Z tragicznych dni (8)
Aneksje i wojna z Sowietami*

Starałem się uratować to co zdawało się było jeszcze do uratowania: wyciągać ludzi z więzień i obozów, bronić kulturalnych dóbr narodu. Księgarnie otrzymały listę dwóch tysięcy polskich książek, które muszą być wycofane z obiegu. Na liście tej była prawie cała nasza literatura historyczna i polityczna bez względu na kierunek: figurowały na niej nawet książki antyrosyjskie i antybolszewickie. Nie brakowało curiosów: zakazano np. powieści „Rycerz ostrej ostrogi”, sądząc, że jest to powieść patriotyczna. W istocie rzeczy była to powieść o kogucie. Na liście znalazły się niemal wszystkie moje książki. Korzystając z tego napisałem skargę na 23 stronach pisma maszynowego, w której wykazywałem całą absurdalność wycofywania książek. Jeśli nawet zostaną zniszczone wszystkie książki historyczne, pozostanie ustna legenda, legenda, która bardziej będzie przemawiała do wyobraźni, niż krytyczne rozważania faktów historycznych przez fachowców.

Coraz jaśniejsze stawało się, że Generalna Gubernia miała być wzorowana na koloniach angielskich w murzyńskiej Afryce. Gdy w ten sposób określałem niemiecką politykę okupacyjną w rozmowie z przedstawicielami władz niemieckich, wywoływało to oburzenie. Odpowiadałem:

– Odrębne wagony oraz przedziały w tramwajach dla Polaków, restauracja lepszego gatunku zmonopolizowane dla Niemców, „Warschauer Zeitung” twierdzi, że stosunki powinny być tak ułożone, by najbardziej upośledzony Niemiec czuł się czymś wyższym od najbardziej uprzywilejowanego Polaka. Chcecie mieć w Polsce niedużo Niemców, ale na najwyższym szczeblu drabiny społecznej.

W rzeczy samej przez długi czas wywożono Niemców z Polski w celu osiedlania ich w Alzacji, pomimo ich woli i ku wielkiej rozpaczy, gdyż byli to koloniści zamieszkali w Polsce w drugim lub trzecim pokoleniu.

Przeprowadzać i asfaltować drogi, regulować rzeki, elektryfikować kraj, podnosić przemysł i rolnictwo do poziomu Niemiec – wszystko to leżało w programie Trzeciej Rzeszy. Polacy mieli z tego korzystać jako robotnicy, kupcy, właściciele fabryk i większych lub mniejszych warsztatów rolnych, ale powinno się im uniemożliwić wszelkie dążenia natury politycznej, powinni być pozbawieni pamięci historycznej, dawne pokolenia powinny zostać przetrzebione, ogołocone z ludzi zdolnych do opozycji i walki politycznej, a nowe pokolenie musi być kształcone w szkołach, w których nie będzie słyszało o Polsce. Wówczas pogodzi się z olbrzymią aneksją polskich prowincji, z których wyrugowano Polaków.

Mimo wszystko przypuszczałem, że w polityce niemieckiej nastąpią radykalne zmiany, gdy pod wpływem wojny na zachodzie i na wschodzie Niemcy przyjdą do przekonania, że anektowanie tak rozległych obszarów Polski jest absurdem. Sądziłem, że przystąpienie Rosji sowieckiej do wojny uczyni ich dostępnymi dla tej myśli. Wiedziałem, że wojna ta może zakończyć się dla nas wyzwoleniem lub zagładą, że zwycięstwo Rosji sowieckiej przyniesie zagładę. Zdawało się, że Niemcy muszą wyjść zwycięsko z wojny na wschodzie, natomiast, że wojnę na zachodzie przegrają gdy wystąpią Stany Zjednoczone.

Myśl o wojnie z Rosją sowiecką była mą ulubioną ideą. Po powrocie z Babelsberg zbierałem materiały do rządów Rosji sowieckiej we wschodniej Polsce, przesłuchiwałem ludzi stamtąd przybyłych, zamawiałem referaty i na podstawie zebranego materiału napisałem broszurę o rządach Rosji sowieckiej we wschodniej Polsce. Widziałem, że stosunki nie dojrzały do wydania broszury jawnie, złożyłem więc egzemplarz przedstawicielowi sztabu z prośbą o pozwolenie na wydrukowanie jej jako druku prywatnego.

Na wiosnę 1941 dom na Wiejskiej nr 1. w którym mieszkałem, przeznaczono na centralne biuro lotnictwa i wszystkim lokatorom kazano wyprowadzić się w ciągu kilku dni. Udałem się do komendanta miasta. Przyjął mnie bardzo uprzejmie.

– Znam memoriał pana o wojnie z Sowietami. Otóż wojna się zbliża. Jestem tego pewny; chętnie zrobię dla pana co mogę. Chce pan przedłużenia prawa mieszkania na miesiąc, dowiem się, czy jest to możliwe; jeżeli tak, zawiadomię pana.

Tego samego dnia otrzymałem zawiadomienie, że mogę pozostać miesiąc, lecz ponieważ inne mieszkania zarekwirowano i od przychodzących wymagano przepustek, wyprowadziłem się przed miesiącem. W urzędach niemieckich stali się dla mnie bardzo uprzejmi, urzędnicy wydziału prasowego, spotykając mnie na ulicy, mówili:

– O, teraz przyjdzie czas na pana. Pan będzie mógł pisać, drukować.

Z Berlina przyjechał urzędnik Gestapo, który prowadził moją sprawę. Rozmowę rozpoczął od dawnych pytań: gdzie odbijany był memoriał?

– Jak można teraz zajmować się taką drobnostką, kiedy zbliża się wojna z Sowietami – odpowiedziałem.

– Jak to wojna? Mamy z nimi pakt o nieagresji.

– I my mieliśmy z nimi. Pakty nic nie znaczą.

– Polacy chcą wojny?

– Tak. Bo z powodu wojny zrezygnujecie ze znacznej części aneksji, a my odzyskamy co zabrały Sowiety i będziemy państwem.

– A co Polacy będą robili podczas wojny?

– Pragnąłbym ich zmobilizować przeciwko Rosji, lecz jest to trudne, zbyt dużo ludzi wymordowaliście.

– My nie mordowaliśmy!

– A Oświęcim? Czy jest więzienie na kuli ziemskiej, gdzie byłaby większa śmiertelność niż w Oświęcimiu. Latem 1940 zabraliście do Oświęcimia 70 adwokatów, 40 z nich już nie żyje.

– Skąd pan to wie?

– Bo mnie obchodzi los moich rodaków.

– Ja wiem, pan pojedzie do Berlina z memoriałami, ale nim roześle pan memoriały, osadzimy pana w Babelsberg i spędzi pan tam czas do końca wojny.

Rozważając różne okoliczności przychodzę do przekonania, że owego urzędnika Gestapo przysłano z przestrogą bym nie podnosił w Berlinie sprawy polskiej i polityki okupacyjnej.

Ze łzami nadziei w oczach słuchali Polacy obwieszczenia przez radio o rozpoczynającej się wojnie. Wierzono, że odzyskamy niepodległość.

Znów przychodzili do mnie ludzie wszystkich kierunków dla omawiania położenia politycznego. Wiedziałem, że przed zmianą kursu nie można postawić programu aktywnego udziału naszego w wojnie przeciwko Rosji sowieckiej. Oba wiałem się sabotażu. Wiedziałem, że w Kraju istnieje agentura sowiecka, a w Londynie agentura angielska, obawiałem się, że pchać będą do sabotażu. Przez moich przyjaciół udało mi się zamówić w prasie codziennej artykuły przeciwko sabotażowi pod hasłem neutralności. Po konferencji z przedstawicielami ruchu podziemnego otrzymałem rezolucję, że naród polski, w obecnych warunkach, wobec wojny niemiecko-sowieckiej zachowuje neutralność. Proszono mnie, bym o tej rezolucji powiadomił władzie niemieckie. Spełniłem prośbę dodając, że takie stanowisko społeczeństwa polskiego musi wykluczyć odpowiedzialność zbiorową za sabotaże, które mogą być prowokacją, i że powinno to wywołać rewizję polityki oraz masową amnestię. Wręczyłem to przedstawicielowi sztabu, z którym od kilku tygodni utrzymywałem stosunki, podając zapiski o polityce okupacyjnej, pchające Polskę w objęcia Sowietów. Otrzymałem podziękowanie i przyrzeczenie listowne od głównodowodzącego wojsk w Polsce, że postulaty moje zostaną omówione z Frankiem.

W kilka dni potem zostałem aresztowany i odwieziony na Pawiak, gdzie przesiedziałem 14 miesięcy. Było to dla mnie całkiem zrozumiałe. „Warschauer Zeitung”, stale pisała, że zasadnicza polityka Niemiec wobec Polski nie ulegnie zmianie – a oto zjawił się Polak, który usiłuje zmienić kurs przez oddziaływanie na władze wojskowe. Jest on bardziej niepożądany niż uczestnicy ruchu podziemnego. Za udział Polski w wojnie przeciw Sowietom trzeba było zapłacić wyrzeczeniem się koncepcji kolonii białych Murzynów, a ta pomoc wydawała się Hitlerowi et compagnie zbędna. Zresztą umowa Sikorskiego z Sowietami czyniła wątpliwym znaczniejsze zmobilizowanie sił polskich przeciw Sowietom. Na fakt, że Niemcom zabraknie ludzi do zarządzania rozległymi przestrzeniami, że nie tylko bandy sowieckie będą grasowały w Polsce w celu akcji sabotażowej, lecz że wezmą w niej udział Polacy, rządy Hitlera i Himmlera nie zwróciły uwagi. Narodowy socjalizm wychodził z założenia, że wszystko można osiągnąć drogą nakazu, sankcji karnej, terroru.

Na pierwszym przesłuchaniu doniósł mi urzędnik Gestapo, pomocnik Böhma, że główny komendant Gestapo w Krakowie żąda albo mego przeniesienia się na stałe do Niemiec albo trzymania mnie w więzieniu. Odpowiedziałem, że bez wahania wybieram wyjazd do Niemiec i że proszę o natychmiastowe zwolnienie w celu zlikwidowania moich interesów, sprzedaży mebli i t.p. Na to referent powiedział:

– Trzeba z tym poczekać. Może da się w inny sposób załatwić sprawę pana.

Po kilku dniach zawiadomił mnie, że wobec prowadzenia przeze mnie propagandy wśród inteligencji niemieckiej przeciwko polityce Niemiec w Polsce, pobyt mój w Niemczech jest niewskazany i że mam pozostać w więzieniu. Była to, jak się domyślałem, sprawka Böhma. Władze wojskowe ujmowały się za mną, uzyskiwałem pewne ulgi, możność otrzymywania paczek żywnościowych, książek, oraz pisania. Przez pewien czas korzystałem ze swobody ruchu w gmachach więziennych, ale potem zostało to cofnięte.

Więzienie unieruchomiło mnie na najważniejszy, decydujący okres wojny.

Naród szedł na samobójstwo polityczne, objawem tego było powstanie warszawskie, któremu nie mogłem zapobiec.

 Władysław Studnicki.

———
*) por. „W przededniu drugiej wojny światowej” w nr. 58, „W Krakowie i w Łodzi” w nr. 61, „W Warszawie do końca 1939” w nr. 64, „Psychologia okupanta” w nr. 67, „Akt oskarżenia polityki okupacyjnej” w nr. 70, „Reakcja Niemców na akt oskarżenia” w nr. 72, „Moje interwencje” w nr. 74 „Wiadomości”.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close