Prawo rządzące polityką polską

1

W wyniku tej wojny ponieśliśmy jedną z największych klęsk w historii Polski. Ponieśliśmy klęskę, wyrażającą się nie tylko w utracie połowy terytorium narodowego i milionów ludzi, ale przede wszystkim w faktycznej utracie niepodległości politycznej.

Prawdopodobnie przez lata całe będziemy analizowali tę straszliwą klęskę i dociekali, czy można jej było uniknąć. Jest to dyskusja konieczna. Ale, rzecz jasna, nie może to być tylko obrachunek błędów i szukanie ewentualnych winowajców. Rzeczą stokroć ważniejszą jest wyciągnięcie wniosków na przyszłość. Musimy analizować niedawną przeszłość, aby znaleźć odpowiedź na pytanie, jakie są warunki odzyskania utraconej niepodległości i – nieutracenia jej znowu.

2

W ciągu dwudziestu lat niepodległości i jeszcze w pierwszych latach wojny polska myśl polityczna wychodziła na ogół z założenia, zrodzonego z doświadczeń rozbiorów, wydarzeń w. XIX i pierwszej wojny światowej, że o ile współpraca niemiecko-rosyjska oznacza nieuniknioną klęskę Polski, o tyle konflikt i rywalizacja niemiecko-rosyjska niemal automatycznie prowadzi do odrodzenia i umocnienia niepodległego państwa polskiego.

Najdosadniej ujął tę tezę Stanisław Mackiewicz, który w r. 1941 pisał: „Jak istnieją prawa ekonomiczne, jak istnieje prawo popytu i podaży, tak istnieje prawo rządzące polityką polską. Znaczenie polityczne Polski jest funkcją stosunków rosyjsko-niemieckich. Z chwilą kiedy stosunki te są złe, znaczenie Polski urasta, Polska odzyskuje polityczną samodzielność. Kiedy stosunki rosyjsko-niemieckie naprawiają się, samodzielność polityki polskiej pada. W chwili niemiecko-rosyjskiej jedności działania niepodległość Polski zamiera”.

Przez wiele lat dla myślących Polaków największym postrachem była możliwość porozumienia niemiecko-rosyjskiego. Dlatego też dojście do władzy Hitlera wywołało pewną ulgę: łudzono się że narodowy socjalizm nigdy nie poda ręki bolszewizmowi.

Dziś, w świetle wydarzeń ostatnich sześciu lat, cała teza ta wymaga zasadniczej rewizji. Okazała się ona słuszna tylko w swojej negatywnej części: porozumienie niemiecko-rosyjskie jest oczywiście zabójcze dla Polski. Natomiast konflikt niemiecko-rosyjski nie stanowi jeszcze gwarancji wzmocnienia stanowiska Polski.

Tragizm naszej sytuacji wyraża się w tym, że podczas gdy porozumienie Rosji i Niemiec z 23 sierpnia 1939 oznaczało rozbiór Polski, wojna tych dwu państw prowadziła – bez względu na jej wynik -do zaboru Polski przez państwo zwycięskie. Różnica zaiste niewielka.

Tezę o „prawie rządzącym polityką polską” musimy więc poddać rewizji. Znaczenie polityczne Polski jest nie tyle funkcją stosunków między Niemcami a Rosją ile raczej siły tych państw. Znaczenie Polski rośnie, gdy Niemcy i Rosja są słabe, i to bez względu na to, czy współdziałają ze sobą czy też walczą ze sobą. Natomiast niepodległość Polski jest zagrożona, gdy któryś z tych sąsiadów staje się na tyle potężny, by móc wznowić tradycyjną politykę ekspansji i podbojów.

3

Czemu przypisać ten osobliwy fakt, że w położeniu swoim między Niemcami i Rosją Polska nie była w stanic wyzyskać ich rywalizacji? Dlaczego ani Niemcy, ani Rosja nie uważały państwa polskiego za pewnego rodzaju bufor, który by nie dopuszczał do ich zderzenia? Gdzie wytłumaczenie faktu, że nawet w obliczu groźby napaści niemieckiej Stalin wolał zniszczyć państwo polskie, które mogło być dlań puklerzem, wolał uzyskać wspólną granicę z Rzeszą i przybliżyć granicę niemiecką do terytorium rosyjskiego?

W stosunkach niemiecko-rosyjskich istnieje osobliwe wzajemne przyciąganie, dla którego trudno znaleźć analogię w stosunkach między jakimikolwiek innymi mocarstwami na świecie. Grają tu jakieś podświadome instynkty masowe, obopólna wiara, że – wszystko jedno czy przez porozumienie czy też przez walkę – dwa te narody muszą się zlać ze sobą, złączyć się i – władać światem. Mówi się, że zbrodniarza ciągnie na miejsce zbrodni. Można by bodaj twierdzić, że te dwa narody rozbójnicze ciążą ku sobie nawet wówczas gdy dzieli je wszystko, nawet gdy wiedzą, że ich cele nawzajem się wykluczają. Wszystko jedno czy współpracują ze sobą, czy też przygotowują się do walki – zawsze dążą do bezpośredniego kontaktu.

Jakiekolwiek są w danej chwili ich stosunki, Polska przeszkadza i Niemcom i Rosji. Jeżeli pragną – z tych czy innych względów – współpracować, przeszkadza im, rozdzielając ich terytoria. Jeśli jedno z nich czuje się na siłach by poddać sobie drugie i urzeczywistniać siłą plan imperium od Renu (czy Atlantyku) po Władywostok, tak jak Hitler wczoraj, a Stalin dzisiaj -znowu Polska przeszkadza mu, stanowiąc zaporę, którą trzeba zniszczyć.

4

Niewątpliwie tendencje tworzenia niemiecko-rosyjskiej antyeuropejskiej wspólnoty datują sprzed Hitlera i Stalina, czy nawet sprzed rewolucyjnych snów lat 1918-1920. Przykładem choćby Dostojewskij, który w swym pamiętniku pisał w r. 1877: „Jedna rzecz jest jasna: Niemcy potrzebują nas jeszcze bardziej nawet niż przypuszczamy, i to nie dla sojuszu wojskowego, lecz dla wieczystego związku… Przeznaczeniem naszych dwu wielkich narodów jest zmienić oblicze całego świata. Nie jest to fantazja, ani wytwór ludzkiej ambicji: jest to bieg wypadków światowych”. Jednakże do czasów rewolucji rosyjskiej były to abstrakcje filozoficzne, ale nie praktyczna polityka.

Komunistom natomiast chodziło o rzecz całkowicie konkretną – o połączenie się z Niemcami w jeden potężny blok komunistyczny, który będzie dyktował światu swą wolę. Jak pisze znakomity znawca polityki sowieckiej Dallin w swej ostatniej książce „The Big Three”: „Historia powierzyła przywództwo w Rosji w okresie wojny i po wojnie partii i człowiekowi, których koncepcją od dziesiątków lat było połączenie się w związek z Niemcami, oczywiście z Niemcami przemienionymi. Od końca 1918 do 1934, a może nawet i później, największe nadzieje na rozszerzenie komunizmu na świat łączyły się z Niemcami… Niezwyciężony blok „od Akwizgranu do Władywostoku” był ulubioną ideą nie tylko Lenina lecz całej partii. Wojna z Polską w r. 1920 miała na celu nie tyle Warszawę ile nawiązanie bezpośredniego kontaktu z Niemcami… Dojście Hitlera do władzy uważane było w Moskwie za epizod, który utoruje drogę do komunistycznych Niemiec. Stalin był najbardziej namiętnym rzecznikiem tych koncepcji”.

W Niemczech powersalskich nie brakło również, także i przed Hitlerem, entuzjastów tworzenia w ten czy inny sposób bloku niemiecko-rosyjskiego. Dość wskazać na Nikischa, którego teorie wywarły duży wpływ na Hitlera, a który głosił że „Niemcy to Azja. Od równin niemieckich po Władywostok ciągnie się rozległa, jednolita przestrzeń. Chłopi rosyjscy, pastuchy kirgizkie i gruzińskie wspólnie z Niemcami wyważą wrota z zawiasów”. Hitler, atakując Rosję, miał przed oczami wizję imperium niemieckiego, graniczącego gdzieś za Uralem z Japonią.

5

Dlatego też rozbioru z r. 1939 nie można w żaden sposób porównywać do rozbiorów w. XVIII. Zarówno dla Katarzyny jak i dla Fryderyka rozbiory były celem samym w sobie. Chodziło o zagarnięcie ziem polskich i o nic więcej. Teraz zarówno dla Hitlera jak dla Stalina rozbiór Polski był tylko koniecznym etapem do celu. Dla Hitlera był wstępem do podjętej w dwa lata później próby opanowania Rosji. Dla Stalina był usunięciem zapory, która w r. 1920 ocaliła Europę i świat, udaremniając połączenie się rewolucyjnych sił Rosji z rewolucyjnymi siłami Niemiec.

W ciągu pierwszych lat wojny program niemiecki Stalina był ukrywany. Wielu ludzi na Zachodzie – np. Walter Lippmann – łudziło się, że Stalin dojdzie do wniosku, iż tworzenie komunistycznych Niemiec jest niebezpieczne, gdyż komuniści niemieccy pozostaną Niemcami i będą dążyli do uzyskania przodującej roli w bloku niemiecko-rosyjskim. W świetle posunięć sowieckich w rosyjskiej strefie Niemiec można stwierdzić, że tego rodzaju obaw Moskwa nie żywi. Już jawnie tworzy się komunistyczne Niemcy.

Wskutek tego sytuacja Polski zmienia się radykalnie. Do r. 1939 byliśmy położeni pomiędzy Niemcami a Rosją. Dziś może to jeszcze tak wyglądać na mapie, ale w rzeczywistości politycznej nie jesteśmy już na peryferii obu tych państw, lecz wewnątrz wielkiego imperium euroazjatyckiego. Bez względu na to kto wygrywa – Hitler, czy Stalin – sytuacja pozostaje ta sama, jesteśmy wprawdzie niezbyt daleko od jego granicy, ale jednak wewnątrz imperium od Renu (czy chwilowo Łaby) do Władywostoku.

Tym samym niepodległość Polski jest przekreślona. Trudno nie uznać trafności diagnozy F. A. Voigta: „Rosja jest zdecydowana by Polska nigdy nie znalazła się ponownie między nią a jej zamierzeniami w Europie, by Polska nigdy już nie „zbawiła Europy”. Dlatego też Rosja nigdy nie pozwoli na najmniejszy ślad prawdziwej niepodległości Polski, ani też nigdy nie zezwoli na najlżejszy nawet wpływ mocarstw zachodnich na sprawy polskie. O ile sytuacja europejska nie ulegnie radykalnej zmianie, upadek Polski jest ostateczny”.

6

Na tym tle nie trudno stwierdzić nierealność teorii, według której „Polska musi wybrać między Niemcami a Rosją”. Jest to zdanie, które słyszeliśmy bez końca w czasie ostatnich lat wojny od naszych sojuszników brytyjskich i które powtarza dziś jeszcze sporo Polaków; nie tylko zdrajców z regime’u Osóbki i Bieruta, lecz i ludzi uczciwych. Ludzi, którzy widzą tylko mapę Polski wtłoczoną pomiędzy dwa różnie pomalowane kolosy i którzy w obliczu bankructwa koncepcji o zabezpieczeniu niepodległości Polski przez rywalizację rosyjsko-niemiecką, sądzą że wybór jest nieunikniony.

Tymczasem o żadnym wyborze nie ma mowy. Gdyby istniały dalej te dwa kolosy, można by – w teorii przynajmniej -dyskutować, czy mamy pójść z jednym przeciw drugiemu. Skoro jednak znaleźliśmy się wewnątrz jednego gigantycznego bloku, teoria o „pójściu razem z Rosją” oznacza jedynie dobrowolne pogodzenie się z rolą wewnętrznej cząstki imperium sowieckiego – pogodzenie się z utratą niepodległości.

7

Prawo rządzące polityką polską trzeba więc, niestety, ująć po prostu w formułkę następującą: Polska nie może być niepodległa o ile jeden lub obaj jej sąsiedzi są w stanie budować imperium euroazjatyckie.

W jakim wypadku warunek ten będzie spełniony? Kiedy zarówno Rosja jak Niemcy nie będą w stanie urzeczywistniać swego snu o bloku od Renu po Władywostok.

Wydaje się, że pełną gwarancję dawałoby jedynie rozbicie Niemiec i Rosji na kilka mniejszych państw, przy jednoczesnym sfederowaniu się państw międzymorza bałtycko-czarnomorskiego. Tylko wówczas tragiczna dysproporcja sił między Niemcami, Polską i Rosją, wyrażająca się w stosunku, mniej więcej, 70 : 30 : 180, uległaby radykalnej zmianie. Gdyby powstały dwa państwa niemieckie po 30 – 40 milionów każde (albo trzy mniejsze), gdyby na gruzach Z.S.R.R. powstało kilka lub kilkanaście państw narodowych i gdyby zarazem powstała jedna czy dwie federacje mniejszych państw Europy środkowowschodniej, nastąpiłoby pełne wyrównanie sił.

Wiemy dobrze, że Rosja tak samo nie pozwoli na federację jak na niezależność poszczególnych państw strefy środkowej, i dlatego na mocy nieubłaganego prawa, rządzącego polityką polską, musimy dojść do wniosku, że nie może być odbudowy niepodległości Polski bez rozpadnięcia się kolosa wschodniego, albo przynajmniej bez takich przeobrażeń wewnątrz Rosji, które by zmusiły ją do zejścia z jej obecnej drogi budowania imperium od Łaby, czy -jutro – od Renu, lub nawet Atlantyku, po Władywostok.

Aleksander Bregman.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close