Ostatnie godziny pokoju w Paryżu i w Londynie

Jeszcze jeden przyczynek do historji wojny

W jednym z dzienników niemieckich ukazał się fragment z mającej się wkrótce pojawić książki publicysty niemieckiego Hermanna Höniga na temat kulis polityki angielsko-francuskiej tuż przed wybuchem wojny we wrześniu 1939 foku. Tłumaczymy poniżej ten fragment w obszernem streszczeniu, zawiera on bowiem pewne nowe szczegóły:

1 września 1939

– Popołudniu 1 września, wkrótce po oficjalnem notyfikowaniu przez Bonneta w Rzymie gotowości rokowań, rząd brytyjski stawia w Paryżu żądanie, by Niemcom wręczono natychmiast w Berlinie wspólne ultimatum francusko-brytyjskie. Bonnet broni się rękami i nogami. Daladier ukrywa się za pozorną obojętnością, wie bowiem dokładnie, że każda godzina, która upłynęła w niezdecydowaniu, pracuje za wojną przeciw pokojowi. Gamelin radzi, ażeby starano się wygrać na czasie, a to z dwóch powodów: po pierwsze z każdym kilometrem marszu niemieckiego w Polsce nadzieje pokojowe Bonneta i pozostałych „kapitulantów” będą się zmniejszały, po drugie zaś trzeba uczynić wszystko, dla jak najdalszego przeprowadzenia mobilizacji powszechnej, zanim rozpoczną się właściwe działania wojenne.

2 września

W dniu 2 września hr. Ciano, pomijając ambasadorów, nawiązuje bezpośredni kontakt telefoniczny z Bonnetem. Przynosi dobrą wiadomość: Führer jest wciąż jeszcze gotów do rokowań, chce nawet zgodzić się na pragnienie Francji i dopuścić udział Polski w planowanej konferencji. Bonnet leci z tą wiadomością do Deladiera: trzeba teraz natychmiast dać wiążące przyrzeczenie! Jednakże Daladier wciąż jeszcze nie ma odwagi poczęstować swego ministra spraw zagranicznych czystem winem, powiedzieć mu bez ogródek, że nie chce konferencji, lecz wojny; wycofuje się ostrożnie na linję angielską, poleca Bonnetowi uprzednie uzyskanie przyzwolenia Londynu. Bonnet mówi więc z Halifaxem. Ten ostatni mówi prosto z mostu, że należy przeszkodzić konferencji przez postawienie żądania, które byłoby nie do przyjęcia. Niemcy musiałyby najpierw znowu opuścić już oswobodzony obszar narodowo-niemiecki (das volksdeutsche Gebiet) państwa polskiego. Bonnet wie, że Mussolini nie może i nie chce przekazać takiego czysto prowokacyjnego żądania Führerowi. Zostaje przez to rozbita ostatnia możliwość pokoju.

„Francja musi maszerować”

Ponadto Bullitt i Mandel podjudzają przeciw zrozpaczonemu już ministrowi spraw zagranicznych ambasadora polskiego Łukasiewicza. Dochodzi do przykrej sceny. Polak zarzuca Bonnetowi zdradę, posuwa się nawet do szyderczego stwierdzenia, że Francja nie ma już nic do gadania, a musi tylko maszerować.

Bonnet nie miał jeszcze czasu na przeczytanie szkicu mowy, którą Daladier rozpoczyna przed Izbą o tej samej porze. Bez naradzenia się uprzednio ze swym ministrem spraw zagranicznych, Daladier, pod naciskiem, włącza do tej mowy brzemienne w następstwa zdanie: Francja jest wprawdzie jak i przedtem gotowa do rokowań, ale tylko w tym wypadku, „o ile napastnik wycofa się poza swe granice”. Deputowani przyjmują to jako frazes retoryczny; wielu z nich wciąż jeszcze nie zrozumiało, że może to i powinno oznaczać wypowiedzenie wojny. W decydującej godzinie francuskie przedstawicielstwo narodowe jest nieme. Dwaj przedstawiciele tak słabej partji pokojowej, Bergery w Izbie i Laval w Senacie, poprosili o głos, aby w ostatniej chwili otworzyć oczy Francji. Zażądali posiedzeń tajnych, wyczerpującej debaty bez udziału publiczności. Przewodniczący Izby Herriot natychmiast udaremnił ten plan. Poddał z miejsca wniosk Bergery’ego pod głosowanie oraz zmusił w ten sposób większość rządową do formalnego rozstrzygnięcia kwestji zaufania. Deputowani zaś nie mogli ocenić doniosłości tej manifestacji, ponieważ Bergery nie miał już okazji uzasadnienia swego wniosku. Zaledwie 20 z pośród 300 deputowanych wypowiedziało się za wnioskiem.

Groteskowość – i bojowość

Herriot namawia Dalidier do nowego tricku: ażeby nadal przeszkodzić wszelkiej debacie, nie wolno zupełnie przedkładać Izbie sprawy wojny lub pokoju. Rząd powinien zwrócić się tylko z prośbą o pełnomocnictwa finansowe „na wypadek wojny”. Tak się też stało. Sprawa pełnomocnictw finansowych nie podlega dyskusji i zostaje przyjęta jednomyślnie przez obie Izby.

Posiedzenia parlamentu w Paryżu były groteskową, oszukańczą komedją; natomiast posiedzenie Izby Gmin w Londynie, które odbywało się prawie jednocześnie, było bojową operą, z grzmiącemi fanfarami i z koncertem gwizdów galerji przeciw „tchórzliwej, zwlekającej Francji”. Jeszcze wieczorem dn. 2 września Corbin przetejelegrafował wyczerpujące nastrojowe sprawozdanie, które jest chyba jednym z najbardziej wstrząsających komentarzy do kwestji odpowiedzialności za wojnę:

„Na ławach Izby Deputowanych panowało gorączkowe wzburzenie, którego nie potrafił już uspokoić premjer swemi oświadczeniami. Mister Neville Chamberlain nie mógł naturalnie określić dokładnie terminu, jaki postawiono Rzeszy dla odpowiedzi na żądania francuskie i angielskie. Wspomniał o propozycji włoskiej jako o jednym z powodów zwłoki, jak również o trudności uzgodnienia akcji angielskiej z francuską. Te argumenty, zamiast spotkać się ze zrozumieniem, wywołały gwałtowne protesty wśród członków Labour Party i wśród wielu konserwatystów. Premjer musiał obiecać na dzień następny definitywną deklarację, co jednak nie zapobiegło temu, że Izba rozeszła się w nastroju pełnym goryczy i naładowanym burzą… Niezadowolenie członków Izby zwróciło się najpierw przeciwko Francji, którą oskarżano w kuluarach, że chce się wykręcić. Następnie zaatakowano gabinet brytyjski, który – jak mówiono – jest odpowiedzialny za honor angielski i któremu grozi kompromitacja z powodu zwłoki francuskiej. Nikt nie chciał słyszeć o propozycji włoskiej; widziano w niej tylko pułapkę, sprzyjającą marszowi niemieckiemu…”

„Wróciłem na kilka chwil do ambasady; tam doszły mnie echa wzburzenia, jakie panowało w angielskich kołach parlamentarnych. Członkowie parlamentu i dziennikarze zasypywali ambasadę pytaniami. Jednym z najbardziej wzburzonych był p. Winston Churchill”.

Noc przed decyzją

W nocy z 2 na 3 września Bonnet odbył jeszcze jedną rozmowę telefoniczną z Halifaxem, który oświadczył:

„Gabinet brytyjski zebrał się tu obok. Jest pan proszony o doręczenie w Berlinie ultimatum francuskiego jutro o godz. 8 rano”.

Bonnet: „Niemożliwe. Obiecałem hr. Ciano, że będę czekał do jutra w południe.

Halifax: „A więc powiedzmy o godzinie 9-ej”.

Bonnet : „Nie”.

Halifax: „Ależ proszę pana, wojna jest pewna!”

Bonnet: „Skoro tak, to może wybuchnąć równie dobrze za trzy godziny”.

Halifax: „Wydaje mi się pan człowiekiem, który chce zbudzić umarłego do życia, polewając go wodą święconą”.

3 września

Londyn istotnie nie przestrzega terminu, o jaki prosiła Francja dla namysłu. W niedzielę o godzinie 9-ej przed południem Anglja sama doręcza w Berlinie ultimatum. Opiewa ono na dwie godziny. Bonnet zaniechał oporu. Wszystko co może jeszcze zdziałać – jest to uzyskanie, że termin ultimatum francuskiego upływa dopiero o 6 godzin później, o godzinie 17-ej.

Automatycznie następują wypowiedzenia wojny.

Pokój pogrzebano.

Czasopismo polskie wychodzące w Budapeszcie w latach 1939 – 44. Podlegało Rządowi Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close