• ABC
  • / 28.06.1934
  • / Warszawa
  • / Rok 9, Nr 175

Czy istniał naprawdę ks. Robak?

Odkrycie prof. Piniego

Prof. T. Pini w ostatnim zeszycie czasopisma bibliograficznego „Nowa książka” ogłosił artykuł zatytułowany „W stulecie Pana Tadeusza”, w którym podaje kilka krótkich uwag o stopniowem rozrastaniu się poematu w dwunastu księgach. W tym krótkim wykładzie o genezie i kompozycji arcydzieła mickiewiczowskiego znajduje się bardzo ciekawy szczegół, pozwalający przypuszczać, że prawdopodobnie niezadługo dowiemy się coś o prototypie ks. Robaka, który – zdaniem prof. Piniego – istniał naprawdę.

Jak wiadomo, najnowsze badania wykazały tak daleko idącą zgodność zawartych w „Panu Tadeuszu” szczegółów i szczególików z realnem życiem ówczesnem na Litwie, – pisze prof. Pini – że ten wielki poemat wygląda nie jak malowidło, rzucone z rozmachem na płótno, ale niemal jak mozaika, składana pracowicie z przechowywanych w jakiemś muzeum kamyczków. Pomysł i początek powieści rodzi się podczas powstania listopadowego w Poznańskiem, na wsi polskiej, przywoływającej okruchy wspomnień, jak magnes opiłki żelaza – ale które z nich było pierwsze? Szkic poznański nosi tytuł „Żegota”, a jest to dawne, świeckie imię ks. Robaka. A zatem pomysł zaczerpnięty z fantazji? Otóż nie. Jestem – narazie tylko teoretycznym – właścicielem kawałka czerpanego papieru, na którym pewna dama z okolic Wilna napisała pod sam koniec 18-go wieku do rządcy swego majątku: „Proszę wydać księdzu Robakowi dla klasztoru Bernardynów” tyle a tyle korcy pszenicy i t. d. A więc istniał jakiś Bernardyn Robak, a Mickiewicza uderzyło jego imię – odczuł poza niem dramat i długo zapewne odtwarzał sobie jego dzieje w duszy, aż wreszcie połączył tę postać z rodziną znanych sobie dobrze Sopliców, dodał wymyśloną lub może także przeniesioną tylko z jakiegoś zdarzenia fabułę i rzucił się do pisania. Tymczasem niespodziewanie poemat zaczął mu pod ręką róść, jak na drożdżach, i wymagał ciągłych zmian, ustawicznego rozszerzania akcji. Początkowo miała to być niewielka sielanka w rodzaju „Hermana i Doroty” Goethego, i poecie ciągle się zdawało, że już zbliża się do końca – aż wreszcie u wstępu do szóstej księgi spostrzegł, że „zanosi się na wielką chryję”. Najgorsze było jednak to, że praca, rozpoczęta w późnej jesieni r. 1832-go, nie trwała jednolicie, że Mickiewicz dwukrotnie ją przerywał – raz po napisaniu 2 pierwszych ksiąg w styczniu 1833 r., kiedy przez 3 miesiące musiał odtwarzać dla wydawcy zagubiony rękopis przekładu „Giaura” Byrona – drugi raz po ukończeniu księgi 4-ej, kiedy cztery przeszło miesiące przepędził poza Paryżem na pielęgnowaniu chorego Garczyńskiego. Rzecz charakterystyczna: oto po każdej z tych przerw następuje w planie poematu zmiana, wprowadzenie nowych, bogatych w następstwa motywów. W ciągu pisania księgi 3-ej wchodzi do sielskiego poematu motyw polityczny: bohater zostaje emisarjuszem i przygotowuje powstanie, a w księdze 4-ej wychylamy się po raz pierwszy poza dwór soplicowski i jesteśmy świadkami agitacji. Po drugiej przerwie, w księdze 5-ej, wchodzi motyw zajazdu i zmienia zupełnie charakter reszty dzieła. Z pierwotnej sielanki nie pozostaje nawet śladu i po ukończeniu fabuły musi poeta dodać w dwu ostatnich księgach radosny epilog, aby poemat ukończyć tak pogodnie, jak go zaczął.

Rzecz jasna, że ten wzrost dzieła, nieprzewidziany w pierwotnym planie, musiał się odbić ujemnie na kompozycji i objawić w mnóstwie niezharmonizowanych szczegółów, zwłaszcza wobec niesłychanie szybkiego tempa pracy: wszakże w ciągu niespełna trzech miesięcy napisał poeta sześć ksiąg, od VII-ej do XII-ej, czyli blisko 5 tysięcy wierszy. Trzeba było zatem niezgodne z sobą fakty godzić i sprzeczności usuwać. Do tego „mycia i czesania dziecka” zabiera się Mickiewicz przy pomocy przyjaciół natychmiast po uroczystych choć skromnych „chrzcinach”, ale śpieszy się i leczy tylko najkonieczniejsze, najbardziej rażące dysharmonje. Tak np. wstawił w pierwsze, czysto sielankowe księgi ustęp o charakterze historycznym i politycznym (zakończenie księgi I-ej), wprowadził na ucztę Rykowa, zaznaczył tajemniczość księdza Robaka, i mnóstwem drobnych, ale świetnie pomyślanych, zdań lub tylko słów wprowadził w ciche Soplicowo politykę patrjotyczną. Ale urwał tę pracę szybko, jakby znudzony, czy niechętny. Dlaczego? Tajemnicę tę wyjaśnia następujący ustęp z listu do Odyńca, napisanego w dzień po ukończeniu „Pana Tadeusza”: „Przekonywam się, że nigdy już pióra na fraszki nie użyję. To tylko dzieło warte czegoś, z którego człowiek może poprawić się i mądrości nauczyć. Możebym był „Tadeusza” zaniechał, ale już był bliski końca. Więc skończyłem wczoraj właśnie”.

Wydawany w latach 1926 – 1939 w Warszawie dziennik związany z ruchem narodowym; programowo antysemicki. Od 1934 roku związany z Obozem Narodowo-Radykalnym. Po delegalizacji ONR-u pismo stało się jego nieformalnym organem prasowym. Od roku 1935 wychodziło pod nazwą „ABC – Nowiny Codzienne” – było to wynikiem połączenia się tych dwóch dzienników. Pismo wielokrotnie cenzurowano i konfiskowano. Z jego niedzielnego, cotygodniowego dodatku kulturalnego powstał w 1935 roku tygodnik „Prosto z Mostu”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close