MARCIN MICHCIK

Polacy w Hiszpanii podczas wojny domowej

Madryt, w marcu 1950.

Na małym placyku przed ratuszem madryckim, w starym, gotyckim domu obrośniętym winem, mieści się „Hemeroteca Municipal”, czyli miejska biblioteka czasopism. W zbiorach jej, po bezskutecznych niemal poszukiwaniach w innych archiwach madryckich, znalazłem, obok wielojęzycznych materiałów z okresu wojny domowej, również i polonica z tego okresu: roczniki czasopism wydawanych przez i dla Polaków służących w brygadach międzynarodowych.

I brygada przezwana następnie XI – powstała 1 listopada 1936 w Albacete w składzie czterech batalionów: 3-i „polski”, obrał za patrona Jarosława Dąbrowskiego, zaanektowanego przez komunistów powstańca z r. 1863, który dowodził wojskami komuny paryskiej w r. 1871. 5 listopada brygada opuściła Albacete, 7-go przybyła do Madrytu. 8-go odeszła na odcinek Ciudad Universitaria, zagrożony wówczas poważnie ofensywą białych.

„Hans” – jeden z członków komitetu organizacyjnego brygad – pisał że „dwa bataliony, francuski i polski, obsadziły i przecięły faszystom drogę wiodącą do Ciudad Universitaria”.

Niemal równocześnie organizowała się w Albacete II (późniejsza XII) brygada. Opuściła ona Albacete 10 listopada i 18-go przeszła chrzest ogniowy w ataku na wzgórze Cerro de los Angeles pod Madrytem. Przedtem jednak dokonano pewnej reorganizacji: batalion „polski” przeniesiono z brygady I (XI) do II (XII), w zamian za batalion im. Thaelmanna.

III (XIII) brygada powstała równie w listopadzie 1936; składała się głównie z Francuzów, Polaków i Niemców. Na początku pełniła służbę ochrony wybrzeża w okolicach Walencji, rychło jednak odeszła na front pod Teruel. Przerzucona następnie na odcinek Malaga -Granada, przeszła góry Sierra Nevada. Boże Narodzenie r. 1936 spędza na froncie pod Cordobą, po czym bierze udział w ofensywie czerwonych pod Brunete. Rozwiązana w pierwszej połowie 1937 odżyła następnie jako nowa XIII brygada „polska” im. Dąbrowskiego. W „starej” XIII brygadzie, w 1-m batalionie im. Czapajewa istniała kompania „polska” im. Adama Mickiewicza, której dowódcą był Niemiec, Bauer, a komisarzem – Leon Narwicz.

IV (XIV) brygada powstała w połowie grudnia 1936; organizatorem jej i dowódcą był oficer sowiecki gen. Walter, późniejszy generał Karol Świerczewski z armii Żymierskiego. Pierwsze walki brygada toczyła na froncie południowym, z końcem jednak stycznia przeszła na odcinek madrycki, luzując tam XI brygadę, wycofaną na reorganizację do Murcji. W marcu 1937 gen. Walter-Świerczewski objął dowództwo 35-ej dywizji.

II

Zbiory prasy brygad w „hemerotece” madryckiej nie są kompletne, i zaledwie kilka czasopism istnieje w całych rocznikach. Rzecz inna że trudno jest dziś stwierdzić, czy dane czasopismo przestało wychodzić, czy też tylko w zbiorach brak dalszych numerów. W pierwszych miesiącach wojny domowej czasopism jest mnóstwo, ale w miarę czasu zanikają; luksusowy papier kredowy ustępuje miejsca szarej, gazetowej bibule; wychodzą coraz rzadziej. Z tych więc względów i informacje o „brygadach” dotyczą przede wszystkim pierwszego roku ich istnienia.

Jak wiadomo, przeważna ilość Polaków, walczących w ramach „brygad”, rekrutowała się spomiędzy górników i robotników polskich we Francji. Wydanie niemieckie „Le Volontaire de la Liberte” z 28 października 1937 mówi o 5 Polakach, którzy już we wrześniu 1936 walczyli pod Irunem, przeszedłszy granicę francusko-hiszpańską. Byli to prawdopodobnie pierwsi ochotnicy polscy.

Pierwszą wielką i zorganizowaną partią Polaków, przybyłych do służby po stronie czerwonych, była grupa 36, która wylądowała w Alicante. Daty ich przybycia dostępne mi źródła nie podają; być może, przybyli w składzie pierwszego transportu „międzynarodowców” 12 października.

Polacy wchodzili również w skład „niemieckiego” batalionu im. Thaelmanna. „Dąbrowszczak” – organ batalionu im. Dąbrowskiego – z maja 1937 ogłasza artykuł wspomnieniowy, w którym czytamy: „Sześć miesięcy temu byliśmy polską kompanią baonu im. Thaelmanna”. Owa „polska” kompania bierze udział w walkach pod Cerro de los Angeles; w pierwszym zaraz ataku ginie jej dowódca Paweł Cyga, a w kilka dni później komisarz polityczny, Joachim Melnyk. Ponieważ o kompanii tej brak jest wiadomości w dalszym przebiegu wypadków, można przypuszczać że przy reorganizacji „narodowościowej”, weszła ona w skład XIII, „polskiej” brygady. W każdym razie ogłoszony 1 maja 1937 „Apel Polskich Ochotników Republikańskiej Armii Hiszpańskiej” podpisali m. in. „Polacy Żołnierze im. Thaelmanna”.

Główną jednostką, obejmującą Polaków, jest jednak – do czasu powstania własnej brygady – wspomniany batalion im. Dąbrowskiego. Walczy on kolejno na różnych odcinkach frontu madryckiego, by w końcu przesunąć się w góry Guadalajara. 3 stycznia ginie dowódca batalionu, Antoni Kochanek. W marcu, zapewne w braku ochotników polskich, batalion zostaje wzmocniony kompanią hiszpańską; w początkach kwietnia zdobywa Brihuegę, posuwając się aż do Aragonii. Dowódcą batalionu jest w tym czasie Bolesław Ulanowski, komisarzem – „Stach” Matuszczak.

Z końcem kwietnia odwiedzają batalion dwie delegacje z Polski: pierwsza, to przedstawiciel „Bundu”, Wiktor Alter, i delegat Centralnej Komisji Związków Zawodowych, Antoni Zdanowski, druga, to „towarzysz Rwal”, delegat Centralnego Komitetu Komunistycznej Partii Polskiej, który 1 maja wręczył batalionowi sztandar ofiarowany przez K.P.P. imieniem „ludu polskiego”. Odwiedziny Altera, rozstrzelanego później w Sowietach, i Zdanowskiego, zamęczonego później w więzieniach „Bezpieki”, są objawem zasadniczego nieporozumienia co do charakteru „brygad”, podobnie jak odwiedziny czołowych socjalistów świata, jak Attlee, de Brouckere i t.d.

Dowodcą brygady został „Janek” Barwiński, dotychczasowy dowódca batalionu im. Dąbrowskiego, który objął go po ciężko rannym Ulanowskim; komisarzem politycznym – dawny komisarz batalionu, Matuszczak, który zresztą równocześnie otrzymał 4-tygodniowy urlop, a zastępstwo powierzono Władysławowi Stopczykowi, komisarzowi polskiej bazy w Albacete. Najprawdopodobniej ścisła jest informacja podana w jednym z czasopism, iż brygada im. Dąbrowskiego odeszła na front dopiero we wrześniu 1937, otrzymując zadanie zdobycia Saragossy. Dwa jej bataliony dokonywają śmiałego zagonu na tyły przeciwnika, docierając na odległość 4 km od miasta, pozostawione jednak same sobie muszą się wycofać. Powrót rozbitków trwa kilka dni, i Polacy ponoszą ciężkie straty.

Odtąd w materiałach „hemeroteki” nie ma już śladów bezpośredniej akcji bojowej brygady polskiej. Wiadomo jedynie, iż z początkiem kwietnia 1938 brygadę przydzielono do dywizji Waltera-Świerczewskiego. W maju 1938 powstał jeszcze trzeci batalion „polski”, – im. Mickiewicza, – który walczy w górach Sierra Quemada pod Acebuche.

Na tych trzech batalionach brygady im. Dąbrowskiego nie kończy się jednak udział Polaków w brygadach. „Apel Polskich Ochotników Republikańskiej Armii Hiszpańskiej” z 1 maja 1938 nosi następujące podpisy: Batalion im. Dąbrowskiego, Kawaleria im. Dąbrowskiego Szkoła Oficerska, Polscy Żołnierze im. Dimitrowa. Polscy Żołnierze im. Thaelmanna. Polscy Żołnierze Baterii Słowiańskiej. Czy ta Bateria jest identyczna z baterią im. Bartosza Głowackiego, która później walczyła na froncie południowym, nie udało mi się stwierdzić.

Efemerydą była „polska” kompania w XIV (francuskiej) brygadzie. Wedle „Dąbrowszczaka” stworzono ją 13 grudnia 1936 w Albacete. Dowódcą jej był „Stefan”; komisarzem politycznym -Bostecki; Bostecki wkrótce potem zginął a na jego miejsce mianowano Franciszka Czaplińskiego. „Stefan” odszedł rychło potem do sztabu, a miejsce jego zajął Kuligowski; Kuligowski wkrótce potem zmarł. Oto jak „Dąbrowszczak” opisuje pierwsze dni istnienia kompanii, dając wymowny obraz warunków, w jakich wysyłano na front otumanionych „ochotników” polskich:

„Po trzech dniach ćwiczeń, bez oddania jednego strzału – a byli ludzie którzy karabinu w ogóle nie mieli nigdy w rękach – po alarmie w dniu 16 XII. kompania odeszła na front pod Cordobą. Polska kompania zajęła pozycję tuż obok Mentora bez objaśnienia, bez mapy, bez szkieł, bez połączenia z innymi kompaniami, nie znając zupełnie terenu. Od tej chwili zaczęła się tragedia kompanii polskiej i innych kompanii”.

Prawdopodobnie po tej „tragedii”, której bliższych szczegółów nie znalazłem kompania rozpłynęła się w innych oddziałach. W każdym razie w rozkazach XIV brygady można spotkać takie nazwiska, jak Dubois-Domański, Boulka, Karteevski, Szurek. Nie mniej kompania musiała istnieć jeszcze w kwietniu 1937, gdyż „Dąbrowszczak” z 6 kwietnia zamieszcza list od niej, podpisany przez Oskara Frischwassera.

III

Centralnym organem brygad, wydawanym zrazu w językach francuskim, niemieckim i angielskim, później i w innych, był „Le Volontaire de la Liberte”. Jest rzeczą ciekawą, jakkolwiek trudną do wytłumaczenia, iż wydanie francuskie i niemieckie miały wspólny tytuł francuski; wydanie polskie miało na początku tytuł polski („Ochotnik Wolności”), potem hiszpański („El Voluntano de la Liberdad”) z dopiskiem po polsku: „wydanie polskie”.

Organem Polaków był do końca r. 1937 „Dąbrowszczak” – od 14 lutego do końca czerwca jako wydawnictwo batalionu im. Dąbrowskiego, potem do końca roku jako organ wszystkich ochotników polskich Na „życzenie” kierownictwa brygad „Dąbrowszczak” przestał jednak wychodzić, a jego miejsce zajęła wersja polska centralnego organu „Ochotnik Wolności”. Redakcja „Dąbrowszczaka” zapewniała wprawdzie że zmiana jest raczej formalna i nie wpłynie na treść, nie mniej jednak należy stwierdzić, że gdy „Dąbrowszczak” miał mimo wszystko cechy pisma polskiego, bo interesował się – na swój oczywiście sposób – wypadkami politycznymi w Polsce „Ochotnik Wolności” był tylko pismem międzynarodowym w języku polskim. „Odchylenie nacjonalistyczne” spędzało zapewne już wówczas sen z oczu właściwych kierowników brygad.

Oprócz tych centralnych czasopism polskich istniały jeszcze liczne gazetki oddziałowe. Z bogatego zbioru „hemeroteki” wynotowałem: „Echo Szpitalne” -gazetka rannych żołnierzy Słowian w szpitalu w Murcji; „Za Wolność” – gazetka okopowa batalionu im. Dąbrowskiego; „Nasza Gazetka” – organ kompanii ciężkich karabinów maszynowych im. Ludwika Waryńskiego; „Attaque” – organ 1-ej kompanii; „Żołnierz Wolności” – organ kompanii im. Mickiewicza; „Nasz Maxime” – gazetka polowa 4-ej kompanii ciężkich karabinów maszynowych batalionu im. Dąbrowskiego.

Mimo ofiarnych walk, toczonych przez Polaków w brygadach i ich niewątpliwie pokaźnej liczby, Polacy nie stanowili, jak widać z prasy brygad elementu, który cieszyłby się sympatią w kierownictwie i u innych narodowości. W „Dąbrowszczaku” i „Ochotniku Wolności” pełno jest wzmianek i fotografii dotyczących różnych Niemców, Włochów czy Francuzów, pełno artykułów podpisanych przez autorów obcej narodowości; w pismach innojęzycznych o Polakach w brygadach prawie nie ma mowy. W całym olbrzymim materiale, który był mi dostępny, znalazłem jeden artykuł o brygadzie polskiej w niemieckim wydaniu „Ochotnika Wolności” (podpisany „Mietek”) i kilka wzmianek o Polakach w jubileuszowym (w pierwszą rocznicę) numerze tegoż wydania. Jarosław Dąbrowski „patron” brygady „polskiej”, określony jest w jednym z pism francuskich jako generał komuny paryskiej, który poprzednio walczył z caratem; o narodowości ani słowa. W kierownictwie „brygad” – poza Walterem-Świerczewskim – największą karierę zrobił zdaje się Stopczyk, który doszedł do stanowiska komisarza politycznego 45-ej dywizji.

Tę skromną rolę Polaków w organizacji brygad należy tłumaczyć faktem, iż na większość Polaków w brygadach składali się bezrobotni górnicy i w ogóle, emigranci polscy we Francji, werbowani obietnicami dobrego żołdu i poprawy trudnych warunków życia, ale obcy komunizmowi. Tylko nieliczną grupę stanowili świadomi swych celów komuniści, przeważnie rekrutujący się również z emigracji polskiej we Francji. W polskojęzycznej prasie brygad nie spotkałem natomiast żadnych dowodów istnienia elementu ideowego nie-komunistycznego, którego wszak nie brak było wśród innych narodowości. Być może również że sowieckie kierownictwo brygad nie miało do Polaków zaufania i dlatego nie powierzano im stanowisk „międzynarodowych”. Likwidacja „Dąbrowszczaka”, mimo że od pierwszych swych numerów pismo prowadziło politykę ściśle kominternowską, ma swoją wymowę.

Przypomnijmy że rok 1937, to okres „frontów ludowych”, forsowanych przez Komintern, a urzeczywistnionych we Francji i Hiszpanii (gdzie zresztą władza przeszła szybko faktycznie, choć nie formalnie, w ręce komunistów). W Polsce „front ludowy” nigdy nie istniał, a legalne partie robotnicze broniły się przeciw tego rodzaju wspólnocie z komunistami. „Dąbrowszczak” od pierwszej chwili prowadził agitację „ludowo-frontową” (sic), a jego założyciel i redaktor, komisarz polityczny batalionu im. Dąbrowskiego, Matuszczak, w numerze z 3 kwietnia 1937 pisał wprost: „Każdy dąbrowszczak powinien być instruktorem wojskowym i propagandystą polityki Frontu Ludowego”.

Że nie chodziło tu o „front ludowy” w Hiszpanii, lecz w Polsce, wynika jasno z innego artykułu: „My robotnicy polscy wiemy dobrze czym jest faszyzm. W naszej ojczyźnie nasi bracia i siostry żyją w straszliwej nędzy i ucisku gnębieni przez kapitalistów obszarników i ich rząd… Lud polski powiązał swe nadzieje zdobycia wolności i utrzymania niepodległości ze zwycięstwem Frontu Ludowego”.

„Dąbrowszczak” w pierwszym okresie swego istnienia interesował się Polską: notatki o strajkach rolnych, o zajściach we Lwowie i Brześciu, o aresztowaniu różnych działaczy, dowodzą że „dąbrowszczacy”, a przynajmniej ich kierownictwo, działali z myślą o Polsce. Oczywiście, ośrodkiem ich zainteresowań jest nielegalna Komunistyczna Partia Polski.

Klasycznym przykładem „ludofrontowej” gry politycznej politruków polskich, prowadzonej z Hiszpanii na terenie Polski, są dwa – podobne zresztą w treści – listy otwarte komisarzy politycznych batalionu im. Dąbrowskiego do przebywających wówczas na emigracji Hermana Libermana i Wincentego Witosa. Obydwa wspominają o „apelu polskich ochotników”, adresowanym do rad naczelnych Stronnictwa Ludowego, P.P.S.. Komitetu Centralnego K.P.P. i Centralnej Komisji Związków Zawodowych, wzywającym do utworzenia Frontu Ludowego w Polsce. Obydwa zawierają zaproszenie do odwiedzenia brygad oraz prośbę o przysłanie „uwag i materiałów”, które „chętnie” umieszczono by w „Dąbrowszczaku”. W liście do Witosa jest zdanie, które w pojęciu politruka Matuszczaka miało szczególnie silnie oddziałać na wyobraźnię Witosa – a mianowicie zapewnienie iż „dąbrowszczacy przepojeni są duchem wielkiego bojownika chłopskiego Jakuba Szeli”.

O bliskich związkach „dąbrowszczaków” z komunizmem świadczy nie tylko ich polityka „frontów ludowych”, ale i bezpośrednie akty i oświadczenia. Zaraz w jednym z pierwszych (z 10 marca 1937) numerów „Dąbrowszczaka” widnieje na czołowym miejscu odezwa Komunistycznej Partii Polski do batalionu im. Dąbrowskiego. Wkrótce potem -koniec kwietnia – odbyła się wspomniana już wizyta „towarzysza Rwala”, który przywiózł batalionowi sztandar od K.P.P. Poza tym „Dąbrowszczak” notuje ciągłą wymianę depesz i pozdrowień z przeróżnymi jaczejkami komunistycznymi. Jest więc depesza od „polskiego kolektywu Sacco i Vanzetti” w Stalingradzie; od „antyfaszystowskiej komuny kobiecej więzienia politycznego w Rawiczu”: od komuny więziennej w Fordonie. W numerze z 4 sierpnia 1937 zamieszczono obszerny artykuł o „jednej z najpiękniejszej postaci polskiego i międzynarodowego ruchu robotniczego” – Dzierżyńskim, twórcy czrezwyczajki.

IV

W żadnej sprawie związek brygad z polityką Kominternu i Moskwy nie wystąpił jednak tak wyraźnie, jak podczas rozruchów w Barcelonie w maju 1937, których następstwem była dymisja „czerwonego” hiszpańskiego rządu Caballera i powstanie nowego pod przewodnictwem Negrina. Wywołanie rozruchów przypisywano katalońskiemu stronnictwu P.O.U M., które okrzyczane jako „trockistowskie”, było zwalczane z niesłychaną furią przez wszystkie elementy zależne od Moskwy i Kominternu.

Na odcinku polskim podobną burzę wywołał Alter, który, jak wspomniałem, odwiedził Polaków w armii „czerwonej” jako delegat „Bundu” w maju 1937. Alter powróciwszy do Polski, ogłosił w prasie i na zebraniach publicznych swoje wrażenia z podróży do Hiszpanii, wywołując w „Dąbrowszczaku” list otwarty, podpisany przez wszystkich komisarzy politycznych i dowódców „polskich” oddziałów w „czerwonej Hiszpanii”. List ten jest gwałtownym atakiem na Altera za „obronę trockistowskiej P.O.U.M…. zgrai kontrrewolucyjnych psów trockistowskich wykonywających robotę 5-ej kolumny”. Jeżeli przypomnimy że głównym zarzutem przeciw P.O.U.M. było jej stanowisko antysowieckie, może łatwiej zrozumiemy istotne przyczyny rozstrzelania Altera w Rosji z końcem 1942, którego rzeczywiste powody nie zostały dotąd wyjaśnione.

Na bankiecie w Albacete w rocznicę powstania brygady im. Dąbrowskiego, niejaki Gerszon Bogen, zapowiedział otwarcie: „…po zwycięstwie w Hiszpanii wrócimy do kraju i nadejdzie dzień gdy brygada Dąbrowskiego przemaszeruje przez ulice Warszawy”. Walter-Świerczewski postawił kropkę na i pisząc: „Pamiętajcie że wasza brygada jest pierwszą, a więc kadrową jednostką przyszłej armii zbrojnej Polski Ludowej” a niezbyt wybredna piosenka, śpiewana w brygadzie, zapowiadała przyszłą akcję w Polsce w takich słowach:

Z Madrytu pojedziem do Berlina
Powiesić Hitlera sk…. syna.
Z Berlina pojedziem do Krakowa,
Zobaczyć, czy Polska już gotowa.

Marcin Michcik

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close