• Wiadomości
  • / 09.01.1955
  • / Londyn
  • / Rok 10, Nr 2 (458)

Ostatnie dni marszałka Śmigłego-Rydza

Różne sprzeczne historie rozpowszechniano w krótkich wzmiankach prasowych na temat losów marszałka Śmigłego-Rydza, naczelnego wodza polskich sił zbrojnych w kampanii wrześniowej.

Na cmentarzu powązkowskim w Warszawie istnieje zwykły grób, jak setki i tysiące mu podobnych. Na prostym, drewnianym krzyżu widnieje napis z pospolitym polskim nazwiskiem osoby pod nim pochowanej. Zwykłe nazwisko, zatrudnienie: nauczyciel szkoły powszechnej, lat 56. I tylko nieliczne grono osób najbliżej wtajemniczonych wie że ten grób kryje doczesne szczątki marszałka Polski, Śmigłego-Rydza.

W lecie 1941, z mnóstwa plotek, krążących „pocztą szeptaną” w okupowanej przez Niemców Warszawie, wiele dotyczyło i osoby marszałka Śmigłego-Rydza. Ucieczka jego z Rumunii, gdzie był internowany, i późniejsze miejsce pobytu były tematem ożywionych rozmów i dociekań, a niemiecki wywiad wojskowy nie przestał interesować się tym zagadnieniem.

POWRÓT DO POLSKI

Grupa wybitnych osobistości polskich, internowanych w Rumunii, stale się zmniejszała, a zupełna ich likwidacja była wyłącznie kwestią czasu. Ilość osób odwiedzających Marszałka z okazji świąt narodowych, coraz bardziej malała. Żołnierze, którzy byli również internowani w Rumunii, zostają stopniowo wysyłani do okupowanej Polski. Nie znany jest też los polityków polskich i wyższych oficerów. Nacisk władz niemieckich na usłużny rząd rumuński w sprawie likwidowania polskich ośrodków wzrasta z dnia na dzień. Liczne grono oficerów grupuje się wokół osoby Marszałka, zamierzając wrócić do okupowanej Polski i brać udział w ruchu podziemnym przeciw Niemców. W ponurej i denerwującej atmosferze, w ciągu długich zimowych wieczorów w Craiovie, pomału zaczyna dojrzewać plan ucieczki. Pragnienie odwetu, ekspiacji i bezczynność przytłaczały Marszałka i wytwarzały złe samopoczucie psychiczne. Przy pomocy i współudziale zaufanego przyjaciela, marszałek Śmigły-Rydz opuszcza maleńki zameczek Craiova pod osłoną ciemnej nocy zimowej. Podróż była długa i niebezpieczna. Trzeba było przekroczyć kilka dobrze strzeżonych granic i ominąć sieci pościgu. Na koniec dostał się do Polski.

W UKRYCIU

Nie zachodziła tu już obawa, aby ktokolwiek mógł rozpoznać marszałka Polski w starym, zmęczonym człowieku o pomarszczonej twarzy, długiej brodzie i w złotych okularach. Posuwająca się choroba serca spowodowała że chód jego był bardzo powolny i niepewny. „Lewe” dokumenty jego były doskonale podrobione na inne nazwisko. Zawód – nauczyciel szkoły powszechnej. Niełatwe było znalezienie pewnego i bezpiecznego schronienia dla Marszałka w Warszawie. Pierwszym schronieniem był sklep z meblami. Noce, spędzane w przeraźliwie zimnym pokoju. W ciągu dnia Marszałek często wędrował po ulicach w długim, ciemnym, szarym płaszczu.

Czasami przechodnie obrzucali go przeciągłym badawczym spojrzeniem, gdyż osoba jego przypominała im kogoś znanego z przeszłości. Wówczas „stary nauczyciel” krył głęboko twarz w kołnierzu, a cała postać zdawała się kurczyć, jak gdyby chciała wsiąknąć i rozpłynąć się wśród ruin, przed którymi często się zatrzymywał.

Nareszcie w październiku marszałek Śmigły-Rydz znalazł pokój u wdowy po jednym z jego dawnych przyjaciół. Miła i serdeczna atmosfera domu i przyjacielska opieka pani domu spowodowały że zaczął wracać do równowagi psychicznej i moralnej.

Długie rozmowy z panią domu działały kojąco i pocieszająco (syn jej służył w R.A.F.ie w Anglii). Małe mieszkanko stało się ośrodkiem przyjacielskich zebrań, przychodziła młodzież z podziemnych organizacji oraz starzy, doświadczeni wojskowi. „Pan profesor” robił wrażenie uradowanego gdy patrzył na wzrastające szeregi Armii Krajowej.

BLISKI KONIEC

Pewnego dnia, jeden z młodych przyjaciół wpadł rankiem do pokoju Marszałka, wołając od progu:

– Słyszał pan już ostatnie nowiny? Marszałek Śmigły-Rydz uciekł z Rumunii i znajduje się obecnie wśród naszych sił zbrojnych na Bliskim Wschodzie.

Marszałek uśmiechnął się tylko cierpko.

Po wielu trudnościach i dniach odwlekania, ustalono wreszcie datę spotkania z gen. Grotem, dowódcą Armii Krajowej, który w dwa lata potem został na śmierć zakatowany przez Niemców w Berlinie. Po niespełna czterech latach, Marszałek chce się widzieć z oficerem swego dawnego sztabu i oświadczyć mu gotowość służenia pod jego rozkazami dla dobra Kraju.

Tymczasem jednak choroba serca czyni dalsze postępy. Stan nerwowy Marszałka pogarsza się w miarę zbliżania się dnia spotkania. Młody lekarz, który codziennie robił mu zastrzyki, nie może zaradzić i przeciwdziałać jego udręce. Już tylko trzy dni dzieli Marszałka od dnia spotkania. W mieszkaniu panuje przenikliwe zimno. Po dniu najgorszych przeczuć nastąpiła fatalna noc. Dwukrotny zastrzyk lekarza okazał się bezskuteczny.

Ciało „nauczyciela szkoły powszechnej” złożono do trumny. Lecz do kieszeni płaszcza, pani domu wkłada kartkę, stwierdzającą identyczność jego osoby z marszałkiem Polski Edwardem Śmigłym-Rydzem.

———–
Artykuł niniejszy ukazał się 6 kwietnia 1946 w gazecie libańskiej p.n. „Eastern Time” i jak się zdaje nie był do tej pory przełożony na język polski. Dajemy go z inicjatywy i w przekładzie Mariana Sikorskiego.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close