• Wiadomości
  • / 26.03.1950
  • / Londyn
  • / Rok 5, Nr 13 (208)

SILVA RERUM

„Tuwim korzysta z przywilejów ustroju”*

Można zaryzykować twierdzenie że po śmierci Żeromskiego Tuwim był, obok Boya-Żeleńskiego, najsławniejszym nazwiskiem literatury polskiej. Nie chodzi w danej chwili o hierarchię wartości, chodzi po prostu o popularność i oddźwięk. Jest rzeczą znamienną, że po wejściu do Lwowa bolszewicy oglądali się przede wszystkim za dwoma pisarzami: za Tuwimem i za Boyem. Ale Tuwim przekładał wówczas zgniły Zachód nad opiekę sprzymierzonego z Hitlerem Stalina.

W r. 1945 zastawiono na Tuwima nową pułapkę: tym razem przynęta podziałała. Nie można jednak powiedzieć aby régime jak dotąd miał z Tuwima wielką pociechę. Gospodarstwo pisarskie Tuwima składało się zawsze z dwóch odrębnych części: jedna, to był zazdrośnie strzeżony ogród poetycki, w którym nie było miejsca na łatwiznę, koncesje, kompromisy; druga, to było boisko rozrywkowe, na którym królowała piosenka, skecz, szmonces, „A to pan zna?”, „Hrabia Orłow” czy „Jadzia wdowa”. Tuwim jako poeta gardził „chamjom”; jako czołowy dostawca nadscenek i kabaretów bawił się śmieszeniem publiczności, która podobno nie składała się z chłopów i robotników.

Po powrocie do Polski w r. 1945 niewiele się pod tym względem zmieniło. Te same przeróbki starych fars, nawet te same „curiosa”, których pojawianie się w „Wiadomościach Literackich” pewien poeta i satyryk witał zawsze niezmiennym: „A, Juleczek znowu wysypał kupę śmieci”. Tuwim, który zawsze żył w zupełnym oderwaniu od rzeczywistości, od jakichkolwiek zagadnień społecznych, głuchy i ślepy na niedolę upośledzonych, żyje w tym odosobnieniu w dalszym ciągu. Gromiąc „faszyzm” i „fabrykantów”, nie zdaje sobie sprawy że luksusowe warunki bytu, które sobie stworzył, są na tle dzisiejszej Polski taką samą obrzydliwością, jaką były pałace Poznańskich i Scheiblerów na tle nędzy ówczesnej Łodzi, i że aczkolwiek ciężar krzywd rozkłada się inaczej, Tuwim korzysta z przywilejów ustroju kapitalistycznego (choćby ten kapitalizm był kapitalizmem państwowym) w takiej samej mierze jak tamci.

Z punktu widzenia doktryny sowieckiej, którą Tuwim się obecnie entuzjazmuje, należy on do kategorii literackich „wrieditieli”, w Sowietach wyrzuconych poza nawias społeczeństwa. Losy Babiela czy Pilniaka, Achmatowej czy Pastiernaka powinny by go były przestrzec że na dalszą metę szajka bolszewicka, która obsiadła Polskę, nie zadowoli się nawet najpodlejszymi, depeszami czy oświadczeniami pod adresem Stalina, że będzie coraz ostrzej i natrętniej domagała się czegoś więcej niz „Kwiaty polskie”. I tu zarówno oni jak Tuwim natrafią na ten mur nieprzebyty, jaki dzieli w jego gospodarstwie pisarskim świątynię poezji od music-hallu. Bo że jeśli chodzi o świątynię poezji, Tuwim do tej pory nie ugiął się przed wymaganiami chwili, świadczy jego milczenie od lat pięciu. Pięć lat uchodźtwa przyniosło „Kwiaty polskie”, których wspaniałe fragmenty pozostaną w literaturze pięć lat pod czerwonym totalizmem przyniosło skromniutki dorobek kilku wierszy. Inaczej zresztą być nie mogło.

Nawet w zakresie satyry politycznej, oczywiście skierowanej przeciwko opozycji, nie przeciwko régime’owi, ponieważ „satyra” polityczna Tuwima była zawsze prorządowa, do ostatnich czasów Tuwim nie okazał wielkiej pomysłowości i wolał wygłupiać się prywatnie niż publicznie. Jest rzeczą ciekawą że ostrzejsze wystąpienie spowodowało dopiero oburzenie, z jakim społeczeństwo przyjęło „proizwiedienje” Rokossowskiego „w Poliaki”. Tuwim zawrzał gniewem jakby chodziło o Wieniawę albo Wołodię Jaroszewicza i ruszył „marszałkowi” na odsiecz wierszykiem (por. ocenę Theatesa w nr. 205 „Wiadomości”), wprawdzie wystarczająco plugawym w intencji ale diablo przy tym niezręcznym politycznie.

Jest rzeczą zabawną że wiersz, o którym mowa, został wywołany brakiem dostatecznego respektu, okazanego… mundurowi. Objawiło się tu prawo atawizmu, ponieważ „satyra” polityczna Tuwima za niepodległej Polski tak samo sławiła mundur, przeważnie pułkownikowski. Na dawnych dworach istniała instytucja błaznów, którzy nieraz mówili swoim panom nieprzyjemne prawdy. Pod tym względem Tuwim nie był nawet błaznem. Satyra jego, jak się rzekło, była satyrą przeciwko opozycji. Rządzącym po prostu schlebiała, schlebiała w sposób układny, przymilny, merdający. Opiewała nie tylko naprawdę wybitnych, ale i pomniejsze osoby, byle w mundurze, w takich np. strofach: „Na to głowami kiwnęli wszyscy w Olimpie zebrani: Becktor wysokogolenny, Rydzejos śmigły wojownik, Sławoida Pierates i Wieniawontes z Pijantu, Policjantos Jagrymeus i Sławekaon dorodny, Cares, Kocydes. Sławojkon, Prystoraj i Jaroszejdos. Stamiraklit, Scieżynor, Miedzintet i Matuszelaj”.

Szczytem dworactwa jest wiersz p .t. „Poeta, siedząc w oknie baru na Nowym Świecie, obserwuje ożywiony ruch samochodów”: «Między Zamkiem i Belwederem ruch: Jędrzejewicz Austro-Daimlerem buch! Nastroiłem się mocarstwowo, więc najpierw większą monopolową bęc! I wnet drugą, bo co za wdzięczny traf: mknie Pieracki (Br. od wewnętrznych spraw). Wojewoda z szefem policji fiu! Broń nas, Władziu, od prohibicji! Lu! Beck przejechał! O, jakże czule drżę! Panie ober! Proszę o Boulestin! Michałowski pędzi! O, dura lex! Vivat prawo! W ogóle – hurra! Ex! I Butkiewicz, którym był dawniej Kühn! O dżin proszę! Albo – dokładniej: dzühn! I Zawadzki i Adam Finans Koc! Skarby moje! Piję za bilans! Hoc! I Świtalski ze swym kolegą mknie. Proszę podać bombę jasnego! Dwie!! Znów ktoś pędzi! Czy to nie Bartel? O?! Panie ober, raz większy Martel! No! Same tuzy! A gdzie jest Prystor as? Odpoczywa? To proszę czystą raz! A gdzie Sławek? O jedzie! Vivat! Hej! Ober, lej pan rumu do piwa! Lej! – Wreszcie szampan z dużym żywieckim, bo mknie Błękitny z małym Lepeckim. O-o-o-o-o!!!”.

Nawet sprawa brzeska nie zdołała przeobrazić Tuwima, skoro w jakiś czas potem napisał niesmaczną „Kosteź” w której największy wstrząs polskiego dwudziestolecia pokwitował tak szlachetnie: „Związano wielu, posłano do Brześcia i uszkodzono pośladki”. Nic też dziwnego, że Tuwim do końca pozostał beniaminkiem sanacji, do końca ogłaszał swe utwory w „Gazecie Polskiej”, do końca bywał u Becków (oczywiście nie zapraszano go na przyjęcia dla Ribbentropa i Ciana). Nie zaszkodził mu nawet „Wiersz do prostego człowieka”. Nieporozumienie wywołane tym wyskokiem, przeobraziło się w porozumienie, a niedawni przeciwnicy wkrótce, jak się wyraził Kaden, „lali wino na miecze”. Aczkolwiek Miedziński w pierwszym odruchu groził Tuwimowi połączoną z kijami rozprawą czy też odprawą, na pl. Marszałka, ale niebawem utulił go w swoich objęciach. Warto zresztą dodać że „Wiersz do prostego człowieka” był ulubionym kawałkiem w sferach sanacyjnych: por. Zaćwilichowski witał się słowami „Rżnij karabinem w bruk ulicy!”, jak Niemcy witali się słowami: „Heil Hitler!”, a p. generałowa Sosnkowska recytowała go na pamięć przy wszelkich okazjach.

Nie należy przypuszczać że wiersz o Rokossowskim jest ostatnim słowem Tuwima. Kiedy przyjdzie właściwa chwila, bez ceremonii pośle „k czortu” swoich dzisiejszych protektorów i jak obecnie pije zdrowie Bieruta, tak samo razem ze swoim totumfackim, K. I. Gałczyńskim, dawniej hitlerowcem, dziś bolszewikiem, ale zawsze czarnosecińcem, pierwszy będzie pił zdrowie Trumana.

——-
* (tytuł: RetroPRESS.pl)

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

2 komentarze

  • William Marwood 26 czerwca 2017 at 10:55

    Jeśli bierze się Pan za oceny Tuwima i komentowanie jego relacji z władzami i cenzorami to pasowałoby najpierw odbyć gruntowne studia nad znaczeniem pojęcia”ironia” czy „aluzja”. Bez tego nie da się zrozumieć Tuwima mówiącego na tematy publiczne.

    Odpowiedz
    • AB 27 czerwca 2017 at 07:38

      Zacznie zacznie się wygłaszać profesorskim tonem głupawe komentarze – wypadałoby pomyśleć. W przeciwnym razie łatwo wyjść na patentowanego ćwierćinteligenta.

      Odpowiedz

    Napisz komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

    Close