Obiady czwartkowe

Obiady czwartkowe – zwane tak dlatego że odbywały się przeważnie we wtorki lub środy.

Nie podawano tam flaków tylko ulubioną, przez Stanisława Augusta baraninę.

Przed każdym nakryciem stały na stole karafka z winem francuskim i druga z wodą ze źródła na ul. Zakroczymskiej. Woda w całej Warszawie była okropna, i tylko z tej jednej studni była znośna, przeto przedzielono ją kratą na dwie części – dla Zamku i dla miasta.

Stanisław August zaczynał od talerza rosołu. Jadł i pił mało. Jeśli rozmowa nie zainteresowała go z punktu, wynosił się po kwadransie, a markotni biesiadnicy również musieli, zgłodniali, opuścić zastawiony stół ku wielkiej radości łakomych lokajów. Więc dla uniknięcia tej katastrofy literaci już podczas zupy wywlekali najciekawsze tematy, tryskali najnowszymi dowcipami. Rozochocony król opowiadał brodate kawały. Choć zawsze te same – zawsze wzbudzały salwy śmiechu.

O każdej kwestii Stanisław August mówił jak wyrocznia, choć od lat nie przeczytał żadnej książki. Piattoli robił dlań tylko króciutkie wyciągi z nowych dzieł, które mu czytał przy zasypianiu. Nie przeszkadzało to Stanisławowi skromnie stwierdzać:

– Od Ludwika XIV różnię się jedynie większym zamiłowaniem do lektury.

Zadufany w swój dobry gust tyranizował artystów. Bacciarellemu kazał malować wszędzie oczy podobne do swoich – wyłupiaste. Bacciarelli był posłuszny, ale po śmierci Stanisława, mimo starości, zaczął malować dużo lepiej.

Muzyków zawsze chwalił lub ganił, choć po dźwięku nie odróżniał bębna od organów.

Rozmiłowany w budownictwie, rysował plany, dawał wskazówki architektom; gdyby go słuchali nigdy cegła na cegłę by nie trafiła. Wydał dziesiątki milionów i w rezultacie dziesięciokrotnie przerabiany pałac Ujazdowski obrócono na koszary a Zamek pozostał szpetną stodołą. Tylko liczne kochanki ocaliły katedrę św. Jana. Marzył żeby ją rozwalić i sklecić coś innego na jej miejsce. Jakby mało pustych placów było wtedy w stolicy! Szczęściem piękne kobiety pochłonęły pieniądze przeznaczone na brzydki wandalizm. Maleńkie Łazienki, to ostatecznie jedyny owoc tych olbrzymich sum, za które przeciętny cieśla potrafiłby upiększyć całą Warszawę i jeszcze ufundować piramidę dla Pragi.

Jak przystało na mecenasa literatury, król wyznaczył kucharzowi Tremo najwyższą pensję – 800 zł; sławiącemu go od rana do wieczora Trembeckiemu dawał 700 zł; sekretarze mieli po 600 zł, ale też załatwiali tylko sprawy państwowe.

Na tych obiadach czwartkowych bywali biskup Krasicki, póki nie przeniósł się na zasobniejszy dwór króla pruskiego, napuszony biskup Naruszewicz, złośliwy Węgierski, fircykowaty Zabłocki, wiecznie zapłakany Kniaźnin, jąkający się autor podręcznika „O wymowie” Piramowicz, namiętny Kołłątaj, wesoły Niemcewicz, paplający 18 językami ks. Adam Czartoryski, zapalony szachista Trembecki, nie wyspany po całonocnym faraonie Ignacy Potocki, astronom dziennikarski Łuskina, grafoman Bielawski. A gruby, zawsze brudny pijar Kopczyński siedział u końca stołu i pilnował aby wszyscy mówili wedle reguł jego gramatyki.

Za te marne, tak często niedokończone obiadki, wszyscy ci ludzie pióra chwalili bez miary Stanisława Augusta i przypisywali mu ogromne, zgoła urojone zasługi dla kultury.

Nikomu nie przychodzi do głowy sławić rozpustnego Ludwika XV za to że na jego czasy przypadł taki rozkwit literatury francuskiej. Nikt nie powie że wybuch wspaniałej literatury rosyjskiej za Mikołaja I był zasługą cara-stupajki. Ale świetny rozwój literatury polskiej w epoce rozbiorowej przypisuje się z uporem wpływowi Stanisława Augusta. Połechtani czwartkami pisarze, za te łapówki w postaci obiadów, przekazali potomności powierzchownego, na niczym się nie rozumiejącego, tylko zajętego sobą, o złym guście i fatalnym sądzie króla jako zbawiennego opiekuna i krzewiciela kultury.

Karol Zbyszewski.

Wydawany w Londynie w latach 1946 – 1981 emigracyjny tygodnik społeczno-kulturalny. Założycielem pisma był Mieczysław Grydzewski a stałymi współpracownikami byli min. Marian Hemar, Marian Kukiel, Stanisław Stroński, Jan Lechoń, Józef Mackiewicz, Tymon Terlecki, Józef Wittlin. Tygodnik był kontynuacją londyńskich „Wiadomości Polskich” a tradycją nawiązywał do przedwojennych „Wiadomości Literackich”.

Brak komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close