• Wiek Nowy
  • / 11.02.1925
  • / Lwów
  • / Rok 25, Nr 7089

G.P.U. Obrazki z czerwonej Rosji. (II)

(Niewinny sklepik. – Kantor Owaniesowa. – Żołnierze G. P. U. – Przyjęcie do pensjonatu. – Współmieszkańcy. – Woń domowa i duch serdeczności. – Serwis na codzień. – Zupa z czarnych oczu. – Czarny kruk przyleciał).

Przechodząc na końcu Miasnickej między setkami przechodniów, obok mnóstwa dorożek, automobilów i raźno pędzących tramwaji elektrycznych w tem centrum ogromnej Moskwy, ani się domyśla cudzoziemiec, że poza ścianami tych domów mających wygląd tak doskonale burżujski, kupiecki i filisterski, mieści się właśnie centrala G. P. U. czyli dawnej „Czrezwyczajki”. – Cały ogromny kwartet między placem Łubianką, Miasnicką i ulicą Małą Łubianką, obejmujący jakichś dziesięć czy więcej dużych dawniej czynszowych i kupieckich domów, połączono teraz w jedną całość, tworząc to właśnie więzienie, które w całej Rosji i daleko poza nią budzi największą grozę i najbardziej podnieca wyobraźnię, która szybko zaludnia je niezliczonemi ofiarami teroru bolszewickiego, zapełnia obrazami cierpień najstraszniejszych.

Plac Łubiański w Moskwie - prawdopodobnie początek lat dwudziestych XX wieku. Na pierwszym planie siedziba GPU (przed 1917 rokiem gmach towarzystwa ubezpieczeniowego „Rossija” ) potocznie zwana Łubianką.

Plac Łubiański w Moskwie – prawdopodobnie początek lat dwudziestych XX wieku. Na pierwszym planie siedziba GPU (przed 1917 rokiem gmach towarzystwa ubezpieczeniowego „Rossija” ) potocznie zwana Łubianką.

Oto typowe wejście do sklepu czy kantoru handlowego. Szklane drzwi, obok niewielkie okno wystawowe, co prawda próżne. Niewtajemniczony przechodzień gotów tam wstąpić dla zakupna pudełka papierosów czy papieru listowego. Drzwi otwierają się łatwo i chętnie. Za niemi jednak po obu stronach siedzą i stoją grupy młodych żołnierzy. Wybierano ich widać starannie, bo chłopy wszystko jak dęby, po dwa metry wzrostu bez mała każdy, a plecy jak brama. Ciemno fiołkowe obcisłe mundury, na głowach płaskie z denkami czapki czerwone, na rękawach gwiazdy czerwone, u boku w drewnianych futerałach ogromne pistolety repetjerowe. To jedni z tych stu pięćdziesięciu tysięcy wojsk szczególnego przeznaczenia, które stoją do dyspozycji G. P. U. na przestrzeni całej federacji republik sowieckich.

Ale niema w Moskwie człowieka, któryby w te drzwi mimo ich tak gościnnego wyglądu wszedł dobrowolnie. Wchodzi się tu z reguły tylko w towarzystwie albo jednego takiego żołnierza albo cywilnego agenta G. P. U. Kiedy sie tu weszło, to się wie, kiedy się wyjdzie, nie wie się nigdy. Dawniej znany moskiewski kupiec zbożowy miał tu swój kantor miejski. Nazywał się Owaniesow. Stąd dwa pokoje, do których owe szklane drzwi wprost z ulicy prowadzą, nazywają się i dzisiaj „kantora Owaniesowa”. – Dzisiaj jednak nie robi się tam transakcyj na żyto i pszenicę, nie podejmuje zaliczek i reszty gotówki za już dostarczone ziarenka. Dzisiaj wchodzi się tam do wnętrza bloku tych gmachów jako ofiara Czrezwyczajki, jako jej więzień i delikwent. Tutaj bowiem znajduje się t. zw. „prijom arestowannych”. Tu żołnierz czy agent, który aresztowanego doprowadził, otrzymuje pokwitowanie na niego, a sam aresztowany tutaj zaczyna swą kalwaryjską drogę, której nigdy nie wiadomo, jak długo potrwa i gdzie zaprowadzi.

Służbowy podoficer nie spiesząc się i papierosa z ust nie wyjmując, spojrzy w leżący przed nim arkusz. To spis wolnych pomieszkań w tym wielkim pensjonacie. Potem zażąda od gościa wydania zegarka, papierów, pieniędzy, scyzoryka itp. Rzuci obok stojęcemu żołnerzowi numer celi i procedura skończona. Bez zbytecznej delikatności żołnierz pociągnie ogłupiałego przybysza za rękaw i burknie tonem nie tyle złości ile znudzenia – „pajdiom!”

Jak tam komu Opatrzność napisała, jeden przejdzie z żołnierzem dwa wysoko obmurowane dziedzińce, mijając między jednym a drugim ciężkie bramy żelazne, które otwierają się przed nim i zamykają za nim szybko i bez hałasu, drugiemu wypadnie wędrować przez sześć i siedem takich dziedzińców, ale ostatecznie zawsze wejdzie w jakiś ciemny korytarz w suterenie lub na parterze, stanie przed jakiemiś niskiemi ciężko okutemi drzwiami, które nadbiegły klucznik otworzy i wejdzie albo sam, albo niegrzecznie zostanie do środka wtrącony. Drzwi się zatrzasną, – klucz zazgrzyta w zamku. Tak więc jesteś w saku obywatelu ludowej socjalistycznej republiki sowieckiej.

Przybysza powitają obojętne spojrzenia kilku par oczu, które należą do starszych mieszkańców celi, tudzież silna, mocno dławiąca a wiele skombinowana woń – pluskiew, karbolu, dawno niemytych ciał ludzkich i brudnej odzieży, tudzież w kącie stojącej pękatej paraszy.

Ceremonia zaznajamiania się przybysza z zastanymi jest krótka i prosta. Towarzystwo z reguły mieszane. Bandyci, złodzieje kieszonkowi, – kupcy znajdujący się w śledztwie z powodu zbyt wysokich dochodów, jakie z handlu osiągnęli, – kontrrewolucjoniści i zwyczajni szpiedzy czrezwyczajki, którzy w charakterze więźniów jednej z wymienionych kategoryj przebywają w celach, aby od ważniejszych rzeczywistych więźniów wydobywać nieostrożne słówka lub zgoła niewczesne wyznania. Ci są najuprzejmiejsi. Chętnie służą radami ludzi doświadczonych. Nie skąpią też pociechy i otuchy, której im samym nie brakuje. Instytucja ta jednak mimo to na wymarciu, ponieważ znają ją już najnaiwniejsze wróble i każdy wie, że cela więzienna w czrezwyczajce jest miejscem najmiej odpowiedniem do „cichej przyjaciół rozmowy”. Jeżeli milczenie wszędzie jest złotem, to tutaj jest ono nieraz samem życiem…

Zmrok nie zapada tu nigdy, ponieważ zawsze panuje. O czasie wnoszą starsi i doświadczeńsi z odgłosów różnych kroków, które rozlegają na korytarzach. Właśnie zapowiedzieli, że nadchodzi „sup karje głazki” czyli po polsku zupa z czarnemi oczyma. Jakoż istotnie po chwili otwierają się drzwi i dwaj dozorcy wnoszą za uszy drewniane wiadro – napełnione mętna cieczą o woni wysoce złowieszczej. Obok kładą na najbliższej pryczy odpowiednią ilość kawałów czarnego, na pół surowego chleba. Wiadro przyszło widocznie świeżo z lazaretu więziennego, gdzie wrzucano do niego watę, odjętą z ropiących ran i zlewano wszelkie inne małoużyteczne płyny. -Kawałek takiej waty przyczepiony wisi jeszcze u boku. Zupa koloru wodą rozrobionej gliny pachnie jak się rzekło, – straszliwie. Jest to zupa rybna. Aby zaś goście czrezwyczajki nie mieli co do tego wątpliwości, to uprzejmy zarząd pospieszył równocześnie z dowodami swej solidności. Oto na powierzchni zupy pływają jakieś ziarnka czarne nito dziwne grochy, soczewica lub coś w tym guście. Wyłowiwszy ich kilka, widzi się, że są to oczy rybie, czarne i szkliste. One to dały zupie dziwną napozór nazwę ,,potage aux yeux gris”….

Lecz oto za oknem rozległ się głuchy łomot ciężkiego motoru automobilowego. Zasiedziali przestają maczać chleb w zupie i żuć spokojnie. – Oglądają się na drzwi. Bo oto „czornyj woron” czarny kruk zajechał na dziedziniec, nie wiadomo po kogo. Czarnym krukiem nazywa się automobil więzienny, wielka, czarna skrzynia, bez okien na kołach. Tam pakuje się po kilkunastu więzni i jedzie. Dokąd, poco, tego oni nigdy nie wiedzą. – Czasem jadą w ten sposób do wielkiego więzienia na Butyrkach, nie rzadko na któryś z dworców kolejowych, aby stamtąd jechać dalej na miejsce wygnania. Czasem jednak jazda kończy się szybko w drugiem lub trzeciem podwórzu. Była widocznie nakazana tylko jakiemiś szczególniej subtelnymi względami śledztwa…

Widz.

Lwowski dziennik ukazujący się w latach 1901 – 1939. Redaktorem naczelnym był przez cały okres trwania pisma Bolesław Laskownicki. Gazeta powstała jako organ demokratów galicyjskich a następnie demokratyczno-liberalnego Polskiego Stronnictwa Postępowego. Po wybuchu I Wojny Światowej dziennik poparł Naczelny Komitet Narodowy a po przewrocie majowym rządy sanacji. Z „Wiekiem” współpracowało wielu wybitnych pisarzy min. Andrzej Strug, Gabriela Zapolska, Zofia Bohdanowiczowa czy Bruno Jasieński.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close