• Wiek Nowy
  • / 12.02.1925
  • / Lwów
  • / Rok 25, Nr 7090

O walkę z trądem demoralizacji

Masowa epidemja. – Powojenny karnawał. – Podejrzane budy taneczne domami rozpusty. – Szumowiny tańczą… – Harce apaszów. — Dziewczęta pozbawione opieki. — Szeregi cór Koryntu wzrosną. – Polowanie na kobiety na ulicach. – Wspólne „przechadzki”. – Homoseksualizm. – Wiosna się zbliża… – Dzieci wojny. – Tory ślizgawkowe miejscami rozpusty. – W bufetach. – Przestrogi dla rodziców i apel do władz.

(rs) Powojenna demoralizacja wycisnęła swe piętno zwłaszcza na młodzieży naszej, która masowo ulega trującym wpływom zgubnych, zbrodniczych prądów zarazy. Karnawał powojenny jest typowym tego przykładem. Jest to tło, na którem w całej nagości i ohydzie swej występuje tu moralna zgnilizna. Na „salach” tanecznych, zwłaszcza w czasie podrzędnych „wieczorków” i redut – dzieją się oburzające rzeczy. W ogóle sala tańca jest dziś właściwie domem rozpusty, wyjąwszy z pod określenia tego naturalnie większe bale, urządzane przez poważne komitety i instytucje, gdzie nad porządkiem czuwają starsi poważni ludzie i gdzie jeszcze zwyczaje „przedwojenne” niepodzielnie królują. Szczególnie tańce t. zw. modne dają pole do popisu rozmaitym niemoralnym zakusom szumowin na niewiasty. „Wieczorki”, to idealna sposobność do nawiązywania niemoralnych stosunków, pijaństwa i tp. wybryków, których ofiarami padają często młode, niedoświadczone kobiety i dziewczęta. Zachowanie się zdemoralizowanej młodzieży przypomina raczej harce apaszów z za drąga lub Indjan amerykańskich, lecz nie kulturalną zabawę. Wrzaski na takich redutach, bójki, „rękoczyny” i tp. sceny są na porządku „nocnym” owych wszystkich niemal „popularnych” zabaw, które tak wielkiem wzięciem cieszą się wśród niedowarzonych młodzieniaszków-nieuków i pozbawionych należytego bogobojnego wychowania i opieki rodzicielskiej (a tych są we Lwowie przerażające masy!) dziewcząt, kandydatek na przyszłe… córy Koryntu.

To rozwydrzenie musi znaleźć swój kres zwłaszcza, że mamy dziś z niem do czynienia niemal na każdem polu. Można objawy takie dostrzec i na ulicach miasta, przez które kobieta młoda przejść spokojnie nie może w porze wieczornej, gdyż nagabywana jest przez całe czeredy zwyrodniałych don-juanów ulicznych i zasypywana niemoralnemi propozycjami, lub zgoła często niewolona przemocą do wspólnej „przechadzki” z domorosłymi apaszami o manierach złodziei kieszonkowych…

Następstwa samotnego chodzenia dzieci i młodzieży po ulicach w porze wieczornej są w obecnych stosunkach często straszne. Często młodzi chłopcy padają ofiarą tolerowanych u nas zbrodniarzy homoseksualnych, którzy polują na coraz to nowe ofiary, zawlekają je do prywatnych mieszkań i tam popełniają zbrodnie seksualne i deprawują niewinne umysły zwyrodniałemi praktykami płciowemi. Młode dziewczątka padają ofiarą podtatusiałych zwyrodnialców, lub pijanych indywiduów, którzy je gwałcą lub zawlekają do nor rozpusty, pozyskawszy wpierw pieniędzmi, lub łakociami. Jest to później materjał na córy Koryntu. Świeżo pisma zanotowały wiadomości, przerażające swą treścią o działalności homoseksualistów i o gwałcie dokonanym na 6-letnim chłopcu przez cztery „panny” w wieku 16-18 lat. Oto plon demoralizacji powojennej. W porze letniej parki i ogrody zaroją się parami młodocianych indywiduów, uprawiających na zielonym kobiercu natury niedozwolone stosunki i siejące jad zgnilizny.

Na ulicach również widzi się bardzo młodych chłopaków – dzieci w wieku szkolnym – ćmiące papierosy z nonszalancją starych palaczy i puszczające kłęby dymu w nos przechodniom. Te dzieci wojny zatruwają sobie płuca nikotyną, uczą się butnej czelności i afronterji, a widok ich przejmuje bardzo smutnemi refleksjami. Dawniej przestrzegano w szkołach surowo zakazu palenia przez uczniów tytoniu, obecnie na ulicach nikt nie zwraca na to uwagi (może dlatego, że zniesiono umundurowanie młodzieży?). Również brak młodzieży po wojnie należytej opieki w domach.

Prócz ulic i sal balowych można obserwować masową zarazę demoralizacji i zwyrodnienia obyczajów na torach ślizgawkowych, zwłaszcza w niedziele i świeta, kiedy przybywa na ślizgawkę znaczny – niestety – procent szumowin. Dziesiątki par, złączonych czule w zwartym uścisku, wykonuje ewolucje na łyżwach, może bardziej jeszcze drastyczne i niemoralnie podniecające, niż na tańcach. Tym sposobem zdrowy sport przemienia się w sposobność do rozpusty.

Dziewczęta chodzą tam przeważnie bez żadnej opieki i 98 procent z nich nawiązuje jedynie znajomości z podejrzanej konduity don-juanami z pod ciemnej gwiazdy, by następnie zejść z drogi cnoty. Ci don-juani polują tam na naiwne podlotki, następnie odprowadzają je w natrętny sposób do bram domów, a przyzwoita do niedawna panienka nie wie nawet później, kiedy straciła dobrą opinję, gdy ludzie i kumoszki wskazywać ją zaczną na ulicach palcami i opowiadać o jej niemoralnem prowadzeniu się niestworzone historje. Dawniej ślizgały się wprawdzie panienki razem ze studentami (nie z szumowinami), ale nie w czułym uścisku, a jedynie trzymając się zdala za ręce, nad czem specjalną kontrolę roztaczał zarząd toru łyżwiarskiego. Dziś nikt na to nie zwraca najmniejszej uwagi. Jeśli nawet ślizga się małżeństwo, lub para zaręczona, to nie uprawnia to jeszcze do czułych uścisków i trzymania się wpół, gdyż nie wolno czułości wymieniać publicznie i demoralizować młodszych.

W bufecie na ślizgawce „panienki” zachowują się często gorzej od cór Koryntu, palą papierosy, piją wódkę i… flirtują, a „flirt” ten i tu czyni wrażenie domu rozpusty. Wybryki indywiduów podejrzanej konduity na lodzie są znane.

W ogóle dziś szanujący się rodzice nie zezwalają swym dzieciom na chodzenie na ślizgawkę bez opieki rodzicielskiej, gdyż wiedzą, co tam – podobnie, jak na „tańcach” na nie czyha. Tym zaś, którzy nie znają stosunków wielkomiejskich podajemy ku troskliwej pamięci bardzo cenną przestrogę: Nie wychowujcie synów swych na don-juanów, siewców zgnilizny, kuplerów i alfonsów, nie zezwalajcie córkom nz samotne wydalanie się z domów w porze popołudniowo-wieczornej, na chodzenie bez opieki na wieczorki, reduty, do szkół tańców, oraz na ślizgawkę. Nie dopuśćcie za żadną cenę do tego, gdyż wszędzie tam czyha na nieświadome dziewczęta najgorszy ich wróg, który zgniliznę wsącza w czyste i wiośniane życie: demoralizacja i gangrena moralna, trąd zgubny, który wiedzie na szafot skandalu i hańby. Pamiętajcie o tem! A władze niechaj pomyślą nad tem, by tępić zarażone bakcylem zgnilizny chwasty.

Lwowski dziennik ukazujący się w latach 1901 – 1939. Redaktorem naczelnym był przez cały okres trwania pisma Bolesław Laskownicki. Gazeta powstała jako organ demokratów galicyjskich a następnie demokratyczno-liberalnego Polskiego Stronnictwa Postępowego. Po wybuchu I Wojny Światowej dziennik poparł Naczelny Komitet Narodowy a po przewrocie majowym rządy sanacji. Z „Wiekiem” współpracowało wielu wybitnych pisarzy min. Andrzej Strug, Gabriela Zapolska, Zofia Bohdanowiczowa czy Bruno Jasieński.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close