Z tragicznych dni (3)
W Warszawie do końca 1939*

3 listopada 1939 przybyłem do Warszawy. Droga ciężka, nabawiłem się grypy, przez kilka dni nie wychodziłem z domu, lecz wieść o moim przyjeździe rozeszła się i przychodziło do mnie coraz to więcej osób.

Warszawa miotała się psychicznie. Przeróżne myśli, dążenia, projekty nurtowały skołatane miasto. Często ujawniała się niechęć, wprost nienawiść do Anglii. „Anglia wciągnęła nas do wojny i nie dała żadnej pomocy. Niechby Londyn wyglądał tak jak dzisiejsza Warszawa”. „Wolałbym, żeby Berlin tak wyglądał” – mówił drugi, i dyskutowano, kto bardziej zawinił wobec Polski.

Chcąc wyzyskać nastrój antyangielski, propaganda niemiecka umieściła plakat przedstawiający zburzone mury Warszawy, z napisem: „Anglio, patrz, twoje dzieło!”. Częstokroć ważniejsze jest kto mówi, niż co się mówi. Plakat, który odpowiadał myślom i nastrojom wielu, wywołał oburzenie. „Niemcy chcą własną winę zrzucić na Anglię” – mówiono. Słuchaczka uniwersytetu, panna Zahorska, demonstracyjnie zerwała plakat. Sąd wydał wyrok śmierci, lecz przewodniczący po odczytaniu wyroku zakomunikował Zahorskiej, że jeśli złoży podanie o ułaskawienie, sąd je poprze.

– Nie chcę od was żadnej łaski. Nie wniosę podania. Rozstrzelacie mnie, tym lepiej. Zrozumieją jacy jesteście.

Odwlekano przez kilka tygodni wykonanie wyroku. Zahorska podania nie złożyła i została stracona.

Niemcy swą administracją, S.S., Gestapo pracowali usilnie nad tym aby po kilku miesiącach zapanowała sympatia do Anglii. Młodzież masowo przekradała się do tworzącej się na zachodzie armii. Przed upadkiem Francji wielu odczuwało wstyd, że tak szybko zostaliśmy zwyciężeni. „Trzeba bohaterstwem na zachodzie odkupić naszą nieudolność w Polsce” – mówił mi młodzieniec wybierający się na zachód. Idea tworzenia nowej P.O.W. była popularna, przyczyniała się do tego legenda, mało zresztą zgodna z rzeczywistością, o znaczeniu P.O.W. podczas pierwszej wojny światowej i pamięć o tym, że peowiacy doszli do władzy w Polsce. „Tworzymy organizację militarną, nie wiemy, z kim będziemy walczyli, może z Niemcami, może z Rosją” – głoszono w rozmowach ze mną.

Do mnie zgłaszali się ludzie przeważnie ze starszego społeczeństwa, różnych warstw i kierunków. Byli robotnicy, rzemieślnicy, ludowcy, przedstawiciele inteligencji zawodowej, przeważnie adwokaci, dziennikarze, przemysłowcy, wielu arystokratów. Twierdzili, że trzeba rokować z Niemcami, stworzyć, komitet narodowy, wysłać delegację do Berlina. Trzeba ratować to co jest do uratowania. Moim obowiązkiem – mówiono mi – jest się tym zająć, gdyż posiadam większe zaufanie u Niemców ze względu na stanowisko zajęte przeze mnie podczas pierwszej wojny światowej i w państwie polskim. Najzupełniej się z tym zgadzałem, mówiłem, że nie możemy zrezygnować z państwa, że musimy je odbudować, a siłą motorową do odbudowy musi być armia polska. Wskazywałem, że w obecnych warunkach, przy próbach ze strony Niemiec kupienia neutralności Rosji i dania za ową neutralność połowy Polski, Niemcy nie mogą tworzyć armii polskiej pod hasłem wojny z Rosją lecz że wojna ta jest nieunikniona. Delegacja, wysłana do Berlina, według mego planu miałaby żądać zachowania państwa polskiego w granicach zapewniających mu żywotność, bez precyzowania tych granic, żądać tego w imię środkowej Europy, podstawy naturalnej dla Pan-Europy. Wśród odwiedzających mnie idee te znajdowały poklask. Wiedziałem, że mogę mieć za sobą poważne siły, które zwielokrotnią się w miarę otrzymywanych koncesji.

Gdy zacząłem wychodzić z domu, spotkałem zwolenników wyczekiwania lub niechętnych próbom porozumienia się z Niemcami. Janusz Radziwiłł, wyzwolony z niewoli rosyjskiej, był w Berlinie u Göringa, który mu oświadczył, że uznaje wagę sprawy polskiej, ale że z rozstrzygnięciem jej Niemcy muszą czekać, uważał więc, że dziś wszelkie kroki z naszej strony są przedwczesne. Tego zdania był też Maurycy Potocki, również powołujący się na Göringa. Maciej Rataj mówił mi, że do mojej akcji się nie przyłączy, ale że jej nie przeszkadza i że nie ma nic przeciwko temu, iż wielu ludowców się za nią oświadcza. Według niego największym niebezpieczeństwem jest możliwość powstania i dlatego trzeba użyć wszystkich wpływów, aby partyzantka świętokrzyska nie przerodziła się w powstanie. Dywersja nasza przyniesie sprzymierzonym mało pożytku, a nam olbrzymie szkody.

Wiele osób wyrażało mi uznanie, że nie przyjąłem od Niemców mandatu tworzenia rządu, że dałem dowód patriotyzmu i samozaparcia się. Odpowiadałem na to, że niestety, żadnej propozycji nie otrzymałem, ale że ja, który od szeregu lat walczyłem o państwo polskie, nie opuściłbym żadnej próby jego podźwignięcia wobec dzisiejszego upadku. Patriotyzm nie może powstrzymywać od ratowania państwa, jego obywateli, jego dóbr kulturalnych.

9 listopada aresztowano w Warszawie trzysta osób w charakterze zakładników, dla zapobieżenia ewentualnej akcji antyniemieckiej 11 listopada. Wśród arsztowanych był mój przyjaciel. Pragnąłem go oswobodzić. Pojechałem do gmachu Gestapo. Był on zabarykadowany drutami kolczastymi i chroniony karabinami maszynowymi. Dotrzeć do Gestapo nie mogłem. Pojechałem do komendy miasta, gdzie mnie przyjął gen. von Nelrode. Kiedy wyjaśniłem, po co przychodzę, odmówił wszelkiej interwencji. Powiedziałem mu, że chcę skorzystać ze sposobności i pomówić z nim o sprawach polityczno-wojskowych, na co chętnie przystał.

– Będziecie mieli wojnę z Rosją sowiecką, jeżeli będzie się wam powodziło, i będziecie musieli odebrać to coście jej dali: daliście jej pozycje na Bałtyku,wyspy Oesel i Dagö, ważne jako podstawa strategiczna, oraz port wojenny Libawę, daliście Małopolskę Wschodnią, co szachuje Węgry i Rumunię, pozbawiliście się surowców wschodniej Polski, odsunęliście się od rumuńskich, a nie otrzymacie rosyjskich. Rosja sowiecka powstrzyma się od dostarczenia wam surowców, przeciwnie, wkrótce uderzy na Finlandię, a potem położy rękę na rudę szwedzką, bez której nie będziecie mogli prowadzić wojny. Podczas pokoju przywoziliście dwadzieścia milionów ton rudy rocznie. Rosja sowiecka czeka tylko na sprzyjające warunki by na was uderzyć. Dla zwyciężenia Rosji niezbędne jest zajęcie całej Ukrainy i Kaukazu, bez węgla i rudy Ukrainy, bez nafty i manganu Kaukazu, Rosja nie jest w stanic prowadzić wojny. Ale wypadnie okupować milion siedemset tysięcy km. Zabraknie wam materiału ludzkiego do obsadzenia etapów. Przegracie wojnę bez wskrzeszenia Polski, bez powołania do życia armii polskiej. Hitler w swej mowie powiedział, że Polska traktatu wersalskiego nigdy nie powstanie. Jest to negacja Polski w pewnych granicach, ale nie jest to negacja państwa polskiego. Obecne warunki w Polsce wywołują silne podniecenie. Młodzież nasza śpieszy do armii Sikorskiego za granicą. Od tego powstrzymać mogą nie represje, ale odbudowa państwa. Energia narodowa Polski może pójść z wami lub przeciwko wam. Mała aktywność Polski w okresie pierwszej wojny światowej nie powinna was zniechęcać, działały wówczas inne warunki. Nawet sprzymierzona z wami Austria prowadziła intrygi przeciwko tworzeniu armii polskiej, organizowanej przez Niemcy.

Gen. von Nelrode słuchał mego przemówienia uważnie i oświadczył:

– To co pan mówi jest bardzo ważne, i mam nadzieję, że mój rząd zainteresuje się opinią pana, proszę dać mi ją na piśmie w celu przedstawienia odpowiednim władzom.

15 listopada złożyłem odbity na roneo memoriał o odbudowie Polski i armii polskiej. Adiutanci Nelrode prosili bym dał im po egzemplarzu, potem przyjeżdżali do mnie po ten memoriał oficerowie niemieccy. Wysłałem go też gubernatorowi generalnemu Frankowi i gubernatorowi Warszawy Fischerowi. Pewnego wieczoru zjawiło się u mnie Gestapo, przeprowadziło powierzchowną rewizję, zabrało odbitkę mego listu do Mussoliniego i zażądało bym się z nimi udał. W siedzibie Gestapo zawiadomiono mnie, że generalny gubernator Frank jest bardzo z memoriału niezadowolony i że żąda kategorycznie, bym go nie rozpowszechniał, oficerom nie dawał i żadnych dalszych pism nie składał, bo będę internowany.

W tym samym czasie zajęty byłem pisaniem memoriału o niemieckiej polityce okupacyjnej, uważałem bowiem, że zanim delegacja pojedzie do Berlina w celu wysunięcia szerszej koncepcji, trzeba wystąpić przeciwko obecnej polityce okupacyjnej.

Wiązałem pewne nadzieje z moimi wystąpieniami z powodów następujących: Zamek królewski został uszkodzony podczas oblężenia Warszawy, wywieziono z niego potem cenne zabytki, w końcu podłożono miny by go wysadzić w powietrze. Wysłałem telegram do Hitlera: „Zamek Królewski w Warszawie ma być zburzony. Naród polski ceni swe zabytki historyczne i odczuje to boleśnie. W imieniu mego narodu proszę o zachowanie gmachu. Władysław Studnicki”.

Poczta telegramu nie przyjęła. Gdy i gubernator Fischer odmówił zezwolenia, udałem się do komendanta Gestapo, pokazując mu dawne zaproszenie do Norymbergi w charakterze gościa honorowego, i dodałem, że Hitler mnie zna. W rezultacie telegram wysłano. Widać poskutkował, gdyż gmach został zachowany, dopiero podczas powstania uległ zburzeniu.

Władysław Studnicki.

——–
*) por. „W przededniu drugiej wojny światowej” w nr. 58 i „W Krakowie i w Łodzi” w nr. 61 „Wiadomości”. – W jednym z numerów najbliższych: „Psychologia okupania”.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close