• Wiadomości
  • / 08.03.1953
  • / Londyn
  • / Rok 8, Nr 10 (362)

Powstanie Warszawskie

B. oficer sowiecki Boris Olszanskij opisuje w piśmie nowojorskim p.n. „Nowoje Russkoje Słowo” (numer z 17 stycznia 1953) wrażenia z wkroczenia wojsk sowieckich do Warszawy oraz ujawnia instrukcje dla wojsk sowieckich pod Warszawą w okresie poprzedzającym wybuch powstania oraz w czasie powstania.

Po krótkim opisie wymarłego miasta, w którym gdzieś na niedopalonym murze staromiejskim łopocze skrawek biało-czerwonej chorągwi, Olszanskij notuje: „Nasi wojskowi rozproszyli się po mieście w poszukiwaniu „trofeów”. W nie do cna jeszcze zburzonych mieszkaniach znajdują odzież, walizki z rzeczami, gdzieniegdzie kosztowności. Wszystko to poślą w podarunku do domu, do Rosji, swoim najbliższym. Jak gdyby rozmyślnie, tuż przed wkroczeniem do Warszawy zezwolono na wysyłanie paczek, przy czym żołnierskie mogły ważyć 5 kg, oficerskie – 10 kg, a generalskie – 15 kg. W rzeczywistości ci, co potrafili, a mieli przyjaciół w sztabach i na pocztach polowych, mogli wysyłać znacznie więcej, dziesiątki paczek miesięcznie”.

Następnie Olszanskij kreśli dzieje ofensywy sowieckiej z lata 1944. Stwierdza, że ofensywa rozwijała się pomyślnie i że front niemiecki w drugiej połowie lipca 1944 faktycznie przestawał istnieć. Niemcy pośpiesznie wycofywali się za Wisłę i – według danych wywiadu – przygotowywali się do ewakuacji Warszawy. W tych warunkach druga grupa wojsk sowieckich pod dowództwem Rokossowskiego posuwała się bez przeszkód wzdłuż warszawskiego traktu wprost ku stolicy. Olszanskij znajdował się w tej właśnie grupie. Opowiada on: „29 lipca otrzymaliśmy rozkaz: „Wejść w skład wojsk wkraczających na Pragę (przedmieście Warszawy) i rozpocząć atakowanie przepraw przez Wisłę w rejonie polskiej stolicy. Szczegółowe wskazówki na miejscu. Termin wykonania – 1 sierpnia”. „Rezerwy nie pozostawały w tyle za wojskami pierwszego rzutu, i plan operacyjny ataku wykonywano w całej rozciągłości. Niespodziewanie podczas postoju w miasteczku Ojrzanów pod Siedlcami nadeszło nowe zlecenie: „Zatrzymać się. Aż do otrzymania specjalnych rozkazów zająć się odbudową mostów wzdłuż szosy w granicach Kałuszyn -Miłosna Stara”. Nazajutrz dodatkowe zlecenie: „Cofać się wzdłuż szosy do rejonu Siedlce – Mińsk Mazowiecki”. Oficerowie z czołowych oddziałów opowiadali, mijając nas, że wszystko w porządku – przeprawiali się przez Wisłę na południe od Warszawy, utworzyli przyczółki mostowe, lecz nie rozszerzają ich wobec otrzymania „nowych zleceń”.

„W pierwszych dniach sierpnia – ciągnie swą opowieść Olszanskij – zrozumieliśmy, czemu wstrzymano ofensywę. Oddziałom wojskowym, które zajęły Miłosnę Starą i bez jakichkolwiek przeszkód ze strony Niemców zbliżyły się ku wschodnim przedmieściom Warszawy, nakazano niespodziewanie cofnąć się o 20-30 km. Równocześnie dotarła wiadomość o wybuchu w Warszawie powstania pod dowództwem Bora-Komorowskiego”. Na zebraniu dowódców generał-major Telegin z kierownictwa politycznego sztabu frontu tak wyjaśnił tę niepojętą sytuację: „Londyński rząd polski jest w tajnym porozumieniu z Hitlerem, zamierza zawrzeć z nim odrębny pokój i uzyskał na to poparcie Churchilla. A powstanie w Warszawie ma na celu zamydlenie oczu. Polscy panowie nie chcą naszej pomocy i sojuszu z nami, tudzież gotowi są zdradzić swój naród”. Na tę samą nutę pisały „Krasnaja Zwiezda” i frontowa „Krasnaja Armia”. Olszanskij z rozmowy ze swym przyjacielem ppłk. Ł. dowiedział się, że ofensywę wstrzymano ze względów politycznych a nie wojskowych. „Rokossowskij – powiedział ppłk. Ł. – był całkowicie skrępowany rozkazem z Moskwy. O tym że Polacy wywołają powstanie w Warszawie w chwili zbliżania się naszych wojsk, wiadomo było w sztabie frontu na tydzień przed wybuchem powstania, i Rokossowskij tak z początku sformułował swe myśli: „Wejdziemy do Warszawy 1 sierpnia, równocześnie z wybuchem powstania”.

Już po wojnie adiutant Rokossowskiego opowiadał: „Rokossowskij otrzymał bezpośredni rozkaz Stalina – pozostawić powstanie warszawskie na pastwę losu. Nieco później do sztabu frontu nadszedł rozkaz wstrzymać ofensywę na odcinku Narwi i w rejonie Warszawy. Rokossowskij przechowywał osobiście oryginał tego rozkazu. Rokossowskij był początkowo zmieszany, ale następnie na pytania swych najbliższych współpracowników odpowiadał stereotypowym, jak gdyby wyuczonym frazesem: „Nie ma po co śpieszyć się do Warszawy. Niech Polacy odczują swą zależność od działań naszej armii”.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close