Stare, dobre, kochane Niemcy

„Spectator” z 21 listopada b.r. zamieszcza w obszernych wyciągach treść nadawanej przez radio niemieckie rozmowy swego korespondenta Ernsta Friedländera z kanclerzem Adenauerem. Pierwsze pytanie Friedlandera dotyczyło sprawy odszkodowań niemieckich dla Izraela; czy w tej sprawie, wobec protestów arabskich, rząd niemiecki nie zamierza zmienić swego stanowiska? Odpowiedź kanclerza: „Podpisałem porozumienie z Izraelem i dotrzymam słowa… Jest to porozumienie które różni się od zwykłych umów między dwoma państwami. Stoi za nim obowiązek moralny. Rząd niemiecki postanowił, w miarę swych możliwości, naprawić krzywdy wyrządzone Żydom przez Hitlera. Zmusza nas do tego sumienie. Hańbą by były jakiekolwiek wahania z uwagi na zagrożenie naszego handlu. Są sprawy wyższe ponad interes”.

Friendländer wspomniał o niepokoju jaki budzi niemożność zgodnego załatwienia sprawy Saary. Adenauer: „Droga do Europy zjednoczonej najeżona jest przeszkodami. Zagadnienie Saary jest jedną z takich przeszkód, a przy tym przeszkodą trudną, ale przy dobrej woli może ona być pokonana”. Kanclerz wyraził nadzieję że porozumienie z Francją okaże się możliwe. Friedländer zwrócił uwagę że przyszłości Saary w dużej mierze zależy od postępów na drodze do zjednoczenia Europy. Kanclerz się zgodził: „Z przyszłym scaleniem Europy, samo zagadnienie Saary straci swój jad. Należy żałować że wciąż jeszcze zatruwa ono atmosferę… Trudności w Saarze nie mogą jednak stanowić argumentu przeciw szybkiej ratyfikacji umów w sprawie Europy zjednoczonej”. Na pytanie, czy są widoki powstania parlamentu europejskiego, kanclerz odpowiedział potakująco: „Jesteśmy o wiele bliżsi europejskiego związku politycznego niż się to na ogół wydaje”, a gdy jego rozmówca zauważył że w tym ujęciu Europa oznacza właściwie związek sześciu państw, Adenauer wyjaśnił: „W obecnej chwili Europa zjednoczona, większa niż ta która by obejmowała sześć państw, politycznie nie wchodzi w rachubę… Mała zjednoczona Europa jest lepsza niż żadna”. Dążeniem Niemiec jest doprowadzenie do europejskiego sojuszu w oparciu na ustroju europejskim: konstytucji i parlamencie. „Nie jestem marzycielem – mówi Adenauer. – Bardzo realne względy wpłynęły na to że myślę o Europie zjednoczonej jako najważniejszym zadaniu i jedynej nadziei obecnego pokolenia Niemców. Jeżeli zaprzepaści się tę nadzieję, prędko się ona nie powtórzy. A wtedy nie tylko Niemcy, ale całą Europę czeka nawrót do okresu nacjonalizmu”.

„Time and Tide” z 22 listopada b.r. zamieszcza wrażenia Iana Colvina z podróży do Niemiec. Wrócił on w nastroju umiarkowanie optymistycznym, na ogół podniesiony na duchu. Czynniki rządzące w Niemczech nie są ani reakcyjne, ani militarystyczne, prasa bez wyjątku stateczna, a nawet w swej stateczności cokolwiek bezbarwna, naród niemiecki, ciężko pracujący i posłusznie karny, ma jedno tylko pragnienie: spokoju i ładu. Tacy ludzie, jak Remer czy Ramcke, nie mogą liczyć na posłuch i oddźwięk; Niemcy mają dosyć walki, są nią znużeni. „Byłoby dobrze – dodaje p. Colvin – gdyby byli oni trochę bardziej leniwi i mniej wydajni. Byłoby dobrze, gdyby nie było takich rzeczy, jak dzieje najnowsze i pamięć ziem utraconych za linią Odry-Nysy. Byłoby dobrze, gdybyśmy mogli liczyć na dobre wojsko niemieckie, nie robiąc z niego bezdusznych automatów. Byłoby dobrze, gdyby Niemcy odnaleźli się jako naród, który nie idzie za przewodem człowieka łamiącego zobowiązania i mordującego współzawodników”. Niektóre z tych zbożnych życzeń – jak zapewnia p. Colvin – stają się już rzeczywistością: Niemcy są w lepszym stanie ducha, niż kiedykolwiek; mają dobry rząd, który umie utrzymać porządek; nawet jeśli nie mogą, czy nie umieją, wyzbyć się nadziei odzyskania Pomorza i Śląska, „nie myślę (mówi p. Colvin) aby wojna o ziemie utracone była nieunikniona i aby Polacy mogli być tak traktowani jak w r. 1939… Przeciwnie, po wzajemnych [!] cierpieniach, sądzę że jest mniej wrogości teraz, niż było jej od r. 1920, i że z czasem dojdzie do porozumienia i do modus vivendi między Polakami i Niemcami”. Pan Colvin wierzy w lepszą przyszłość i zgodną współpracę, wierzy że Niemcy przyczynią się do dzieła wspólnej obrony Europy swoją armią, pozbawioną dążności odwetowych i ducha napaści.

Na temat tej armii przyszłości oto kilka głosów Niemców, wybranych z heidelberskiego miesięcznika „Die Wandlung” (strefa amerykańska). Hans von Rechenberg, wiceprzewodniczący partii liberalnej Westfalii: „Tylko człowiek wolny może nosić broń. Jeżeli sprzymierzonym trzeba batalionów Murzynów, niech ich werbują w Afryce”. Pastor Niemoeller: „Nie jesteśmy już narodem: ale przedmiotem dla innych narodów. Nasz kraj jest tylko szańcem, zarówno dla Amerykanów jak dla Rosjan”. Carlo Schmidt, przewodniczący niemieckiej delegacji socjalistycznej na zgromadzenie w Strasburgu: „Jesteśmy zdecydowani utrzymać nasze stanowisko opozycyjne w sprawie zbrojenia Niemiec”.

Collector

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close