Z tragicznych dni (7)
Moje interwencje*

Po przybyciu do Warszawy musiałem przedstawić się komendantowi Gestapo; przyjął mnie jego zastępca Müller. Dałem mu numer „Berliner Börsen Zeitung” z artykułem o mnie i opowiedziałem o mojej sprawie, dodawszy że zostałem osadzony w Babelsberg z inicjatywy ministra Goebbelsa, a zwolniony na interwencję Göringa. Wszystko to zrobiło pewne wrażenie, Müller był bardzo uprzejmy i powiedział, żebym zgłaszał się do niego w razie potrzeby.

W kilka dni potem przyszedł do mnie jeden z przyjaciół Adolfa Nowaczyńskiego i doniósł, że Nowaczyński wraz z kilku innymi pisarzami, przebywającymi w sanatorium w pobliżu Warszawy, został aresztowany. Prosił żebym interweniował w sprawie Nowaczyńskiego, nie wysuwając na razie sprawy innych aresztowanych, Nowaczyński bowiem, liczący 65 lat, jest bardzo schorowany.

Nowaczyński zajmował się gorąco losem literatów i dziennikarzy. Zwracał się do bogatych ludzi i uzyskiwał od nich ofiary pieniężne lub w naturze dla pisarzy polskich. Otóż firma Haberbusch i Schiele, zarabiająca miliony na piwie, otworzyła kredyt dla literatów i dziennikarzy w pierwszorzędnym sanatorium. Oczywiście kto mógł, korzystał z dwutygodniowego darmowego pobytu. Gestapo wpadło na pomysł, że skoro tylu literatów i dziennikarzy przebywa w drogim sanatorium, dzieje się to prawdopodobnie z ramienia tajnej organizacji i prawdopodobnie redaguje się tam „ulotki”. Pewnego poranku aresztowano wszystkich goszczących w sanatorium pisarzy.

Pojechałem niezwłocznie do Müllera. Powiedziałem mu, że Nowaczyński jest autorem dramatycznym o światowej sławie, że dramat jego „Fryderyk Wielki” spotkał się z życzliwym przyjęciem krytyki niemieckiej, że jest to człowiek stary, który może umrzeć w więzieniu. Müller polecił mi zgłosić się nazajutrz i zapewnił, że jeżeli sprawa nie przedstawia się poważnie, Nowaczyński zostanie zwolniony. Nazajutrz spotkał mnie okrzykiem:

– Nowaczyński zwolniony!

Teraz zjawili się u mnie członkowie rodzin innych aresztowanych z prośbą o interwencję. Rozpoczęłem dalsze starania. Gestapo zbadało przeszłość każdego i dwóch przeznaczyło do Oświęcimia. Ale dzięki Müllerowi udało mi się wszystkich wyciągnąć. Wiadomość o zwolnieniu kilku literatów rozeszła się po mieście – byłem oblegany przez żony, matki, siostry innych aresztowanych.

Uważałem za obowiązek robić starania o ratowanie ludzi, częstokroć całkiem apolitycznych, częstokroć naiwnych politycznie, ale zawsze dobrej woli.

Na tragicznym położeniu społeczeństwa, z którego wyrywano najlepszych ludzi, żerowali różni spekulanci. Jeden twierdził, że ma stosunki z damą serca wpływowego gestapowca i że za pewną kwotę może uwolnić z więzienia lub obozu, inny domagał się by złożyć pieniądze na ręce trzeciej osoby, które podejmie jedynie w razie zwolnienia; liczył, że na dziesięciu jeden może zostać zwolniony bez żadnej z jego strony interwencji, więc zarobek jest pewny. Ostrzegałem wielokrotnie przed tego rodzaju spekulantami.

Moje interwencje stawały się coraz mniej skuteczne, po kilku miesiącach zrobiłem zestawienie: w pierwszym miesiącu po przybyciu ok. 30% pomyślnych załatwień, po kilku miesiącach 10%, i mniej.

Z powodu moich interwencji wchodziłem w konflikt z wielu urzędnikami Gestapo. Jednym z najgorszych gestapowców był Böhm, w którego referacie znajdował się Oświęcim i inne obozy karne. Był to człowiek niedostępny, nerwowy, a moja pewność siebie przy domaganiu się uwolnienia wywoływała w nim wprost ataki histerii. Razu pewnego, spotkawszy mnie w poczekalni Müllera, kazał mi iść do domu. Powiedziałem mu, że czekam na Müllera i że on tu nie ma nic do gadania. Böhm kazał mnie aresztować i zaprowadzić do suteryn, gdzie mieściło się więzienie. Po kilku godzinach, w których się napatrzyłem na złe obchodzenie się z przywiezionymi na przesłuchanie w Gestapo, zostałem zwolniony przez pomocnika Böhma, który zawiadomił mnie, że wstęp do gmachu Gestapo jest mi zakazany. Kiedy w sprawie pewnego aresztowanego zatelefonowałem do Müllera, usłyszałem: – Sie wollen wieder uns beschimpfen. W rezultacie jednak poprosił mnie grzecznie o przyjście.

Byłem przekonany, że wojna z Sowietami się zbliża, i korzystając z tego motywowałem potrzebę zmniejszenia represji lub zwolnienia tego czy innego działacza politycznego argumentem, że jest to działacz antybolszewicki. Przypominałem np., że Chaciński stał na czele chrześcijańskich demokratów o nastawieniu antykomunistycznym. Chacińskiego zwolniono. Chodziło mi bardzo o zwolnienie Barlickiego. Podnosiłem więc, że w r. 1920 mobilizował on robotników polskich do walki z Rosją sowiecką. Niestety, nie udało się go oswobodzić.

Dowiedziałem się, że Mosdorf ma być wysłany do Oświęcimia. Napisałem list do Müllera, w którym zaznaczyłem, że Mosdorf w r. 1939 współdziałał mojej akcji przeciwko wojnie z Niemcami. Jest to publicysta dużej miary. Nie zawsze stosunek Niemców do Polski będzie oparty na terrorze, przyjdzie czas, że publicyści typu Mosdorfa będą potrzebni dla obu stron. Oświęcim może go tylko zniszczyć lub wytworzyć wrogi stosunek do Niemiec pod wpływem osobistych krzywd i cierpień, w imię więc przyszłych stosunków polsko-niemieckich proszę o zwolnienie Mosdorfa. Müller doniósł mi telefonicznie, że wprawdzie nie może obecnie zwolnić Mosdorfa z Pawiaka, ale skreślił go z listy przeznaczonych do Oświęcimia. Böhm miał jednak większe wpływy w partii od Müllera, mimo że ten był jego zwierzchnikiem, więc gdy Müller chwilowo wyjechał z Warszawy, unieważnił jego zarządzenie i Mosdorfa wysłano do Oświęcimia.

Z Müllerem prowadziłem wielokrotnie rozmowy treści politycznej. Mówiłem, że konflikt niemiecko-sowiecki jest nieunikniony, że uważam, iż Rosja sowiecka jest dla narodu polskiego bardziej niebezpieczna niż Niemcy, gdyż może rozrzucić go po swych olbrzymich przestrzeniach i naród, związany z pewnym terytorium, przeobrazić w naród eksterytorialny, skazany na asymilację. Dlatego mimo „allen Unrechten (nieprawości)” ze strony Niemiec, chciałbym naród mój zmobilizować przeciwko Rosji. Müller kiwał głową, ale wyraz „Unrecht” go oburzył.

– Jak to, – zawołał, – wyście urządzili masakrę Niemców w Bydgoszczy, my dziś na to odpowiadamy, to nie jest Unrecht, to jest sprawiedliwość.

Potem Müllera przeniesiono z Warszawy do Lublina; była to degradacja. Przyczynił się do tego Böhm. Udział w polowaniu u Maurycego Potockiego stał się bezpośrednią przyczyną niełaski. Potocki ze względu na znajomość z Göringiem i przyjemne obejście miał duże zachowanie u Müllera, a Böhm opowiadał, że Potocki i Studnicki demoralizują Müllera.

Wysłałem do Krakowa podanie o zwolnienie szeregu aresztowanych, motywując je względami na przyszły konflikt z Rosją. Böhm kazał mnie aresztować i osadzić na Pawiaku. Gdym znalazł się na korytarzu Pawiaka, gestapowiec, sprawujący nadzór nad naszymi strażnikami, ni z tego ni z owego uderzył mnie kijem po głowie. Okazało się że niemal każdy przybysz jest w ten sposób przyjmowany. Wskutek interwencji Potockiego u Müllera po dwóch dobach zostałem zwolniony. Po wyjściu wniosłem skargę, którą posłałem m. in. do ministra spraw zagranicznych i do sztabu, pisałem tam o okrutnym obchodzeniu się z więźniami, podkreśliłem, że przy podobnym postępowaniu trudno będzie mobilizować naród polski przeciwko Rosji sowieckiej. Wskutek tej skargi Böhm postawił wniosek o wysłanie mnie do Oświęcimia lub przynajmniej o internowanie w Babelsberg. Müller wniosek odrzucił, ale ostrzegł Potockiego:

– Niech Studnicki będzie ostrożniejszy, moi urzędnicy mają go dosyć, może by się przeniósł do Krakowa.

Poza aresztowanymi za sprawy polityczne, w 80% za ulotki i pisma nielegalne, władze niemieckie aresztowały i wysyłały co pewien czas do obozu ludzi tego lub owego zawodu. Otóż jesienią 1940 wysłano kilkudziesięciu adwokatów, między innymi adwokata Powidzkiego z Poznania, który w r. 1939 należał do komitetu obywatelskiego po wycofaniu się władz polskich, uchronił stu kilkudziesięciu Niemców od pogromu i miał od nich list dziękczynny. Gdy Powidzkiego wysłano do Oświęcimia, żona jego przy podaniu złożyła list owych Niemców. Böhm nie uwzględnił podania a list wrzucił do kosza. Dowiedziawszy się o tym, skomunikowałem się z p. Powidzką i poleciłem jej uzyskanie adresu kilku wybitnych Niemców, na których można by się powołać. Gdy dostarczyła mi tych adresów, wniosłem podanie do głównej komendy Gestapo w Berlinie. Podanie poskutkowało. Powidzkiego zwolniono. Böhm miał nieprzyjemność. Na razie nie mógł się zemścić, lecz później przyczynił się do mego 14-miesięcznego pobytu na Pawiaku.

Władysław Studnicki.

——-
*) por. „W przededniu drugiej wojny światowej” w nr. 58, „W Krakowie i w Łodzi” w nr. 61, „W Warszawie do końca 1939″ w nr. 64, „Psychologia okupanta” w nr. 67, „Akt oskarżenia polityki okupacyjnej” w nr. 70, „Reakcja Niemców na akt oskarżenia” w nr. 72 „Wiadomości”. – W jednym z numerów najbliższych dokończenie: „Aneksje i wojna z Sowietami”.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close