CZASOPISMA KRAJOWE

Słonimski wygrał wojnę

Słonimski sam się wyćwiczył, nie czekając na przeszkolenie. Wie już gdzie szukać wrogów i jak z nimi walczyć. Ćwiczenie jego znajduje się w „Nowej Kulturze” z 8 czerwca b.r. i jest w nim wszystko co trzeba: „ludobójcze zamysły , „wasalstwo dolarowe”, „niewolnictwo kapitalistyczne”, „interesy kasty”, „junkrzy pruscy”, „intryganci londyńscy”, „krew mas ludowych”. O Ameryce i o emigracji nawet ponad normę: „Filmy i comicsy uczą okrucieństwa i sadyzmu, książka propaguje nihilizm i seksualizm. I oto słowo Amerykanin przeobraża się w nowe słowo, które niech pozostanie na wieczną pamiątkę tej ponurej zmiany. Z Amerykanina rodzi się Amerykain. Słowa nabierają różnego znaczenia w zależności od tego jakim celom służą. Warto zastanowić się, co się stało z pięknym słowem patriotyzm, do jakiego samozaprzeczenia i splugawienia doszło ono w ustach emigracyjnej kliki londyńskiej, gdy tym słowem próbują oni pokryć swój akces do zbójeckiego hitlerowsko-amerykańskiego paktu w Bonn”. Ćwiczenie jest długie i namiętne, a kończy się taką rzewną apoteozą: „Z naszej strony odpowiedzią na pakty w Bonn będzie wzmożenie tempa pracy dla socjalizmu i pokoju, to znaczy patriotyzm prawdziwy, który pragnie udoskonalić, uszlachetnić, obiekt swego uczucia. Patrzymy spokojnie w przyszłość nie tylko dlatego, że po naszej stronie, po stronie mas ludowych Europy i Azji jest siła, ale dlatego, że po naszej stronie jest coś więcej niż siła. Po naszej stronie jest słuszność”.

Przedstawiciel mas ludowych Europy i Azji bardzo się rozwinął: bez przeszkolenia wzmógł tempo i udoskonalił obiekt.

O Słonimskim pisze się teraz dużo i ciepło. „Jutro Polski” z 1 czerwca zamieszcza obszerne sprawozdanie z dyskusji literackiej o jego twórczości. Wzięli w niej udział: Paweł Hertz, Zygmunt Lichniak, Ryszard Matuszewski, Grzegorz Lasota i sam Putrament – wszyscy bardzo chwalili, a Jan Kott wnikliwie zauważył że „wiele swych najcenniejszych i najprawdziwszych wierszy zawdzięcza Słonimski wrażeniom z podróży do Z.S.R.R., podczas gdy znany jego reportaż jest błędny”.

W „Życiu Literackim” z 25 maja b.r. ukazał się wielki artykuł Adama Włodka p.t. „Wygrana wojna Słonimskiego”. Artykuł jest świeżym i głębokim ujęciem twórczości poety – od podstaw do świadomości bytu. Zaczyna się od podstaw, od poetów „Skamandra”: „Gdy zawiązywali się w grupę – jedynym ich celem było służenie poezji. Nie rozumieli wtedy i nie wszyscy chcieli zrozumieć potem, komu i czemu powinna służyć sama poezja”. Słonimski potem zrozumiał. Mimo, że na jego młodzieńczej twórczości zaważył – według p. Włodka – wpływ Majakowskiego, co pewnie było dobrym wstępem, długo „brak było w jego światopoglądzie rzeczy zasadniczej: klasowego podejścia do zagadnienia”. Brak ten nadrobił. Klasowo i zasadniczo. „W 1932, bezpośrednio po odbyciu podróży do Związku Radzieckiego, wydał Antoni Słonimski tom reportaży związanych z tą podróżą. Książka była na pewno niesłuszna i szkodliwa. Zdawał sobie z tego sprawę potem sam autor -czego dowody w luźniejszych jego wypowiedziach”. Dał dowody, nawet sporo, wierszem i prozą. Pan Włodek przypomina je, w szczególności artykuł Słonimskiego „pod wymownym tytułem” „Moja trasa Z-W” i wiersze późnoludowe, tak różne od dawnych: młodzieńczych, męskich, a nawet emigracyjnych. „Utwory te – zamyka swój bilans p. Włodek – przekreślają pesymizm wyrażany dawniej. Osiągnąwszy słusznie wybrany cel na swojej ideowej trasie Zachód-Wschód – „wygrał wojnę” Antoni Słonimski. Niech mi wolno będzie powiedzieć: towarzysz Słonimski”.

Towarzysz Słonimski tę wojnę wygrał i nawet z każdym dniem – w zdyszanym tempie – utwierdza swe zwycięskie pozycje. Ale wieczorem, kiedy niebo szarzeje u szczytu, może jeszcze słyszy nabrzmiały łzami, drżący gniewem, swój własny głos sprzed wielu lat. Gdy chciał „mieć słowa Marka Antoniusza, który, Cezara jawiąc trup, przydusza całe pospólstwo do swych stóp! Mieć jego głos gdy krzyknął: „Wara!” i gdy nad bladą zwisłą skroń Cezara targaną gniewem wznosił dłoń!”. (Pamiętasz jak szumiały te skrzydła ogromne? Może tymi słowami młodość ci przypomnę).

Collector.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close