„Ostatni niedźwiedź Piłsudskiego”*

W düsseldorfskim tygodniku niemieckim „Die neue Post” z 10 września b r. ukazała się bzdura zupełnie niesamowita, bijąca rekordy munchhausenowskich opowiadań myśliwskich. Zresztą i ta rzecz związana jest z polowaniem. Nosi tytuł „Ostatni niedźwiedź Piłsudskiego (Pilsudskis letzter Bär)”. Autorem jest dziennikarz nazwiskiem Hermann Koppel.

Koppel opowiada że na pół roku przed śmiercią Piłsudskiego przybył do Warszawy. Kancelaria Marszałka robiła mu nadzieje na uzyskanie wywiadu, ale podkreślała że nastroje Piłsudskiego są tak zmienne, iż nic nie może gwarantować. Zarówno służba jak adiutanci i nawet lekarze drżeli przed Piłsudskim jak przed tyranem, ale godzili się na wszystko, zdając sobie sprawę, że tylko „fanatyczna wola” utrzymuje przy życiu to opanowane już przez śmierć ciało.

W chwili kiedy Koppel zgłosił się do kancelarii na wyznaczone spotkanie, dowiedział się że Piłsudski zapałał nagle chęcią zastrzelenia niedźwiedzia i przerwawszy raport Beckowi, udał się do mieszkania by się przebrać. Polowanie musiało odbyć się natychmiast, bo Marszałek łatwo wpadał w zły humor, a wtedy nawet „szpicruta odgrywała pewną rolę”.

Okazało się, że Koppel jest myśliwym, to też otrzymał on zaproszenie na polowanie. Piłsudski – ku niezadowoleniu otoczenia – lubił przebywać w towarzystwie mieszanym, nic więc dziwnego że uczestnicy polowania rekrutowali się z różnych warstw: było tam trzech cudzoziemskich dziennikarzy, dwóch dyplomatów, dwóch wojskowych, w tym Sikorski, dwóch przemysłowców i dwóch strzelców. Potem przybyli Beck i Śmigły – Rydz.

Polowanie rozpoczęło się od śniadania i od wódki, którą Piłsudski usiłował zagłuszyć swoje cierpienia. Kiedy doniesiono o pojawieniu się niedźwiedzi, Piłsudski lekko się zataczał, ale półgodzinny marsz na mrozie wytrzeźwił wszystkich. W pewnej chwili rozległy się dwa strzały a nieco potem rozdzierający krzyk i wołanie o pomoc. Okazało się że postrzelony niedźwiedź zaatakował naganiacza i zmiażdżył mu rękę. Ranny z trudem uszedł śmiertelnego uścisku rozjuszonego zwierza. Na szczęście, scenę obserwował z bliska Piłsudski, odciągnął uwagę niedźwiedzia i starym myśliwskim zwyczajem wbił mu sztylet w serce. „Oczy myśliwego świeciły kiedy gratulowaliśmy mu brawurowego czynu”. Polowanie zakończyła znowu wódka, przy czym Piłsudski wzywał obecnych aby sobie nie żałowali. Był w świetnym nastroju, i usta mu się nie zamykały. Jak jasnowidz malował przyszłość Europy i Azji.

Koppel notuje troskliwie wypowiedzi Piłsudskiego. Na zapytanie dziennikarza francuskiego, czy myśli, że pokój pomiędzy Polską a Niemcami jest trwały, Piłsudski odpowiada: „Równie dobrze mógłbym pytać pana: „Czy myśli pan, że spadkobiercy pana będą rządzili schedą pana tak jak pan sobie życzy?”. Na powtórne zapytanie Francuza, czy uważa za możliwe porozumienie dwóch narodów, które mają we krwi długowieczny spór, Piłsudski odpowiada: „Nie można robić narodów odpowiedzialnymi za błędy ich przywódców”. Na zapytanie Koppela, które zagadnienie – wschodnie czy zachodnie – przyczynia mu więcej troski, usiłuje odpowiedzieć Śmigły – Rydz, twierdząc że zagadnienie zachodnie wcześniej stanie się aktualne, gdyż sąsiad wschodni ma jeszcze wiele spraw wewnętrznych do rozwiązania, ale Piłsudski przerywa mu, zaznaczając że jeśli myśli się o pokoju między narodami, trzeba umieć zapominać i nauczyć się myśleć w kategoriach nie lat, ale epok. „Kto tego nie umie, powinien zostać nie politykiem, ale nauczycielem”. „Rydz – Śmigły, którego bez wątpienia słowa te dotyczyły, skłonił się z uśmiechem, a ja schwyciłem wymianę spojrzeń pomiędzy Sikorskim i płk. Beckiem”.

Najważniejsze jednak jest końcowe oświadczenie Piłsudskiego: „Moi panowie, wszystko płynie! Dlatego też nie ma wiecznych układów. Jednego tylko żądam od swych rodaków: aby nie byli ślepi na niebezpieczeństwa, które mają naturalny podkład. Niektórzy z was domyślają się, być może, o czym mówię. Niech moi przyjaciele pomyślą o tym, by wśród codziennych kłótni nie zapomnieć o wielkich wydarzeniach. Nie można zawierać pożytecznych sojuszów, jeśli własny kraj i sojusznika dzielą setki mil a prawdziwy wróg czatuje u wrót”.

Ten „prawdziwy” wróg, to zapewne niedźwiedź rosyjski, i w tym świetle historia o zasztyletowanym przez Piłsudskiego niedźwiedziu nabiera wymowy politycznej.

———
* – tytuł: RetroPRESS.pl

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close