Rok japoński w przyrodzie i obyczaju
WIOSNA

Czym u nas w Polsce pierwiosnek, co to nie dba że „jeszcze północ lodem dmucha”, tym jest w Japonii kwiat śliwy, „ume”. Drzewo to, niezupełnie identyczne z europejskimi odmianami, zakwita już w końcu lutego, nieraz wśród chłodu i nawet śniegu, stanowi zatem widomy znak japońskiego przedwiośnia. Wnet jednak nadchodzi cieplejsza pora, a z nią mnożą się inne zjawiska budzącej się wiosny – „haru”.

Wiosna w Japonii

Oto, podobnie jak u nas, pojawiają się barwne kępki fiołków, „sumire”. Jednakże prawdziwa wiosna nastaje dopiero wtedy, kiedy rozkwita wiśnia, „sakura” – ten symbol najprawdziwszego piękna i wszelakich cnót. W dawnych feudalnych czasach kwiat wiśni był godłem rycerza, gdyż opada on niezwiędły na podobieństwo młodo ginącego wojownika. Stare przysłowie głosiło też że jak wśród ludzi włada samuraj, tak wśród kwiatów króluje wiśnia.

W Japonii rośnie wiele gatunków wiśni. Jednak „sakura” hodowana jest wyłącznie jako drzewo kwiatowe, tak jak nasz bez lub jaśmin; owoc jej jest drobny i niejadalny. Stąd też w języku botanicznym drzewo to zwie się „Cerasus pseudocerasus iaponica”.

Najwcześniej, bo już koło 20 marca, zakwita „higan-sakura”, tak nazwana od wiosennego zrównania dnia z nocą (Higan), kiedy to lud gromadnie wita wiosnę, licznie odwiedzając świątynie o dziedzińcach zdobnych tymi drzewami. Ale w tydzień lub dwa później kwitnie już kilkanaście innych rodzajów wiśni, a więc górska „yama-sakura”, ogrodowa, płacząca, podobna do naszej wierzby o zwisających i wiotkich gałązkach, i t.d. Wiśnia przeważnie zakwita zanim wypuści liście, tak iż nic nie przyćmiewa bieli lub bladej różowości kwiecia.

W porze kwitnienia wiśni odbywa się t.zw. „hanami” (od „hana” -kwiat, „miru” – patrzeć), czyli oglądanie kwiatów. Może ono wprawdzie obejmować różną roślinność, ale w zasadzie dotyczy właśnie „sakury”. Odwiecznym, bo lat tysiąca sięgającym zwyczajem, ludność miast i wsi tłumnie wylęga poza swe siedziby, udając się do miejsc, gdzie jest obfitość drzew wiśni.

Trzeba wszakże gwoli ścisłości zaznaczyć że powyższa rozrywka posiada nie tylko swój aspekt estetyczny; przecież i u nas na rojny i gwarny „odpust” przy wiejskich kościołach nie wszystkich kieruje troska o zbawienie. Toteż i wielu uczestników święta wiśni traktuje piękno przyrody raczej na marginesie przyjemnego pikniku, a już dawno jakiś sceptyczny poeta wyraził się nawet, że gdyby nie wódka „sake”, to nawet sławne wiśnie z Yosino byłyby tylko drzewem na opał.

W każdym jednak razie ten na pół poetyczny a na pół swawolny zwyczaj „hanami” stał się w Japonii czymś tak organicznym, że – jak to wynika z wydawnictwa „Pictorial Japan 1954″ – „stało się niemal powszechnym zwyczajem w fabrykach, że robotnikom daje się dzień wolny dla zobaczenia kwitnących wiśni. Pod baldachimem uroczego różowego kwiecia weseli wycieczkowicze korzystają z dnia uciechy, biesiady, picia, śpiewania i tańca”.

Trudno tu nie wspomnieć pięknych widowisk scenicznych, związanych z kultem wiśni, szczególnie tokijskiego „Azuma Odori” oraz „Miyako Odori” w Kyoto. Występuje w nich zespół około trzydziestu gejsz czyli zawodowych tancerek, przy akompaniamencie kilkunastu grajków i śpiewaków w stylu staro-japońskim. Do najefektowniejszych numerów zaliczyć należy wersję klasycznego „Genroku Hanami Odori” z końca XVII w. – z ery Genroku, wsławionej wielkim rozkwitem kultury japońskiej.

Japońska wiosna przynosi również dwie ważne uroczystości o charakterze rodzinnym: święto dziewcząt (3 marca) i święto chłopców (5 maja).

Święto dziewcząt zwane jest „momo no sekku”, czyli święto brzoskwini, albo popularniej „hina-matsuri”, czyli święto lalek. W rodzinach, gdzie są dziewczęta do lat około dziesięciu, odbywa się wystawa lalek, które służą tylko do tej okazji i nieraz przechodzą w spadku z pokolenia na pokolenie. Stanowią one całość, złożoną z kilkunastu lalek w dawnych ubiorach. Jest to zwykle „Dairisama” czyli cesarz z cesarzową, w otoczeniu dworskiej świty ministrów, dam i grajków wśród miniatur różnych sprzętów -nieraz istne cacka artystycznego rękodzieła. Wśród ubocznych ozdób zawsze widać kwiat brzoskwini, oznaczający kobiecą łagodność, stąd zaś – chyba nie bez racji – będący symbolem szczęścia małżeńskiego.

„Tango no sekku”, czyli święto chłopców, przypada w piątym dniu piątego miesiąca, a stanowi dużą konkurencję dla „hina-matsuri”. Głównym znakiem tego obchodu jest rodzaj flag, zwany „koi-nobori”. Jest to barwna płócienna podobizna karpia długości kilku metrów, zawieszona na wysokim maszcie; na wietrze ogromne te ryby nabierają życia i zdają się trzepotać i płynąć w powietrzu. Karp uchodzi za rybę zdolną płynąć przeciw prądowi i nawet – jak nasz pstrąg – pokonywać skokiem wodospady, wskutek czego słusznie uważany jest za symbol młodzieńczej ambicji i śmiałości.

Po jednej lub więcej tych flag łatwo poznać domy, w których mieszkają chłopcy do lat dwunastu. Gdy zaś zajrzymy do wnętrza, zastaniemy tam również wystawę lalek, złożona wszakże tym razem z postaci władców, wojowników lub legendarnych bohaterów. Zobaczymy więc pewnie mitycznego pierwszego cesarza Zimmu, obok zaś stać może w bogatej zbroi wódz Kato Kiyomasa albo też wąsaty Syoki, który według chińskiej legendy wojować miał z demonami. Obok, albo zamiast tych pięknie strojnych kukieł, wystawiana bywa w honorowej wnęce japońskiej izby stara zbroja, hełm albo miecz. Wszystko to ma na celu podniecić wyobraźnię chłopięcą i skierować ją ku wielkim wzorom, jak żyć i umierać.

Krótkotrwałe wiśnie dawno już opadły z kwiatu, ale wnet można znów podziwiać w przyrodzie coś pięknego; oto w końcu maja zakwita kosaciec czyli irys, po japońsku noszący dźwięczne miano „ayame”. W Tokio można zwiedzać wspaniały ogród irysowy w parku świątyni cesarza Meizi. Jest tam przeszło 80 gatunków tych kwiatów; wypełniają one długą, starodrzewiem obramowaną i krętą dolinę, nadając jej wygląd rzeki o falach to ciemnomodrych, to fiołkowych, to znów migocących śnieżną bielą. Sławny jest również (a dużo starszy) ogród kosaćców przy świątyni Horikiri, który nadal podobnie się przedstawia jak na drzeworytach mistrza Hirosige sprzed lat stu dwudziestu, wielce zaś poetyczne nazwy poszczególnych odmian, jak np. „śnieg z góry Fudzi”, „Wstający smok”, „Wieczorna mgła” albo „Duma Edo”, same przez się tchną urokiem dawności.

Japoński irys obejmuje dwa główne rodzaje: „ayame” oraz „kakitsubata”. Z obydwoma wiążą się legendy. A więc „ayame” wywodzi się od uroczej dziewczyny imieniem Ayame, która z miłosnej rozterki utopiła się w stawie. O „kakitsubata” istnieje dramat w stylu klasycznym „No”, oparty na średniowiecznej opowieści „Ise Monogatari”. Występuje tam wiejska dziewczyna, która w istocie jest dusza kwiatu „kakitsubata”, zdążającą do „Czystej Krainy Zachodniego Raju”, gdyż według kanonów buddyjskich nawet kwiat może osiągnąć zbawienie.

We wszystkich tych objawach japońskiej wiosny ujawniają się dobitnie wieki bliskiej styczności z przyrodą na jednym miejscu i w ustalonych warunkach geograficznych, spotęgowane wpływem obu narodowych religii: sintoizmu i buddyzmu. W ten sposób zdołał się rozwinąć u ludzi szczególny zmysł odczuwania piękna przyrody jako składowej części życia, a ludzkiego życia jako nierozdzielnej części przyrody. Zrozumienie tego jest kluczem do wniknięcia w japońską umysłowość i kulturę, gdyż ustawiczne wzajemne przenikanie się naszego istnienia z otaczającym nas światem organicznym i nieorganicznym stanowi znamienny i wybitny rys literatury i sztuki tego narodu.

Tak tedy Japończyk zaprawiony jest do bezpośredniego doznawania dorocznych zmian przyrody i do bliskiego wczuwania się w jej tętno. Kiedy kwiaty kwitną, śmieje się on i weseli; kiedy zaś opadają, smuci się niestałością i zwiewnością zjawisk. Raczej jednak przeważa u niego pogodny nastrój optymizmu, któremu niegdyś hołdował świątobliwy bonza Ikkyu, kiedy śpiewał: „Czyż jest coś nowego na tym świecie? Jest oczywiście – patrz, jak ptaki latają i jak śmieją się kwiaty!”

Antoni Ślósarczyk.

——-
*) por. „Zima” w nr. 453 „Wiadomości”. – W jednym z numerów najbliższych: „Lato”.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close