronny.

Przymierze z Niemcami? Z tej strony morze niemieckie porobiło już w ciągu wieków ogromne wyrwy w lądach polskim, czeskim i słoweńskim. Trzeba było temu położyć kres. A tymczasem pierwszym warunkiem sojuszu z Niemcami byłyby dalsze i szczególnie bolesne wyrwy na zachodzie. Jednocześnie Hitler namawiał Polskę do wspólnego marszu na Moskwę. Wojskowo, być może, miałoby to zgubne skutki dla „bazy”, ale jak wyglądałaby Europa po „wspólnym” zwycięstwie? Byłaby to Europa nie tylko niemiecka, ale Europa „nazistowska”, Europa łotrowska. „Sprzymierzyliśmy się z łotrami” napisał hr. Teleki, ówczesny premier węgierski, do regenta Horthy’ego w kwietniu 1941 i na znak protestu – on, wierzący katolik – popełnił samobójstwo.

Przebywałem sześć lat w „nazistowskim” Berlinie, pięć razy miałem sposobność nie tyle rozmawiania z Hitlerem ile słuchania jego monologów. Patrząc się w jego szklane oczy zawsze myślałem że to co on do Polaków mówi jest tylko podstępem. Nie można było mieć najmniejszego zaufania do Trzeciej Rzeszy. W razie „wspólnego” z nią zwycięstwa naród polski w najlepszym wypadku byłby znów dalej odsunięty od swych rodzimych ziem piastowskich, byłby pchnięty dalej na wschód, na ziemie innych narodów słowiańskich i niesłowiańskich. Jesienią 1938 rozmawiałem w Budapeszcie z redaktorem „Berliner Börsen-Zeitung”. Gdy przypomniałem mu ustęp jednej z mów Hitlera (że trzydziestomilionowy naród polski musi mieć zapewniony dostęp do morza) usłyszałem cyniczną odpowiedź:

Warum nicht in Libau? Dort sind Sie erwartet!

Czy Polacy przeceniali siły własne, nie doceniając sił sąsiadów? Być może, ale to w niczym nie zmieniało sytuacji. W maju 1939 marszałek Śmigły-Rydz zapytał mnie jak oceniam położenie z mego berlińskiego posterunku.

– Hitler chce wojny – odpowiedziałem. – Ma ogromną przewagę w powietrzu i w broni pancernej…

Tu się zawahałem.

– No śmiało, panie redaktorze, – rzekł marszałek niemal po ojcowsku, – niech pan myśli dokończy.

– Panie marszałku, – rzekłem, – obawiam się że Francuzi nie wyjdą z linii Maginot, że niemieckie lotnictwo zdezorganizuje nam tyły a niemieckie dywizje pancerne nas rozjadą.

Marszałek nie skarcił mię za taką śmiałość. Uśmiechnął się tylko dobrotliwie i rzekł:

Panie redaktorze, niech pan będzie dobrej myśli. Jeśliby Hitler wojnę rozpętał, będzie musiał od razu bić się na dwa fronty i wojnę tę przegra!

W kilka dni później rozmawiałem z gen. Tadeuszem Kutrzebą i powtórzyłem mu swą rozmowę ze Śmigłym. Kutrzeba powiedział:

– Nie stać nas na tyle czołgów i samolotów ile mają Niemcy. Bić się musimy tanio, ale w decydującej bitwie, jaką Niemcom wydamy, ich krew poleje się potokami. Ta z nimi rozprawa jest, być może, koniecznością historyczną. Dopiero po takiej rozprawie Niemcy nauczą się nas szanować i naszych granic nie ruszać. Przecież oni do dziś dnia są zdania że niepodległość Polski jest tylko wypadkową szczęśliwego dla nas zbiegu okoliczności.

W r. 1945 spotkałem znów gen. Kutrzebę w Londynie, gdy przybył tu z niewoli niemieckiej. Przypomniałem mu naszą rozmowę w Warszawie.

– Niestety, – zauważył, – ze względów bardziej uczuciowych niż wojskowych rozrzuciliśmy nasze dywizje wzdłuż całej granicy niemieckiej. Niemcy nam front posiekali a prawdziwej bitwy nie zdołaliśmy im wydać.

Latem 1939 Polska znalazła się w sytuacji, z której były tylko dwa wyjścia: albo się Niemcom poddać, albo się z nimi bić. Tamto wyłączała jednomyślna postawa całego narodu. Znaliśmy Niemców, przejrzeliśmy istotę hitleryzmu. Niemcy zawsze uważali, że ten czy inny bożek germański wyznaczył im misję niesienia „kultury” na wschód. Hitler zbudował na tych zachciankach i tęsknotach doktrynę ludobójstwa. To był nowoczesny germański Dżengis-chanek czy Timurek, który dostał się do władzy nie tyle dzięki własnemu geniuszowi ile przez głupotę pruskich junkrów mających stanowiska w armii, w polityce, w dyplomacji i w przemyśle. Traktowali oni hitlerowską zgraję z pogardą, ale dopuścili ją do władzy łudząc się że ją zdołają wziąć w cugle. W Hitlerze widzieli przydatne narzędzie utrzymania w karbach mas robotniczych, propagandy patriotycznej wśród tych mas, oraz szybkiego dozbrojenia. Było im to potrzebne dla ich „małej” ekspansji terytorialnej – „małej” w tym sensie, że obliczonej tylko na „Anschluss” Austrii oraz na okrojenie Polski i Czechosłowacji. Ody Hitler dostał się do władzy, dynamizm jego ruchu szybko zniósł wszelkie hamulce, w jakie niemieccy konserwatyści próbowali zaopatrzyć rydwan Trzeciej Rzeszy. Epigoni niemieckiej reakcji i militaryzmu pchnęli swój naród na równię pochyłą, na której nie było innego zatrzymania niż zamach stanu dokonany przez armię przeciw Hitlerowi. Na to generałowie się nie zdobyli. Większość uważała, że z Hitlerem można było rozbić Polskę, a obalenie Hitlera oznaczałoby utrzymanie tego co pozostało z wersalskiego ładu. Wahali się między troską o losy Niemiec a rozbojem na Wschodzie. Wybrali rozbój, a wynikiem tego jest obecna mapa Europy. Z Europy wschodniej i południowo-wschodniej odpłynęło za Odrę, Nysę i za Czeski Las 13 milionów Niemców. Pozostały niemiecki obszar narodowościowy został podzielony na trzy państwa: Republikę Związkową, Republikę Demokratyczną i Austrię. Saary nie liczę, bo jej obecny statut jest tymczasowy a jej powrót do Republiki Związkowej wydaje się nieunikniony.

*

Hofer nie wykracza w swym wykładzie poza datę 3 września 1939, ale powyższe przypomnienia były konieczne by wykazać nierzeczowość jego krytycznych uwag o polityce polskiej. Sam zresztą dochodzi do wniosku, że „państwo polskie nie miało innego wyboru niż stawić opór i bić się”.

Ważny także jest rozdział książki Hofera o stosunkach polsko-francuskich. Autor przypomina, że na podstawie tajnej umowy wojskowej, będącej tajnym dodatkiem do układu politycznego z 19 lutego 1921, Francja i Polska, na wypadek napaści niemieckiej na jedną ze stron, zobowiązały się „przyjść sobie ze skuteczną i szybką pomocą i działać razem (de se prêter un concours efficace et d’agir en commun)”. Wiosną 1939, po układzie brytyjsko-polskim o wzajemnej pomocy, trzeba było te zobowiązania sprecyzować. 19 maja 1939 podpisano w Paryżu szczegółową konwencję wojskową, w której, na wypadek napaści niemieckiej, Francja zobowiązała się że „rozpocznie automatycznie działania swych różnych sił zbrojnych (déclenchera automatiquement une action de ses diverses forces armées)”. Ale już wkrótce po zawarciu konwencji gen. Gamelin napisał do gen. Tadeusza Kasprzyckiego, że wykonanie zobowiązań wojskowych zależy od zawarcia nowego układu politycznego. Ten, jak wiadomo, podpisano dopiero 4 września 1939; zobowiązań wojskowych nigdy Francja nie wykonała.

Minister spraw zagranicznych w gabinecie Daladiera Bonnet do ostatniej chwili usiłował załatwić „pokojowo” – czyli po monachijsku -niemieckie pretensje do Polski. Sławetne warunki, które Ribbentrop odczytał Hendersonowi o północy z 30 na 31 sierpnia, przewidywały nie tylko powrót Gdańska do Rzeszy, ale także „plebiscyt” na Pomorzu, który Polska musiałaby przegrać. Projektowany bowiem obszar plebiscytowy miał być natychmiast opróżniony przez polskie wojsko, policję i administrację i zajęty przez Niemców, a do głosowania mieli być uprawnieni tylko ci, co tam mieszkali 1 stycznia 1918! Plebiscyt miałby się odbyć na bliżej nieokreślonym obszarze. Jedyną w tym względzie wskazówką było to co Göring powiedział tej samej nocy Dahlerusowi, a mianowicie że Hitler „rezygnował” z dużej części województwa pomorskiego leżącej na prawym brzegu Wisły i „zadowalał” się linią Grudziądz-Chełmno-Bydgoszcz-Piła. Dodajmy w nawiasie że Dahlerus, szwedzki błędny rycerz dobrej woli, sam doszedł w końcu do wniosku że Hitler go oszukiwał i że „jedyną szansą utrzymania pokoju było usunięcie tego człowieka nie będącego przy zdrowych zmysłach”.

Hofer podkreśla z naciskiem „chwiejność” i „niepewność” polityki francuskiej nie tylko w omawianym przezeń okresie ale już od r. 1933. W lutym 1933, kiedy zlikwidowanie Hitlera było zadaniem bardzo łatwym, Francja odrzuciła dyskretne na ten temat sugestie marszałka Piłsudskiego. Nie wspomina o tym Hofer, bo nie ma o tym epizodzie żadnego ogłoszonego dokumentu dyplomatycznego. Jak wiadomo, gdy chodziło o sprawy szczególnej wagi, Piłsudski nie posługiwał się drogą dyplomatyczną, woląc w takich wypadkach wysyłać swych osobistych emisariuszy. Można się było z Hitlerem stosunkowo łatwo uporać jeszcze w marcu 1936, kiedy – łamiąc traktat wersalski i układy locareńskie -obsadził wojskowo Nadrenię. Był to casus belli przewidziany w obu traktatach. Francja mogła liczyć na Polskę, ale francuscy mężowie stanu -jeśli takim mianem można obdarzyć pp. Alberta Sarraut i Flandina, premiera i ministra spraw zagranicznych – po prostu stchórzyli. Tłumaczyli się potem że Wielka Brytania nie chciała maszerować, no i że nie mieli zaufania do Becka. Wystarczyłoby dać rozkaz wojskom francuskim wkroczenia do Nadrenii, oraz wezwać Polskę do wykonania swych zobowiązań sojuszniczych. Ten dziejowy błąd polityki francuskiej zdecydował właściwie o dalszych wypadkach. We wrześniu 1938 Francuzi nie chcieli „umierać za Pragę”, a w rok później nie chcieli „umierać za Gdańsk”. Gdyby chodziło tylko o Gdańsk, to istotnie nie warto było zań umierać ani Francuzom ani Polakom. Chodziło przecież o coś ważniejszego. Chodziło o niepodległość Polski, chodziło o honor i mocarstwowe stanowisko Francji. W początkach września cała niemal armia niemiecka była związana na froncie polskim. Francuzi mogli bez wielkich ofiar zająć linię Renu. Nawet zakładając, że ta operacja nie uratowałaby Polski od tymczasowego podboju, jakże inaczej wyglądałyby szanse późniejszej ofensywy niemieckiej na zachodzie!

Kazimierz Smogorzewski.

——
*) War Premeditated 1939. Walther Hofer. Translated by Stanley Godman. The original German edition was published… under the title „Die Entfesselung des zweiten Weltkrieges”. Londyn, Thames and Hudson, 1955; str. 227 i 1nl.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close