„Ojczysto pisz”

„Jeden tylko wpływ na Tobie wywarłem, – nauczyłem Cię pysznie pisać po polsku…” – wyznawał Zygmunt Krasiński w listach do Delfiny Potockiej.

Ślady tych lekcji zachowały się w j ego olśniewającej korespondencjii. Chwaląc Delfinę za „dar ślicznego spolszczania myśli” swoich, podnosząc: „czysto nadzwyczajnie i poważnie piszesz po polsku…”, zastrzegając się że „żadnej innej myłki i Kopczyński sam by nie odkrył”, wytyka jej takie uchybienia, jak „używam cudzy język”, „w wyspie byli”, zapominanie o „znaczku maleńkim” przy „Cie”, „pisze”, „błogosławie”, „całuje”, za to dodawanie „t” w „kącie” (więc „kątcie”) a chociaż „bardzo logicznie go postawiłaś… w tej genealogii deklinacyjnej ów pradziad t zupełnie ginie i zapomniany jest”.

Równie pilnie dba Krasiński o poprawne wysławianie się swoich dzieci, więc przede wszystkim pierworodnego Władzia. Obok rzeczy tak elementarnych, jak wskazywanie błędów ortograficznych („z wierzy”, „papierzy” – nazwane dowcipnie „kacerstwem ortograficznym”) i pospolitych potknięć się („poszłem”, „doszłem”) czy zaleceń używania słów o brzmieniu polskim, jak „przejażdżka” lub „przechadzka” zamiast „spacer”, albo „widnokrąg” zamiast „horyzont”, i należytego przestankowania („o kommach nie zapominaj, bo one wiele znaczą; bez nich sensu nie dopatrzeć się…”), znajdujemy w listach Krasińskiego subtelne uwagi językowe, z których wiele nic nie straciło na aktualności, że wymienimy roztrząsania na temat słowa „chwalebny”, czyli „zasługujący na pochwałę” ale nigdy nie „zasługujący na chwałę”.

Czytamy: „Piszesz mi: „gdyż w onczas były mi one listy raczej smutku niż radości przyczyną wiedząc że one zdrowiu kochanego papy szkodą”. Wiedząc oczywiście chciałeś odnieść do siebie – tymczasem ono do listów się odnosi, jeśli to polszczyzna a nie francuszczyzna. Kolosalny to błąd, jedne z galicyzmów najczęściej zarażających mowę polską – nadewszystko się jego strzeż. Trzeba wiedząc koniecznie z mi zgodzić i napisać: „Gdyż w onczas byłyby one listy raczej smutku niż radości przyczyną, mnie wiedzącemu że one” i t.d., i t.d. Albo: „Gdyż wiedząc że one listy szkodzą papie, raczej bym smutku niż radości z nich doznawał”. Wiedząc tu zgadza się z doznawał, i znów jest po polsku”.

„Nie pisz: „nim w oceanie, większych sił będę czerpał” – postaw: zaczerpnę albo: zacznę czerpać – bo z negacyą musi albo być dokonane słowo, albo stopniowane przeprowadzenie rzeczy za pomocą słowa: zacząć”.

„Piszesz: ,,Jedna rzecz nam tylko brakuje do szczęścia”. Zmiłuj się! wstydem mnie okrywasz, żem cię tak licho po polsku wyuczył! „Jednej rzeczy nam tylko braknie”, albo i lepiej, brak. Brakuje bowiem, choć, go używają tak, raczej znaczy wybieranie śród koni i bydła sztuk zdrowszych a odrzucanie starszych i chorszych. Brak i brakuje wiecznie drugim rządzą przypadkiem. Uważaj i trzymaj się ojczystego języka; ojczysto pisz”.

Jak w jednym z najpiękniejszych wierszy Mickiewicza „Gdy tu mój trup” druga strofa zaczyna się od potwornego rusycyzmu: „Jest u mnie kraj, ojczyzna myśli mojej…”, tak samo „Nie-boską komedię” szpeci potworny galicyzm: „Już jej nic niema – umarła”.

Stanowi to dowód że nawet pisarz tak dbający o poprawność języka, jak Krasiński, może paść ofiarą przepisania się, pośpiechu lub niedopatrzenia. I nie byłoby nic złego gdyby mu na ten błąd zwrócono uwagę jeżeli przed oddaniem do druku „Nie-boska komedia” znalazła się w czyichś powołanych choć skromnych rękach. W drugiej połowie XIX w. redakcje i wydawnictwa polskie roiły się od sympatycznych maniaków, którzy stali murem na straży zawołania „ojczysto pisz”, wielki Żeromski nawoływał do ustawicznego wzajemnego poprawiania się, podczas gdy dzisiaj jesteśmy świadkami wzmagania się zastępu tych, którzy uważają że cokolwiek spadło z ich pióra, „vernünftig ist”, a raczej „święte jest”, i którzy skłonni są do utożsamiania prawa pisarza do własnego stylu z prawem pisarza do własnej gramatyki. Stylów jest tyle ilu pisarzy godnych tego miana, ale gramatyka jest totalna a urocze prowincjonalizmy nie mają nic wspólnego z zaśmiecaniem języka np. rusycyzmami, które już w rosyjskim były germanizmami, w rodzaju „buterbrodów” (na oznaczenie kanapek), wywodzących się z niemieckich „Butterbrod”ów poprzez rosyjskie „butierbrody”, ohydnych nie tylko pod względem językowym ale także z powodu swoich brodatych reminiscencji. Nikomu przy zdrowych zmysłach nie przyjdzie do głowy oczyszczanie języka Nowaczyńskiego ze słów cudzoziemskich, ponieważ właściwością Nowaczyńskiego był styl makaroniczny, ale nie jest żadną obrazą majestatu pisarskiego zmniejszenie w normalnym szkicu publicystycznym do należytych rozmiarów abstynencji, adaptacji, audycji, ekspansji, enuncjacji, ewidencji, fuzji, ingerencji, koncepcji, konsternacji, kontaktów, postulatów, problemów, resortów, stabilizacji, sukcesów, supozycji i t.p.

Boy głosił prawo pisarza do indywidualnego przestankowania, „do przecinka”. Słusznie, ale nawet przecinek musi być na swoim miejscu.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close