Spluwaczki

We wspomnieniach z więzień i łagrów sowieckich („White Nights”, Londyn, Macdonald, 1957) Menachema Begina, późniejszego przywódcy ruchu podziemnego w Izraelu, może najbardziej przejmujący jest rozdział p.t. „Spluwaczki”. Rozdział ten ukazuje na jakie niziny mogą się stoczyć ludzie, którzy walkę o prawa ludzi wypisali na swoich sztandarach.

Aresztowany w Wilnie, Begin siedział na Łukiszkach. Wraz z grupą skazańców miał być przewieziony do łagru. W ostatniej chwili wynikły trudności techniczne i więźniów skierowano do prowizorycznych cel w piwnicy.

W porze rannego posiłku wniesiono spluwaczki które miały zastąpić kubki i miski. Więźniowie odmówili picia kawy ze spluwaczek a gdy zjawił się dyżurny urzędnik, jeden z nich wyłożył mu że spluwaczki, które przyniesiono, są spluwaczkami zabranymi z cel i że oni sami do nich pluli. Kiedy na nie patrzą, zbiera się im na wymioty na samą myśl że mają z nich jeść.

Dyżurny urzędnik odpowiedział że spluwaczki starannie zdezynfekowano i że są zupełnie czyste, na co inny z więźniów odpowiedział że dna spluwaczek są popękane i że żadna dezynfekcja tu nie pomoże. Gdy urzędnik upierał się że spluwaczki są czyste, że w łagrze warunki się poprawią i że wobec wielkiej ilości więźniów zbrakło naczyń, ktoś zawołał: „A po co aresztujecie tylu ludzi?”, na to jednak nie otrzymał odpowiedzi.

W południe używane spluwaczki zabrano i przyniesiono… nowe. „Przyszły prosto z magazynu – zapewniał dyżurny urzędnik. – Nikt ich nie używał. Są czyste. Możecie z nich jeść”.

Ale spluwaczki pozostały spluwaczkami. Nie chciano jeść z naczyń przeznaczonych do plucia i więźniowie poszli spać głodni. Toteż nic dziwnego że pewien lekarz-żyd który przed wojną spędził szereg lat w Dachau a po zwolnieniu przedostał się do Rosji sowieckiej i tam został skazany za szpiegostwo na rzecz Niemiec na pięć lat łagru, zwierzał się Beginowi:

„Byłem w Dachau. Pracowaliśmy przy budowie drogi. Praca była ciężka, ale pracowaliśmy osiem godzin dziennie. Tak, czasem nadzorca nazistowski uderzył mnie w twarz, mówiąc: „Żydowska świnio”. Było to okropne. Ale czy tutaj niemal każdego dnia „urki” [kryminaliści] nie wyzywają mnie od „parchatych Żydów”? Czy mnie nie kopią? Czy myśli pan że jest wielka różnica, kiedy bije i wymyśla mi dozorca a kiedy robią to samo więźniowie kryminaliści? Tam miałem czyste łóżko. Miałem mydło do mycia, szczoteczkę do zębów, czystą bieliznę, ciepłe ubranie w zimie. Przez cały czas utrzymywałem kontakt z moją rodziną. Otrzymywałem listy i paczki. Nie byłem głodny. Nie potrzebuję panu mówić jak nienawidzę przeklętych nazistów, ale kiedy leżę tutaj w gnoju i smrodzie, kiedy drapię się po całym ciele, kiedy tęsknię do jeszcze jednego kawałka chleba, straszliwa myśl przychodzi mi czasem do głowy. Przyznaję że myśl ta jest straszliwa, ale nie chcę ukrywać jej przed panem. Czasem myślę że gdybym miał do wyboru łagier nad Peczorą i obóz koncentracyjny w Dachau, wybrałbym Dachau”.

Była to rzeczywiście straszliwa myśl – zaznacza Begin – ale już to że mogła powstać, równało się potępieniu Sowietów.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close